Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA powiedziała wreszcie prawdę: – Nie znoszę cię. Nasze rozmowy mnie nudzą. Jesteś starą kretynką, która nie rozumie mojego świata. Jesteś niedouczoną kobietą z wielkimi ambicjami! – A ty jesteś najmądrzejsza w całej wsi. Wiedzę czerpiesz z internetu. Zauważyłam, że nie czytasz książek. Mam w dupie taką mądrość – odparła GOŚKA DANISZEWSKA.

Wołk-Łaniewska: – Tak gwoli ścisłości, a także ku poinformowaniu naszych Szanownych Czytelników: nic takiego nie powiedziałam. Taka odważna to ja nie jestem. Pomijając już fakt, że jestem osobą generalnie pogodną i nic na świecie nie wzbudza we mnie tylu negatywnych emocji. No może z wyjątkiem paru neoliberalnych skamielin w rodzaju Leszka Balcerowicza i jego pogrobowców, ale do nich ci jeszcze daleko, choć oczywiście pewną wspólnotę poglądów na kwestie społeczno-gospodarcze zauważam… A tak w ogóle: to co to niby ma znaczyć „nie rozumiesz mojego świata”? Co ja jestem, Ania z Zielonego Wzgórza? Cóż za egzaltowany koncept! Nie wiem, z kim gadałaś, ale może mu powiedz, żeby popracował nad listą dialogową.

Daniszewska: – Skoro już się tak zgadało o wiarygodności dialogów: turlałam się ze śmiechu.

– O, będzie o Leszku…

– Skąd wiedziałaś? Rzeczywiście, wczoraj obejrzałam i wysłuchałam lidera SLD. Patrząc prosto w kamerę, powiedział, że dlatego dogadał się z Palikotem, aby do parlamentu wprowadzić lewicową wrażliwość.

– No rzeczywiście, jest to dość odważna teza…

– Nawet powieka nie drgnęła temu cwaniakowi. Jego lewicowa wrażliwość jest powszechnie znana. Sporo tej wrażliwości przelał na swojego synka. „Przelał” to w tym wypadku jest akurat stosowne słowo. Ja w to porozumienie zresztą słabo wierzę, bo Miller zostawił sobie kilka furtek, żeby wyruchać koalicjantów. Gdy się zorientuje, że brakuje mu kilku procent, brew mu nie drgnie.

– Ty masz jakiś problem z tym facetem, nie?

– No dobrze, może mam obsesję na jego punkcie, ale wiem o wiele więcej niż mogę ci powiedzieć. A może niż chcę tobie powiedzieć.

– A mnie już i nie trzeba…

– Co?

– To taki dowcip – przekleństwo mojego dzieciństwa. W uroczej książeczce „Anegdoty teatralne” Igora Śmiałowskiego był taki dialog: – Ile pan ma lat – pyta prześliczna debiutantka teatralnego nestora.  – 96 – odpowiada nestor. – Nigdy bym panu nie dała. – A mnie już i nie trzeba…

– Aż się boję zapytać: dlaczego ta anegdota jest przekleństwem twojego dzieciństwa? Już w dzieciństwie leciałaś na stulatków?

– Instynktownie wyczuwałam, że to jest śmieszne, ale nikt mi nie chciał powiedzieć, dlaczego. I tak chodziłam od wujka do cioci i pytałam – i wszyscy rechotali, ale nikt mi, taka ich mać, nie wytłumaczył. A przytaczam ją dla zilustrowania faktu, że w ogóle mnie nie interesuje, co wiesz o Millerze i nie powiesz. Bo cokolwiek byś powiedziała, to i tak nie zrobi na mnie wrażenia. Bo ja się z nim nie zgadzam fundamentalnie w 90 procentach spraw, ale mam do niego słabość. I chuj.

– Zwłaszcza chuj. Wiesz co, Wołku, ciekawa jestem, jaka będziesz w moim wieku.

– Ty, ale to przecież pojutrze. Taka sama jak dzisiaj…

– Łączy nas tylko alkoholizm i poglądy wobec seksu i Boga…

– To sporo, moim zdaniem. Choć ty pijesz łychę, a ja wino… No i wierzysz w monogamię do tego stopnia, żeby się o kurwę awanturować, a dla mnie to ciągle zaskakujący koncept. Ale w sumie…

– Oraz oczywiście praca w pocie czoła.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Kurczę, no jak Panią Wołk lubię, tak nijak nie kumam tej słabości do niego. Mogę zrozumieć słabość do starszych facetów. Mogę zrozumieć słabość do inteligentnych starszych facetów. Nie mogę zrozumieć słabości do Millera, mimo, iż spełnia on oba powyższe warunki, anie daję rady, ponieważ Wołk-Łaniewska Agnieszka jest inteligentniejsza od Millera Leszka, że sobie porymuję ze złości. Jest jeszcze ostatnia teza, najbliższa prawdzie z mojego męskiego punktu widzenia – kobieca słabość do drani. Miller jednakże draniem nie jest, on jest jedynie małym spryciarzem. Taką spryciólką, którą życie wyniosło na piedestały i tam uskutecznia ten swój spektakl, zaś jego fizys już po wsze czasy ogromnej części lewicowego elektoratu będzie się kojarzyła z tym cwaniactwem, samo zaś cwaniactwo mimo Millerowego wyglądu biskupa, jest nawet w połowie nie tak wysublimowane jak to, które prezentują sukienkowi. Nie mógłby zatem Miller być biskupem, nawet pelplińskim.