Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA moczy swoją starą dupę w morzu korsykańskim. Wieczorem wpieprza ostrygi, popijając różowym winem. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA pojechała do Zebrzydowic, gdzie żre trawę, popija wodą i łazi po łąkach. Jak krowa.

 

Daniszewska: – W pierwszych słowach mojego listu całuję cię w usta. W drugich pierdolę dudę, czyli dudy. Jak piszę małą literą, to mówię o instrumencie do grania. Broń Boże nie myślę o waszym prezydencie.

Wołk-Łaniewska: – Spółkujesz z instrumentem dętym?

– Nie, pływam i śpiewam. I dzisiaj mi wpadło do łba: „Andrzej Duda nam się udał”. Uwielbiam i melodię, i słowa, i głosik. Próbowałam trochę kombinować ze słowami: „Andrzej Duda nam się udał i zakuty jego łeb. Jego wiara czyni cuda, jeśli wierzysz, to żeś kiep”. Albo tak „Andrzej Duda ma dwa uda. Między nimi mądry łeb”. Dobrze, rymy częstochowskie, ale naśladuję oryginał z Jutuba.

– Obejrzałam to wreszcie. Cudo. Trafiło mi wprost do serca…

– Tak myślałam…

– Bo uderzająco przypomina „Piosenkę o Nowej Hucie”. Nie sądzisz? Nawet można by to spleść  w jeden, ponadczasowy utwór:

„Andrzej Duda prezydentem

Z wszystkich stron dobiega wieść

Nad Wisłą, nad Wisłą szeroką

Murarzy rozgwarzył się śpiew”

– No pięknie.

– I dalej też pasuje:

„Sto domów wyrosło nad Wisłą

Tysiąca dróg oplata je nić

Tu bezpiecznie, tutaj godnie

Każdy Polak będzie żyć”.

– Przyznaj szczerze, może to ty pisałaś.

– Jednak nie. Tam jest napisane, w tym teledysku: „Pszyszłość ma na imię Polska”. A poza tym, mimo mojego zachwytu Emilią Golaszewską, dochowam jednak wierności Kapeli znad Baryczy z jej nieśmiertelnym utworem „Ojciec Tadeusz jak Prometeusz”, który zawsze pozostanie  numerem jeden ma mojej osobistej liście pieśni patriotycznych.

– Ale teraz to sobie już jaja ze mnie robisz.

– Nigdy bym się nie ośmieliła. Zgugluj se:

„A Ojciec Tadeusz,

Jak Prometeusz,

Wybiera z ziemi ciepło dla ludzi.

Dla każdej gminy,

Każdej rodziny,

Wielką nadzieję dla Polski budzi”…

– O żesz, ojcze Tadeuszu! I tak śpiewasz, łażąc po polach?

– Ale po cichutku. I nie mów tak dużo o łażeniu, bo fitness wymyślili naziści.

– Co?!

– Tak uważa Wojciech Krysztofiak, doktor habilitowany logiki. Pamiętasz doktora Krysztofiaka? 2 lata temu była wokół niego zadyma, bo rektor Uniwersytetu Szczecińskiego kazał go wyrzucić z mieszkania służbowego i Krysztofiak twierdził, że to za otwarte głoszenie ateizmu. Strasznie się wszyscy przejęliśmy. Ostatnio pilnie studiuję blog dr. Krysztofiaka i dowiedziałam się z niego m.in., że na osobiste polecenie Hitlera „ćwiczenia fizyczne miały nadawać kobiecie giętkość w zadawalaniu błękitnookiego, umięśnionego aryjskiego nadczłowieka podczas praktyk seksualnych” i, niestety,  „kult wysportowanego, wyćwiczonego kobiecego ciała jest dziedzictwem nazizmu”. Aha, i jeszcze fitness jest przejawem egocentryzmu i wywołuje oziębłość u kobiet.

– Że co?

– Że oziębłość. Bo podczas treningu wydzielają się endorfiny i zapotrzebowanie na te endorfiny to jest właśnie egocentryzm. I on blokuje orgazm, który jest związany z wydzielaniem dopaminy.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Panie urban .Co to za kurwy u pana piszą takie brednie,A teraz niech pan napisze że to spam.

  • Widać żeś jebnięty, nikt przy zdrowych zmysłach nie podpisywałby się w tak idiotyczny sposób. A teraz wracaj na redtuba, bo ci się synek strony popieprzyły.