Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA została przyjaciółką położonego obok ich domu klasztoru karmelitanek. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA zabawia się wydzwanianiem do znajomych, prowadząc bardzo wyuzdane rozmowy o seksie. Odkąd minister Kamiński potwierdził, że jest podsłuchiwana, podjęła misję edukacyjną.

 

Daniszewska: – Jak to, minister potwierdził, że jesteś podsłuchiwana? Po nazwisku cię wymienił własnoustnie?

Wołk-Łaniewska: – A skąd, on takich brzydkich słów nie używa. Po nazwisku wymienił samych niepokornych, których podsłuchiwała  Platforma, ale dodał, że pominął „dziesięciu dziennikarzy, którzy byli w zainteresowaniu operacyjnym ABW w związku z ich kontaktami z zagranicznym dziennikarzem podejrzewanym o prowadzenie działalności szpiegowskiej na terenie RP”. Biorąc pod uwagę, że kontakty z Lonią nadal posiadam, to jestem dziwnie pewna, że nadal mnie słuchają. A katole są jak małpy sanzaru: nie widzą zła, nie słyszą zła, nie mówią zła. To teraz muszą chociaż posłuchać.

– A z tym nowym szpiegiem też się kolegujesz?

– Z tym chińskim?

– Jakim?

– No, chińskim. TVN 24 podała, że Piskorski robił na Chiny Ludowe…

– Mówi się „za Chiny Ludowe”.

– No nie, za ruble. To by było skądinąd kompletnie skandaliczne. Nie ma już  honoru wśród zdrajców. Żeby za putinowskie ruble szpiegować dla Jinpinga… Ale wracając do twojego pytania: nie. Spotkałam Mateusza Piskorskiego raz w życiu, jak żeśmy razem żegnali Lonię na Okęciu. Mam pewną wątpliwość co do tego, czy taki potężny kraj jak Rosja rzeczywiście nie jest w stanie znaleźć sobie szpiegów, o których wszyscy by nie mówili, że są ruskimi agentami… Bo to jednak nieco upośledza ich możliwości działania.  Ale co ja tam wiem, ja się w ogóle nie nadaję do prowadzenia tajnej działalności, bo wszystko, czego się dowiem, zaraz napiszę w gazecie. Kto by mi więc płacił za takie wiadomości, skoro każdy może je mieć za darmo?

– Nie za darmo, tylko za 4,90 zł!

– A racja, o tym nie pomyślałam.

– Bo ty nigdy nie myślisz o  dobru wspólnym. Więc przy tej okazji chciałam wszystkich zainteresowanych szpiegowskimi usługami Wołk-Łaniewskiej zachęcić do zaprenumerowania tygodnika „NIE”.

– Dobra, dobra, nie bądź taka hop do przodu, skoro już  jesteśmy przy zdradzie: z kim się, mówiłaś, zaprzyjaźniłaś?

– Z karmelitankami.

– A, to te od dymania w Kerali.

– Konsekwencja kierunku twoich skojarzeń zawsze mi imponuje.

– Tym razem to nie było fajne skojarzenie. Kilka lat temu jedna indyjska zakonnica wydała książkę zatytułowaną „Amen”, w której opowiada o grach i rozrywkach karmelitanek w Kerali w południowo-zachodnich Indiach. Wynikało z niej, że nowicjuszki są dymane przez księży, a starsze siostry dymają się nawzajem i generalnie cała ta organizacja jest jednym wielkim habitowym burdelem, w którym twoja pozycja zależy od twojego pochodzenia i majątku twojej rodziny. Niewesoła lektura.

– No nie, te moje nie wyglądają na burdel. Wiem, bo widziałam.

– Od środka? Klasztor klauzurowy? Zdrowa jesteś?

– Tak i wcale mi nie odbiło. Zaczęło się od tego, że zakonnice mają od niedawna psa. A ja, jak wiesz, wożę w koszyku przy rowerze psie przysmaki. Z dnia na dzień rozmowy stawały się coraz serdeczniejsze. Smakołyków ubywało, aż wreszcie przeorysza zaprosiła mnie do wnętrza, żebym zobaczyła kaplicę. – Ale ja jestem niewierzącą. – Nie szkodzi, ma pani dobre serce, to widać.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.