Motto tygodnia: Może tym razem się uda – mówi do nowego rzecznika prezydent Duda.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA szykuje się na przyjęcie Syryjczyka. Nie wie tylko biedaczka, że takiego trzeba przed użyciem nakarmić. GOŚKA DANISZEWSKA pojechała do Czeczenów skupionych pod Górą Kalwarią. Zachwyciła się ukraińskim kucharzem o imieniu Abdul.

Daniszewska: – Miłe starsze małżeństwo. On po udarze, na wózku. Zatrzymuję się przy nich, gdy są w ogrodzie. On szarmancko całuje mnie w dłoń. Tym razem zagaja o uchodźcach. – To jak Cyganie, tylko będą kraść. – A Polacy nie kradną? No, może kradną, ale mniej. Ona na to: ja mam pomysł, bo dużo telewizji oglądam. U Ruskich cała Syberia pusta. Należy ich tam wywieźć i dać piły. Niech sobie domy budują, jak chcą prądu, niech sobie ze słupa podciągną. I będzie spokój. Niech ta Unia Ruskim da pieniądze, żeby ich wzięli. Sugeruję, że taki pomysł Rosjanie już mieli, gdy wywozili do łagrów. Polaków też. Nie przekonałam miłego starszego pana, żona uciekła wyciskać sok z jeżyn. Od tamtej rozmowy zmieniłam trasę rowerową. Nie mam siły. Chciałabym wyemigrować.

Wołk-Łaniewska: – Nie kochasz Polski? A twoja kandydatka na premierkę mówiła ostatnio, że „tak samo jak wszystkie Polki i Polacy kochamy Polskę”. Czy Barbara Nowacka kłamie? Czy może nie jesteś Polką?

– Coś ty się tak do tej Nowackiej przyczepiła?

– Z zawiści, jak napisał twój mąż.

– No, to oczywiste. A poza tym?

– Poza tym nieopisanie mnie frustruje, że lewica ma taką idiotyczną tendencję do czekania na mesjasza. Ci kolesie z tej partii, do której mam skądinąd wielki sentyment…

– Ja nie mam.

– To wiem. Otóż ci kolesie, stare chłopy i wydawałoby się samodzielne jednostki ludzkie co i raz to żyją nadzieją, że ktoś przyjdzie i ich zbawi. A to Kwaśniewski, „wielki autorytet lewicy”, a to Cimoszewicz, do którego do Hajnówki zasuwały 142 procesje dziadów proszalnych, żeby łaskawie się zgodził kandydować na Prezydenta RP, a to Józek świętnej pamięci, co to jak wsiadał do taksówki na pytanie – „Dokąd” – odpowiadał: „Obojętne, wszędzie mnie potrzebują”. A 10 lat temu tym zbawicielem miał był Olejniczak, wówczas nadęty gnojek, którego błagano, żeby zechciał zostać szefem Sojuszu, niczym podchorążowie Chłopickiego, żeby stanął na czele powstania. A on na to: „dajcie mi spokój, idę spać”.

– Olejniczak?

– Nie, Chłopicki. Co odpowiadał Olejniczak, nie wiem, ale jak się w końcu łaskawie zgodził, to całkiem jak Chłopicki zaczął od demonstrowania lojalności wobec cara i spełnił wielkie marzenie Kwaśniewskiego o mariażu z Unią Demokratyczną. Co z tego wyszło, wszyscy pamiętamy.

– Słabo, bo to prehistoria.

– Gówno otóż wyszło.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.