Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA dopytywała się, po co jej koleżanka ciągle jeździ do Krakowa. – Nie twój zasrany interes – odparła GOŚKA DANISZEWSKA. Ale w końcu przyznała się. Była w teatrze na sztuce o ZMP, a potem uczestniczyła w spotkaniu własnego męża z publicznością. Razem mieszkają, razem pracują, a ona jeszcze jedzie na taką imprezę. Porzygać się można.

 

Daniszewska: – Naprawdę? PiS jest cię w stanie czymś zaskoczyć? Gratuluję świeżości uczuć.

Wołk-Łaniewska: – Ano jest. Bo jednak czym innym jest chrzanienie o trotylu, a czym innym świadome podgrzewanie atmosfery, która już jest żyzną glebą dla rozwoju neonazizmu. Słyszałaś dykteryjkę o uchodźcach w Janowicach Wielkich?

– Nie. Zabawna jest?

– Bardzo. Janowice Wielkie, jak wynika z nazwy, są małe: wieś pod Jelenią Górą, 2 tysiące ludzi, dwie nieduże górki, zwane przez tubylców rozkosznie „Cyckami Bardotki”, kościół pod wezwaniem Chrystusa Króla. Ludzie tam schludni, pracowici, skromni, jak to na ziemiach odzyskanych. Aż tu nagle uchodźcy! „Tak rozmawiali, że nie było w ogóle wiedzieć, jaki to język. I się pytali, jak na Zachód” – opowiadała ludność reporterowi Radia Wrocław. No i że czarniawi jacyś tacy byli. I plecaki mieli – duże. No to ludność, kierowana poczuciem obywatelskiego obowiązku, w te dyrdy na policję. I Straż Graniczną. I dla dobrej miary jeszcze do wójta, który „podniósł w stan gotowości gminne służby na wypadek, gdyby trzeba było udzielić uchodźcom pomocy”. Policja postawiła blokady na drogach – wiesz, żeby znaleźć tych uchodźców i zapytać, czy nie potrzebują pomocy. I wyczesali ich z autobusu do Jeleniej…

– I co, i co?

– To byli turyści z Malty. I weźże się nie śmiej, bo to wcale nie jest śmieszne. No dobra, może trochę jest. Ale tylko trochę. Bo jak sobie przypomnimy, jak skwapliwie rodacy biegali na gestapo zameldować o każdym potencjalnym Żydzie, co się pojawił w okolicy, to wielce żeśmy się od tamtego czasu nie rozwinęli jako społeczeństwo, w kategoriach etycznych. I teraz sobie wyobraź, że tacy uchodźcy naprawdę przybywają do jakiejś dziury w dupie z wielkością w nazwie.

– Szczerze mówiąc, wolę sobie tego nie wyobrażać.

– I ten potworny hejt w internecie. W poniedziałek w Mogadiszu zginął Abdulkadir Gabeire Farah. Był zamach na pałac prezydencki po spotkaniu w sprawie przyszłorocznych wyborów. Zamachowiec samobójca z Shabab, czyli somalijskiej filii Al-Kaidy, wjechał wyładowanym trotylem samochodem w bramę i się wysadził. Abdulcadir był na tym spotkaniu, bo miał kandydować z ramienia tzw. opozycji demokratycznej. Świetny facet, jeden w pierwszych uchodźców w tzw. wolnej Polsce, nie dość że muzułmanin, to do tego całkiem czarny. W zeszłym roku dostał obywatelstwo. Napisałam jakiś taki komentarz, że nikt nie zauważył, bo przecież „wśród ofiar nie było Polaków” i kochający bliźniego patrioci rzucili się na mnie jakbym Matkę Boską do burdelu sprzedała. A cały morał był taki, że wpuszczać „bydlaków” nie wolno, bo przyjadą nam się tu wysadzać, a jeszcze do tego zgwałcą nam żony i owce. Naprawdę, jak śpiewał wieszcz Kaczmarski, „nie chciałbym być Polakiem, Polakiem być to wstyd”. Ale może to dlatego, że jestem z tej, no… „bandy ksenofilów”.

– Czego?

– Bandy ksenofilów. „Ksenofilia” – tu cytuję mojego internetowego polemistę – „maniakalne uwielbienie dla obcych kulturowo. Zachłyśnięcie wszystkim co obce i negowanie tego co krajowe. Radykalne, skrajne i pełne nienawiści nastawienie do własnego narodu”. To ja.

– Już się nie chwal.

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Wyrazy współczucia z powodu hejtu. Wiem co Pani czuje, miałem tak samo, jak napisałem, że parytety są seksitowskie.

  • przydało by się, kilkanaście „uchodźczych” rodzin zakwaterować w namiotach w konstancińskim parku. najlepiej koło tężni….