Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA nie obejrzała do końca rekonstrukcji Bitwy Warszawskiej, nie wie więc czy bolszewicy przeszli Ossów i przenieśli komunę na Zachód. A może matka nieistniejącego ich powstrzymała? AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wie wszystko…

 

Daniszewska: – Oj, Wołku, wyłączyłam telewizor zaraz po tym, jak minister Macierewicz się wypowiedział: „Pamięć o bohaterskich jest fundamentem naszej przyszłości”. I dlatego nie wiem, kto wygrał. Oczywiście pierdolę, bo jak wiesz, jestem niezła w historii. Szczególnie, że droga do Białegostoku prowadzi przez Radzymin.

Wołk-Łaniewska – Oj, to może mi powiedz, bo ja z historii czytam tylko o Stalinie, a tam ten epizod potraktowany jest nader niedbale.

– Co za niespodzianka.

– Właśnie że tak, bo czytam nie tylko apologetów. Generalnie cała wojna z Polską wyróżnia się tylko tym, że była unikatowym przypadkiem, w którym Stalin zgadzał się z Trockim wbrew Leninowi. Trocki jako narkom ds. wojny wiedział, że armia jest wyczerpana wojną domową i nie ma siły walczyć dalej. Stalin miał Polskę w dupie i chciał wracać do Moskwy, wygłaszał więc żarliwe filipiki przeciwko „pewnym towarzyszom, którym nie wystarcza obrona naszej republiki i chełpliwie zapewniają, że zawrą pokój dopiero w czerwonej radzieckiej Warszawie”. Lenin się uparł, bo wierzył, że „bliski jest czas, gdy będziemy szli ręka w rękę z niemieckim rządem radzieckim”, a do Berlina szło się przez Warszawę. Potem Stalin z Trockim pokłócili się o Budionnego i cała radziecka ofensywa się zesrała…

– No to wiesz, jak się skończyło. Zmieniając temat: ostatnimi dniami byłam świadkiem rozmowy dwóch młodych dziewczyn. – Wiesz, że rozstałam się z Tonim. Ten związek nie miał szans od czasu, jak jego żonę rzucił kochanek – mówi pierwsza. – Byliśmy ze sobą rok. Trudno. Ja mam to chyba po mojej matce, że moi byli mają do mnie sentyment i dzwonią. Toni też. No i informuje mnie, że był w Walii i wysłał mi przesyłkę. Nic nie przyszło. Po dwóch tygodniach dzwoni znowu. Pytam go, co tam było. „Wiesz, byłem w Walii, wszedłem na plażę, a tam były takie piękne czerwone kamienie. Wysłałem je przesyłką ekspresową”. Nie doszły…

– Znam ten ból. Dobra zmiana na poczcie.

– Co?

– Serio. Ja przez dekady byłam fanem Poczty Polskiej, jak coś kupowałam na Allegro, to zawsze kazałam przysyłać pocztą, kosztowało 6 do 8 zł, przychodziło następnego dnia, a jak mnie akurat nie było w domu, to szłam nazajutrz na drugą stronę ulicy Stołecznej, zwanej przejściowo Popiełuszki, i przemiła panienka z okienka wydawała mi w 3 minuty. Teraz panienki są nadal miłe, ale lekko posiwiały, bo jak przyszłam wczoraj na pół godziny przed zamknięciem, to przede mną stało 36 osób, a paczki idą po 3 tygodnie. Może PiS zlustrowało listonoszów?

– Może. Ale ja nie o usługach pocztowych chciałam, tylko o miłości. Opowiadam dalej. Druga przyjaciółka odpowiada: – Miałam kiedyś romans z Niemcem. Nie układało się, więc posłałam go na drzewo. No i dzwoni, że przesłał mi przesyłkę. Nie było mnie w domu, dostałam awizo. Zmarnowałam pół dnia, jadąc na pocztę główną. W paczce były 3 kasztany z parku, w którym poznaliśmy się. Omal nie udławiłam się rizotto.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.