Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

GOŚKA DANISZEWSKA biegała boso po śniegu, aż jednego dnia odmroziła sobie stopy. Siedzi teraz za karę w domu i smaruje palce gęsim smalcem ku zadowoleniu psów. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA jest nieszczęśliwa. Nienawidzi zimy, mrozu i każdej rzeczy, która jego jest. Okopała się w knajpie i czeka na wiosnę.

Daniszewska: – Jak przyszły te straszne mrozy, ruszyło mnie sumienie. Zaraz będziesz się ze mnie nabijała.

Wołk-Łaniewska: – Ależ ja z ciebie? I twojego sumienia?

– No dobrze, myśl sobie co chcesz. Zadzwoniłam na policję i zgłosiłam chęć przygarnięcia bezdomnych. I radiowóz przywiózł pana Jana.

– Dlaczego miałabym się z tego nabijać? Ty mi ciągle przypisujesz postawy, których jako żywo nigdy nie ujawniałam. Jak pan Jan ma w mróz dach nad głową, to kocham cię z to i podziwiam. I nawet ci nic nie powiem o „Dobrej pani”… I jak tam pan Jan?

– Śmierdzący był okrutnie i brudny. Obmyty poszedł spać, bo też całkiem trzeźwy nie był. Rano znowu się umył, zjadł śniadanie, ubrał się w spodnie od dresu mojej koleżanki z Łomży i w wytworny sweter Jurka. Na obiad dostał zupę z bobu, bałam się, że będzie stękał, bo bardzo pikantna, ale stwierdził, że lubi ostro. Na drugie był makaron z wołowiną. – Popiłbym czymś… Dostał nałęczowiankę, co niezbyt przypadło mu do gustu. Ale przystał na moje warunki. Pochodzi spod Szczecina, a tuła się już 11 lat. Skończył zawodówkę i technikum, od czasu do czasu coś więc zarabia. Zimą sypia w pustostanach, których u nas w Konstancinie dostatek. Domek po rodzicach oddał siostrze, z żoną mu nie wyszło przez teściową, a dzieci na szczęście nie ma. Tak powiedział.

– Mądry człowiek.

– Dużo śpi i nie mam sumienia go wyrzucić. Jest bardzo grzeczny i pełen godności. Najbardziej zdziwił mnie pies Iwan, ten, którego znalazłam w zeszłym roku. Jest to pies obronny, który już niejedną osobę dziabnął w łydkę. Pana Jana przyjął jak swego. Nawet nie dziamgał. Widać przypomniało mu się dzieciństwo. Położył się na tych brudnych ciuchach, które wyrzuciłam na mróz do dezynfekcji. Zadziwiające są te zwierzęta.

– Jasne, dobrobyt im w dupie nie przewraca, jak ludziom.

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Kuźwa i mój plan poszedł się pieprzyć. Już nie przebiorę się za bezdomnego, żeby z Panem Jerzym pogadać. Rzucanie się pod auto też nie wchodzi w rachubę, bo bym musiał chyba z miesiąc urlopu wziąć, żeby trafić na auto z Urbanem. Może jeszcze spróbuję wpaść pod rower Lady Daniszewskiej, poznam łatwo po trzech kółkach. Tylko cy zabierze Pani rannego do domu?