Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Tym razem ich drogi się rozeszły. Jedna poszła na Powązki obchodzić rocznicę śmierci Oleksego, druga na demonstrację. Rozmowa brzmiała tak: GOŚKA DANISZEWSKA: – Pozdrów ode mnie Józka. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA: – A ty pozdrów demokrację i wolność słowa.

 

Daniszewska: – Teraz najważniejsze: obejrzałam i wysłuchałam nowego rzecznika rządu. Matko moja nieżyjąca, jaki brzydki! Gładki fryzjerczyk. Przyznaj, Wołku, że nigdy nie dałabyś mu dupy.

Wołk-Łaniewska: – Małgosiu kochana, po pierwsze jesteś niesprawiedliwa. Pan minister Bochenek nie jest fryzjerczykiem, tylko pogodynkiem. Przedstawiał prognozy pogody w TVP Kraków i na pewno robił to znakomicie. Ponadto zapamiętałam go jako konferansjera z zeszłorocznych kampanii wyborczych. Pomyślałam sobie wówczas, pamiętam: mamy przejebane, nawet boysbandy głosują na PiS. A tak w ogóle ty naprawdę uważasz, że fakt, że bym mu nie dała, w jakiś sposób go wyróżnia? Znaczy że poza nim każdemu? Przypomina mi się w tym momencie dworna notatka twojego męża o jednej znanej artystce dramatycznej: „Wybitna aktorka. Nigdy z nią nie spałem. Nie każdy może to o sobie powiedzieć”.

– Sama powiedz: czy do ciebie by to nie pasowało?

– No, niby tak. Ale z PiS-u to nikomu bym nie dała. Nikogusieńkiemu! Słowo! Pogodynkowi też nie.

– No to właśnie mówiłam, że nie. Więc słucham tego rzecznika, bo lubię rzeczników rządu, i słyszę: Duda lex, sed lex. Oniemiałam, a nie narzekam jeszcze na niedosłuch. Pamiętaj, Wołku, że jak zobaczysz transparent: „Duda lex, sed lex” – to jest moje. Mam zresztą sentyment do tej łacińskiej sentencji. Łaziłam jako biedny wyciruch po Sztokholmie, żeby zarobić. Od świtu w knajpie. Szukałam więc zajęcia na popołudnia. I znalazłam ogłoszenie, że kancelaria adwokacka szuka sprzątaczki. Miły starszy Szwed z północy spytał mnie, czy mam zezwolenie na pracę. Niestety to już było po wakacjach, więc moje zezwolenie było nieważne. Adwokat wstał i pożegnał mnie serdecznie. Wtedy powiedziałam: dura lex, sed lex. Adwokat się zainteresował. Opowiedziałam mu, że kończę prawo i je szanuję, bo mój ojciec jest adwokatem. No i miałam najlepszą fuchę na świecie. Mało sprzątałam, ale dużo gadałam. Dostawałam łychę i cygaro. Byłam też rozpieszczana przez całą jego rodzinę. John Biörg pewnie już nie żyje, ale miło go wspomnieć. Co prawda potem się nieco moralnie obsunął, bo przymierzał się mnie zerżnąć, ale dzisiaj mu wybaczam.

– Ja to bym się poczuła lekko obrażona, gdyby się nie przymierzał…

– Jasne, znamy twój stosunek do adwokatów.

 

 

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Nie za bardzo wydaje mi sie wydaje zeby jakakolwiek kobieta moglaby liczyc na cokolwiek ze strony tego cukierka.Od prawie 30-tu lat mieszkam w USA i jako ze tutaj o takich sprawach mowi sie otwarcie , wiadome jest ze prawie wszyscy (byc moze wszyscy) „weather boys” to pedaly.

  • Wiedziałem! Wiedziałem że z Kretem jest coś nie tak. Nawet mówi się wypuszczać kreta.

  • Durexy, duralexy, sedlexy… Uśmiałem się setnie, Pani Daniszewska ma refleks, a Pani Wołk-Łaniewska ma. Pozdrawiam obie Panie.