Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA zaczynała jako dziennikarka sportowa. Nawet z Szarmachem i Bońkiem jest na ty. Heniek Loska był jej kumplem. Gdy po sześciu latach wyjebali ją ze „Sportowca” z powodu przynależności do „Solidarności”, straciła zainteresowanie sportem. I teraz jest dumna, że Senegal wygrał. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA zaczynała jako dziennikarka polityczna i tak najpewniej skończy, ale mecze oglądała. W knajpie zwanej „U Araba” na Kępie Potockiej, wznosząc radosne okrzyki przy każdym golu wpierdolonym biało-czerwonym. I nikt jej nie pobił, co dowodzi, że na Żoliborzu ludzie są bardzo kulturalni i tolerancyjni, a prezes jest wyjątkiem.

 

Daniszewska: – Nienawidzę, Wołku, Polaków wyjących pod flagą.

Wołk-Łaniewska: – Zgadzam się z tobą, jak mało kiedy. Ale u nas nad kanałkiem nikt nie wyje. Na pierwszym meczu nikt nawet nie wstał, jak hymn grali. Na drugim już się paru takich uniesionych patriotyzmem kiboli w poliestrowych koszulkach z Biedronki trafiło, ale byli w mniejszości…

 

– Nie mogę patrzeć na kolory biało-czerwone. Na tle naszych polityków oraz na naszych kibicach. Te szaliki, kapelusze, mazidła na mordach. Jestem osobą wrażliwą na kolory. Biało-czerwony powoduje u mnie mdłości. Kiedyś tak nie miałam, ale stało się. I jeszcze te flagi ułożone tak grzecznie i symetrycznie. Jedna za drugą. Rzygać się chce. A na ich tle chwilowo Morawiecki. Wstyd powiedzieć, ale jestem zadowolona, że ten biało-czerwony balon został przekłuty. Kibice słusznie przewidywali wynik 3:0. Tylko chyba nie o zwycięstwo Kolumbii im chodziło.

– U nas nad kanałkiem owszem. Jak mi wyjaśniono, Polacy z zasady rozgrywają 3 mecze: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. A Andrzej, nasz nowy kolega od kibolenia, założył się z dwójką przyjaciół, że Polska nie wygra ani jednego. O tysiaka z każdym, nie mógł więc powstrzymać radości, jak nam wlepiali kolejne gole. Nawet się bałam, że mu wleją patrioci i nam przy okazji, ale mi wyjaśnił, że jak się powie, że idzie o kasę, to Polak zrozumie i deficyt patriotyzmu futbolowego wybaczy. Ale nawet nie było potrzeby tłumaczyć, bo lud u nas na Żoliborzu kulturalny i nieksenofobiczny.

 

– Z tych nerwów i tego wycia Iwan zamordował małą wiewiórkę. Plącze mu się taki szczur po jego podwórku…

– Plątał się.

 

– No tak. Został opieprzony…

– Szczur?

 

– Wiewiórka została zamordowana, nie uważasz. Iwan został opieprzony.

– W niektórych kulturach – np. w kulturze kibicowskiej – zamordowanie może być formą opieprzenia.

 

– To prawda, ale tym razem były to działania rozłączne. To znaczy nie wykluczam, że Iwan zamordował wiewiórkę w ramach opieprzenia za wtargnięcie, ale myśmy go opieprzyli bez mordu. Choć nie jestem pewna, czy wziął to sobie do serca. Ma on wreszcie swój dom, swoje miejsce na ziemi. Ma mamusię i tatusia i broni tego zawzięcie. Ma też swoje koty i psy, którym nie robi krzywdy. Nikt go nie bije. A na początku bał się wyciągniętej ręki. Taka ręka zapewne go biła.

– Próbowałaś wyciągać rękę biało-czerwoną?

 

– Nie. Dlaczego?

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.