Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA kupiła GOŚCE DANISZEWSKIEJ różowe buty. Poprzednie już się zdarły od ciągłego łażenia, a sandały, pomimo zastosowania worków plastikowych, zrobiły się mało użyteczne.

– Dużo się mówi ostatnio o ruchach obywatelskich. I mnie taki też się trafił. Przyjechała do mnie kobieta z Łomży, nieźle odjebana. Uprawia ona łomżing z wielkim zaangażowaniem. Po dwóch dniach stwierdziła, że takiej trupiarni jak w Konstancinie dawno nie widziała. Co prawda, to prawda. Zjeżdżają ci bogacze do swoich willi i tam pierdzą w kanapy przed telewizorem. Na spacery jeżdżą na Seszele albo w Alpy z własnym trenerem.

– Zawsze mnie nieco dziwiło, czemu się państwo wyniosło z miasta na taką prowincję. Ja rozumiem, że między swymi raźniej, a tu w Warszawie tyle biedoty, ale jednak miasto, w którym nikt nie chodzi po ulicach, musi być frustrujące.

– Toteż postanowiłyśmy chodzić. W dobrych humorach wyruszyłyśmy z moją znajomą i psami na ulicę. A nastawione byłyśmy bardzo prospołecznie. I cuda, brama u jednych sąsiadów stoi otworem. Włazimy, patrzymy przez okno, a tam przy stole siedzi państwo i sączy wino. Jak mnie pani zobaczyła w kapturze na głowie, to o mało nie dostała apopleksji. Gdy okazało się, że nie jestem bandytą, tylko sąsiadką, grzecznie zaprosili nas i nasze psy. Wino okazało się rewelacyjne, papierosy też się znalazły. Po miłej biesiadzie ruszyłyśmy dalej. Chciałyśmy się dostać do pałacu naprzeciwko, ale jakiś cieć co prawda przyjął życzenia noworoczne, ale bramę zamknął, naciskając pilota. A szkoda, bo wprowadził się tam człowiek nowy, którego nie zdążyłam jeszcze pochwalić za wybitny konstanciński gust. Odznacza się on dużą liczbą ozdóbek i wieżyczek.

– Ale musiałyście być nawalone, żeby tak domokrążyć po tym getcie dla milionerów. Że też was nikt nie zastrzelił…

– A widzisz, jacy mili ludzie? I do tego przypomniałam sobie o jednej sąsiadce, która jest prawdziwym przewodnikiem po afrykańskim buszu, oraz że innej mojej sąsiadce, wielbicielce tegoż kontynentu i obiecałem, że je ze sobą poznam. Panie mieszkają o 5 minut spaceru od siebie, zaprosiłam je więc do siebie, żeby skrzyżowały swoje uczucia do Czarnego Lądu. Byłam gotowa przyjąć je natychmiast, ale nie wzięłam pod uwagę, że odziane były w szlafroki. Przełożyłam wizytę na dzień następny. Zjawiły się punktualnie i raptem w salonie zagościł busz. Moje koty przekształciły się w lwy i tygrysy, a psy w hieny i hipopotamy. Tylko krokodyla zabrakło w wannie. Można by spotkanie uznać za udane, gdyby nie pomysł, że sama upiekę ciasteczka. Twoje jajka faszerowane to przy nich 10 gwiazdek Michelina. Umówiły się na wspólny wyjazd, tylko mnie nikt nie zaproponował, żebym dołączyła.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.