Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA człapie po brzegu i szuka muszelek. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA niejedne odjeby w życiu widziała, spokojnie więc czeka, aż jej garb urośnie. Na odległość to one nawet się lubią.

 

Wołk-Łaniewska: – Niniejszym melduję, że porzuciłam zielone pastwiska i leśne ostępy, i powróciłam do cywilizacji.

Daniszewska: – Gratuluję.

– Jest czego. Jak wlazłam w las, śpiewając sobie: „Nie mów, jaką przyjdziesz drogą”, to po godzinie się połapałam, że nie mam pojęcia, gdzie jestem, poza tym, że w Czechach.

– A właziłaś w Czechach?

– Skąd. Właziłam w lesie koło Zebrzydowic i gdy zobaczyłam słupki graniczne, to się bardzo ucieszyłam, że mam jakiś punkt orientacyjny, tylko się okazało, że już od dłuższego czasu jestem po stronie z literą C, a powinnam być po P. I od razu sobie pomyślałam, jak cudowna jest Europa bez granic, bo inaczej by mnie zamknięto za nielegalne przekroczenie granicy. I jeszcze sobie pomyślałam, że syryjscy uchodźcy mogą nie podzielać mojego zachwytu, bo w ich przypadku to się aż tak nie sprawdza.

– Tobie się wszystko z polityką kojarzy. A ja o przyrodzie chciałam…

– Proszę.

– Przez pierwszy tydzień zajmowałam się ptakiem. Albatrosem z przetrąconym skrzydłem. Chleb z masłem jadł mi z ręki. Jak na kamieniu wieczorem położyłam mu ryby i pancerze krewetek, uwierzył, że dostał to od Boga. Stracił do mnie zaufanie i cały dzień czekał na kamieniu. Ryby też z ręki mojej nie brał. Przypomniała mi się religia cargo. Wiem, że wiesz, co to jest i w to nigdy – tak mi dopomóż, cargo – nie wątpiłam.

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.