Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA przeżywa orgazm. Od początku śledzi losy posła Łapińskiego. Zajebuje całą redakcję analizą jego posunięć – politycznych oczywiście, bo babina jest w podeszłym wieku. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA jeździ na nartach. Na sztucznym śniegu pod dachem, ale nie w Dubaju, tylko na Litwie. Tej to już się naprawdę na mózg rzuca.

Daniszewska: – Widzisz, Wołku, od początku śledzę posła Łapińskiego, bo po pierwsze powiat Łapy, poczta Trypucie…

Wołk-Łaniewska: – Ty, ale on jest z Warszawy. Studiował na uniwerku, był stołecznym radnym z Pragi, większość życia spędził na Nowogrodzkiej.

– Łapy w człowieku zostają, nawet jak nigdy tam nie był.  A po drugie wpadł mi w oko, gdy pani Szydłowa po raz pierwszy szła nadęta do telewizji na Woronicza w Warszawie. Ona kroczyła, a on przykuł moją uwagę grą ciała. Biegł otóż chłopina przed nią, skacząc jak, nie przymierzając, małpa. Widać w nim było, że zadowolony. Widać było, że cieszy się niezmiernie, iż postawił na dobrego konia.

– No i co z tego? Postawił. W październiku już było wiadomo, że PiS wygra wybory i Szydło zostanie premierem, to co miał się nie cieszyć. Zwłaszcza że rok wcześniej ten biedny Łapiński rzecznikował koncepcji premiera technicznego profesora Glińskiego, mógł więc mieć chłopak traumę… A do tego trzeba mu przyznać, że jest odważny. Składa mandat poselski, żeby gadać za Dudę, który już dwóch rzeczników przerobił przez dwa lata. Statystycznie rzecz biorąc, będzie szukał roboty wiosną 2018…

– Widzisz, jaki odważny? I do tego ma chłopina urodę niebanalną, co też mi się podoba, bo ten typ urody zawsze sobie cenię. Wyrazisty nos, ciemne oczy i tak dalej. Nazwisko Łapiński też może być zmienione. Wcześniej mógł być Potocki. No więc zachwyciłam się nim i przyglądałam. I zobaczyłam, jak wymięka przy Trybunale Konstytucyjnym. Spuścił z tonu i – co tu dużo mówić – uprawiał nie krytykę, lecz krytykanctwo. Wówczas jeszcze bardziej się wbiłam w jego wypowiedzi. Jego skakanie wyparowało, a że byłam w niego wpatrzona, zauważyłam, że wymięka. – A co ja, kurwa, zrobiłem, żeby wylądować w pierdlu? A ta Szydłowa ma mnie w swojej grubej dupie… – czytałam w jego myślach. – Jestem młody, zdolny, dlaczego mam płacić za chujowe pomysły Szyszki i skomplikowane kontakty Maciarewicza. O przepraszam, Macierewicza – poprawił się w myślach, ja to wszystko czytałam. Ja mam mózg Łapińskiego, rzecznika Dudy, połączony z moim.

– Jezusie Nazareński Nieistniejący!

– To przez te Łapy. No i patrzę, a mój faworyt wypłynął. Już nie skacze, ale został mężem stanu. Rzecznikiem prezydenta. Ja się jednak na rzecznikach znam! Z wypiekami na twarzy będę dalej śledziła jego karierę. Żeby tylko maleństwo nie przegięło. Musisz być ostrożny, dbaj o siebie. Duda nie jest wart twojego zwichnięcia kariery. A on nie rokuje najlepiej. Pamiętaj, ja mu drugiej kadencji nie wróżę. Uważaj na siebie.

– Kto, ja?

– Nie ty, tobie pies mordę lizał, Krzyś nasz słodki. Tak mówię do niego na ty, bo chyba jeszcze można.

– Nie byłabym taka pewna. W końcu to Krzyś w randze ministra…

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • „:Już nie skacze, ale został mężem stanu”
    O Matko, pamiętam taki dowcip z czasów koszmarnej komuny: – Ślub jakiegoś ważnego partyjniaka na Podhalu. Komitet Centralny PZPR wysyła delegata, gwoli uświetnienia ceremonii. Matka przychodzi do pana młodego i mówi: – Józuś, psyjechał jakiś facet z KC. Józuś wychodzi, po chwili wraca, poprawia czuprynę i mówi: – Jus nie skace, matka. Hej !-