Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚCE DANISZEWSKIEJ śnił się Duda. Wypuścił jej koty na ulicę i z wydętą dolną wargą przyglądał się jak zdenerwowana usiłuje je zebrać i zagonić do domu. Wredna z niego małpa mi się śniła. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA ogląda mecze. Wolałaby ganiać koty po Konstancinie pod złośliwym okiem przyśnionego prezydenta.

 

Daniszewska: – A tobie gorzej?

Wołk-Łaniewska: – Zdecydowanie. Moja prawdziwa przyjaciółka z moim byłym kochankiem zgotowali mi taki los.

– Za co?

– Kochanek najwyraźniej mnie nienawidzi, może się gniewa za bycie byłym. A przyjaciółka normalnie, jak to przyjaciółka, wredna jest i tyle. W każdym razie zostałam wmanewrowana i teraz muszę chodzić i słuchać, jak inteligentni, wykształceni ludzie wrzeszczą na telewizor. I na domiar złego, okazałam się głupsza od lemura…

– To jakieś zwierzę?

– No naprawdę, co ty oglądasz? W ogóle nie wiesz, co się w ojczyźnie dzieje. Trzyminutowy materiał na żywo, z kilkoma kolejnymi wejściami, w publicznej telewizji informacyjnej. Pytanie ze studia: „Czy lemury maja jakieś zdolności jasnowidzenia”. Odpowiedź reportera z zoo w Chorzowie: „To chyba oczywiste”. Potem poznaliśmy lemurzycę Fabię, jej warunki bytowe i dwoje jej opiekunów, w tym wysoce przystojnego mężczyznę w koszulce w kolorze chemicznej zieleni, który – jak się pochwalił – mówi po polsku i francusku, a nawet uczy się malagasy, żeby w razie konieczności móc przetłumaczyć wypowiedź lemura. Następnie Fabia wydłubała orzeszka z miseczki z polską flagą. Nasza radość nie ma granic. Podsumowanie reportera: „Zaznaczyć warto, że ten lemur nigdy się nie pomylił”. No i lemur miał rację, a ja nie, bo ja obstawiałam w meczu Polska-Ukraina 2:2.

– Nie, żeby mnie to obchodziło, ale dlaczego?

– Bo uznałam, że my im odpłacimy za Wołyń, a oni nam za Akcję Wisła, więc mecz będzie zacięty. Umocnił mnie w tym moment patriotycznego wzmożenia w windzie.

– Coraz lepiej.

– Jechałam windą na 10 piętro, do tej wrednej przyjaciółki właśnie, i jechało ze mną dwóch młodych ludzi z eleganckimi sześciopakami heinekena oraz jeden Janusz z mocnym fullem w reklamówce…

– Janusz, czyli…

– Najpolaksiejszy Polak świata, taki z niskim czołem, ryżym wąsem i skarpetami do sandałów. I Janusz powiada do młodzieży: – Jak będzie? A młodzież, że dobrze. – Dobrze – zgadza się Janusz. – Damy radę. To ważny dzień dla Polski. I wtedy poczułam się częścią wspólnoty, bo choć miałam wino i to głęboko ukryte w torebce, to cel mieliśmy wspólny…

– Tobie się naprawdę na mózg rzuca. Ty się jednak trzymaj z daleka od byłych kochanków i prawdziwych przyjaciółek…

– Ojej, to nie będziemy już rozmawiać?

– A skąd ci przyszło do głowy, że ja jestem twoją przyjaciółką?

– Stopień wredności na to wskazywał. Ale proszę bardzo, mogę cię zdegradować z prawdziwej przyjaciółki do życzliwej koleżanki.

– A propos, pamiętasz – powiadałam ci, jak ostatnio zyskałam nową koleżankę w postaci zakonnicy karmelitanki i ich psa? Jak szybko ją zyskałam, tak szybko straciłam.

– Poznała się na tobie? Zobacz jakie to to bystre, choć w boga wierzy…

– A skąd, to nie ona. Kiedy ostatnio wpadłam podrzucić psu przysmaki, przeorysza przepytała mnie, gdzie mieszkam. Zeznałam jak na spowiedzi. No i wczoraj spotkałam moją nową koleżankę. Przemknęła w sklepie ze schyloną głową. Ledwie odburknęła na moje „dzień dobry”. Zapewne została opierdolona i pies też. Chociaż do psa chyba nie dotarło, że żre z ręki żony diabła. A właściwie diablicy. Krótka znajomość, ale potwierdzająca tezę, że boga brak. Bo gdyby był, to rzuciłby w przeoryszę piorunem.

– A może jest, tylko nie lubi komuchów i ich żon? Z takim bogiem to nigdy nic nie wiadomo. Tobie się wydaje, że ciebie wszyscy muszą kochać, jako w niebie tak i na ziemi.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.