Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

„Prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte” – recytuje GOŚKA DANISZEWSKA – chociaż jest jesień. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA jest w mniej podniosłym nastroju: Po pierwsze jesteśmy dwie, a po drugie, do jakiego nieba? Do piachu.

Daniszewska: – Ja chciałam o ptakach…

Wołk-Łaniewska: – Błagam, tylko nie o dzięciołach.

– A właśnie, że o dzięciołach! Wczoraj byliśmy na obiedzie u naszych przemiłych sąsiadów. Tych, u których dzięcioły usiłują wprowadzić się do domu. Najpierw zbijają tynk, potem izolację i wtedy następuje najgorsze. Myślałam, że to Putin już nas zaatakował. One walą w beton bez większego skutku, ale łomot idzie na cały dom. Sąsiedzi są szczególnie szczęśliwi o świcie, bo dzięcioły pracują na dwie zmiany. Ponieważ sąsiedzi są podróżnikami, szczególnie ukochali Afrykę, twierdzą, że lew przy takim ptaszku to mała myszka albo poseł Hofman.

– A co, lew też napierdala w elewację?

– Nie, ale pewnie ryczy. Zmieniając temat: w ramach rozwoju intelektualnego pojechałam do Niewodnicy Kościelnej pozbierać jabłka w moim sadzie.

– To nie w ramach rozwoju intelektualnego, tylko na złość Putinowi. Myślałam, że chociaż ciebie ominie ta zaraza. Ja nawet przestałam jeść jabłka, choć w zasadzie lubię, ale mdli mnie od tego patriotycznego infantylizmu.

– A ja przywożę kilka skrzynek i potem miesiącami piję cudowny sok. Spróbuj, na kaca genialny.

 

– Na kaca genialny jest sok z winogron po fermentacji.

– Mogłam się spodziewać takiej odpowiedzi. Wracając do sadu: z powodu ładnej pogody trochę połaziłam i spotkałam kilkoro znajomych. I zobacz, Wołku, co się okazało. Na prawicowych moralistów i katolików zawsze można liczyć. Jest taka młoda twarz prawicy Antoni Mariusz Kamiński. Jakiś czas temu rzucił on żonę z dziećmi. I rzucił je właśnie w Niewodnicy Kościelnej. I tu miałam olśnienie. Doskonale znałam jego dziadków, z jego ojcem chodziłam na grzyby. To byli nasi najbliżsi sąsiedzi. Przysięgam ci, Wołku, ludzie wielkiego serca i porządni. Ja nawet wiem, skąd to pierwsze imię naszego dzielnego posła. Był chrzczony w parafii świętego Antoniego. W Niewodnicy Kościelnej, oczywiście. Zapewne też tam brał ślub kościelny z wybranką swego serca, którą teraz, jak twierdzą sąsiedzi, pizdnął. Widzisz, jak blisko jestem wielkiego świata polityki, nawet jak siedzę na głuchej wsi.

– Ty uważaj, już raz napisaliśmy o jednym pośle PiS, że pizdnął żonę i sąd nam kaganiec założył, jak pamiętasz. Całkiem nie wiem dlaczego, bo pizdnąć żonę rzecz ludzka, podobnie jak męża. A także kochankę feministkę, zwłaszcza jak jest się gejem młodszym o dekadę. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie tak się tym ekscytują.

– Bo normalne życie jest nudne.

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.