Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA chuda jak szczapa. Zostały z niej tylko cycki i oczy. No i umysł. Umysł? Sprawdzimy. GOŚKA DANISZEWSKA wróciła z Korsyki. Ale jak to bywa u starszych pań, dalej tam jest. To był cudowny urlop i nie może pozbyć się o nim wspomnień.

 

Wołk-Łaniewska: – Już weź ty nie mów takich rzeczy, bo potem konfrontacja z rzeczywistością może być gorzkim rozczarowaniem. Czy mogę zacząć od kolegów po fachu?

Daniszewska: – Proszę.

– Otóż oglądam sobie TVN 24 a tam nius, cytuję: „We wrocławskim zoo tygrys zabił swojego pracownika, ale dyrekcja twierdzi, że to nie jest wina zwierzęcia”. Nie tęsknisz czasem za czasami, gdy dziennikarze nie tylko znali język polski, ale też mieli wyczucie śmieszności?

– Nie, dlaczego, teraz jest śmieszniej.

– Ale też trochę strasznie. Kak tigra pojebat, jak mówią Rosjanie.

– À propos Rosjan. Mamy na Korsyce takich znajomych, których spotykamy co roku, bo jeździmy o tej samej porze. On dyrektor w Tesco, ona przy mężu. Mili i lubię gadać cyrylicą, więc zadajemy się z nimi wieczorami. Gadamy o niczym, żeby nie zadrażnić sytuacji. Trochę poezji, którą ja znam lepiej niż oni.

– Tak, zawsze mi się kojarzyłaś z poezją. Imię pani tak liryczne…

– Prawda, śliczne. Wracając do Rosjan: pewnego wieczoru ona zaczęła narzekać na homoseksualistów. Że się panoszą, że ich za dużo, że jeszcze parady robią. Na szczęście nie w Moskwie. No to się odwinęłam, że może trzeba ich wystrzelać albo do obozów. Że świat musi być tolerancyjny i wszystko to my wiemy i rozumiemy. Następnego dnia nie miałam już koleżanki. Gdy szłam plażą, ona była zaczytana. On z daleka machał ręką. Ani jednego wspólnego wieczoru przy kieliszku. A jeszcze jej skłamałam, że mam w Moskwie kumpla gołubowo, bo tak oni mówią na gejów. I doskonale wiem, jak w Rosji oni są traktowani. Widzisz, Wołku, jak krucha jest przyjaźń polsko-rosyjska. Przydałoby się TPPR. Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Było, ale zniknęło.

– Oj naprawdę, a spróbuj z polskim katolikiem o pedałach pogadać. To będzie po przyjaźni polsko-polskiej.

– Kiedy ja się nie przyjaźnię z katolikami.

– A wiesz co, ciekawe, bo ja też nie. Ostatnio dokonałyśmy z przyjaciółką kwerendy i wyszło nam, że jedyni katolicy, których zdarza nam się znać bliżej niż na „dzień dobry”, to nasi żonaci kochankowie.

– Dlaczego żonaci?

– Właśnie nie wiem. Może nieżonaci katolicy szukają żon, a te to nie wśród ateistek? Żonaci wolą ateistki, bo jest mniejsze ryzyko, że będą się domagały ślubu po pierwszym stosunku? Nie mam w tej sprawie zdania wyrobionego na podstawie głębszych przemyśleń. Jeszcze.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Pani Małgorzato, gdyby Pani była dyplomatką, mogła by Pani wspomnieć coś o rządzie, którego rzecznikiem był Pani mąż, np. o akcji „Hiacynt”. Urosłaby Pani w ich oczach.