Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA z powodu starości źle znosi upały. Okazuje się osobą bezmyślną, zagłębioną w niemocie w fotelu. Ale zwierzęta są takie same. Trzeźwe i ospałe. Koty leżą jak stare wyliniałe futra rzucone na podłogę. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wróciła z Niemiec, gdzie na zamówienie niemieckich komunistów robiła za polską pacyfistkę, i szykuje się na najazd NATO. Przygotowała sobie transparencik z napisem „NATO RAUS”, bo teraz postanowiła uczyć się niemieckiego.

 

Daniszewska: – Niemieckiego? I jak ci idzie?

Wołk-Łaniewska: – Średnio na razie, ale przyjaciele przekonują, że nauka piątego języka to pestka.

– A znasz już cztery?

– Nie, no, skąd, czterech się już uczyłam…

– To ty jesteś jak ten dowcipny facet, co mówi do kobity: „Chciałbym cię mieć jeszcze raz”…

– „Bo raz już chciałem”. Dokładnie. Chociaż może niedokładnie, bo jak doliczyć hebrajski i jidysz, których się uczyłam, gdy postanowiłam zostać Żydówką…

– A kiedy to było?

– A kiedy ludziom takie rewolucyjne pomysły przychodzą do głowy? Po maturze. Jeśli więc doliczyć hebrajski i jidysz, to wtedy piąty byłby angielski, który znam naprawdę dobrze. Może więc to prawda z tym piątym? Kupiłam sobie książeczkę przez internet, 58 lekcji, powinnam skończyć w połowie września. Zamelduję, jak poszło.

– Jaką książeczkę?

– Leona Leszka Szkutnika.

– Słucham?

– Oj, nie pamiętasz? Za upadłego porządku społecznego był taki wybitny twórca podręczników, który napisał książki do nauki wszystkich języków świata. Zresztą wcale nie „był”, tylko jest, bo nadal żyje. I ja się z jego podręcznika nauczyłam angielskiego, metodą wkucia stu lekcji na pamięć, a potem to już samo poszło. Postanowiłam więc dać mu szansę jeszcze raz, choć obawiam się, że moje możliwości w dziedzinie wkuwania na pamięć są nieco słabsze niż ćwierć wieku temu. Chociaż obecnie nauka mówi, że to, że alkohol zabija szare komórki, to mit, bo nigdy nie osiąga w mózgu dostatecznego stężenia…

– À propos alkoholu: córka moja najukochańsza, kobieta zepsuta i nieco rozpuszczona, powiedziała mi kilka dni temu, że już pobiera „500 plus”. Ma dwoje nieślubnych dzieci.

– Rozpustnica.

– No. I te bachory z nieprawego łoża zażądały po 250. Odparła atak.

– Brawo!

– Czekaj, to nie koniec. Potem udała się do swego ulubionego sklepu z winami i przysięgła chłopakom, że całe 500 zostawi u nich w sklepie. Jak znam moje geny, to obietnicy dotrzyma.

– „W przypadku gdy osoba, o której mowa w art. 4 ust. 2, marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z celem, organ właściwy przekazuje należne osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej lub w formie opłacania usług”.

– No wiesz co, Wołku, po tobie bym się nie spodziewała, że uznasz, iż zakup wina to marnotrawienie!

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.