Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA marzy już o urlopie. Bez telewizora i gazet. Z korsykańską wodą do pławienia się. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA trochę jej zazdrości, bo też ma już dosyć tego referendalnego bełkotu.

 

Daniszewska: – Na twojej ukochanej Kubie też byłam – w czasach gdy na plażach nie było tłoku, a jankesami brzydził się każdy przyzwoity comorados…

Wołk-Łaniewska: – Compañero.

– Masz rację.

– Towarzysz to na Kubie „compañero”. „Camarada” mówią w Wenezueli, w ruchu komunistycznym w Argentynie, w partiach socjalchrześcijańskich w Chile. Z kolei w Hiszpanii tego tytułu chętnie używali falangiści i frankiści, zatem nie kojarzy się najlepiej.

– Niech ci będzie. Każdy przyzwoity compañero brzydził się jankesami. A teraz? Flaga amerykańska w Hawanie. Teraz nieco ironizuję, bo flagi nie było i żarcia też nie było. Myśmy mieli, bo byliśmy gośćmi rządowymi. Kiedy więc odwiedził nas ichni pierwszy sekretarz z córką, ona robiła kanapki dla mamy i brata.

– Gwoli ścisłości, żarcia nie było, bo Kuba była ofiarą najdłuższego embarga w historii świata. A wszystko z powodu mafijnego majątku, który rewolucja znacjonalizowała w 1960 r. Ostatnio w TVN 24…

– Znowu to oglądasz?

– Tak, to takie moje prywatne seanse nienawiści. Otóż młody człowiek pojechał na Kubę i przywiózł garść refleksji. Szczególnie mnie zachwyciła ta, że sytuacja w kraju „nie nadąża za nawiązaniem stosunków dyplomatycznych” Kuba-USA, bo w „muzeum wojskowości” ciągle stoi w centralnym punkcie zestrzelony amerykański samolot. Tak gwoli ścisłości, to jest Muzeum Rewolucji – słowo dla dziennikarzy TVN najwyraźniej nieprzyzwoite – ale ważniejsze: co niby mają z nim zrobić? W centrum Warszawy stoi Muzeum Postania Warszawskiego pełne złych Niemców, a stosunki dyplomatyczne z Niemcami mamy od 1972 r. Może należałoby tych Niemców jakoś wyeliminować z tej ponurej roli? Nawiasem mówiąc, poza Lockheedem U-2, w Muzeum Rewolucji jest „Zaułek kretynów” z karykaturami Batisty, Reagana i obydwu Bushów. „Dziękujemy, kretynie, za to, że pomogłeś nam uczynić rewolucję nieodwracalną” – czytamy pod Dablju. I tak właśnie jest. Kubańczycy z rozkoszą będą wynajmować mieszkania turystom, zakładać małe knajpki albo przerabiać swoje 50-letnie chevy na taksówki, ale na pewno nie wpuszczą do siebie amerykańskich korporacji. Zwróć uwagę, że na Kubie nie ma giełdy – co znaczy, że tzw. rynki nie mogą przewrócić gospodarki tego kraju w 3 godziny. Aqui no se rinde nadie, cojones!

– Co?

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.