Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wygląda coraz piękniej. I jest coraz mądrzejsza. GOŚKA DANISZEWSKA nic a nic się tym nie przejmuje. Starzeje się z godnością. No może trochę kwasu hialuronowego. Ale ma koty.

– Do łez rozbawił mnie słodki Janusz Palikot pisząc do Obamy, aby wywalił tego faceta na zbity pysk z FBI. Wybitny myśliciel Kłopotek nakazał dzwonić do Obamy. Nawet nie próbowałam, bo nie znam numeru. Przypuszczam, że Komorowski też nie zna. No i wtedy zagrzmiał Miller Leszek: – Ta wypowiedź nie była przypadkowa. Komuś zależało na zepsuciu stosunków polsko-amerykańskich! I to mnie przekonało najbardziej. Bo już Miller na pewno wie co mówi o Amerykanach. Pamiętam, jak Leszek miał kłopoty z synkiem przed jakimiś wyborami. Dostał cynk, że planują go zapuszkować. Wiem co mówię, bo zwierzał się Łysemu, z którym jeszcze się kolegował.

– A ty to oczywiście musisz w gazecie ogłosić?

– A jak? I wiesz, co Miller wtedy zrobił? Wysłał małego na kilka miesięcy do Stanów, żeby rozeszło się po kościach. No i się rozeszło. Wtedy jeszcze Leszek był wielkim admiratorem USA, a więc i zapewne FBI. Nie pamiętam, czy Kiejkuty już działały, czy dopiero lęgły się w tęgich głowach. No, ale Lesio ponosi za to sromotną klęskę z wierzącym i praktykującym Ogórkiem.

– A ja wierzę, że wytypowanie Ogórka było stanem przejściowego zamroczenia i Leszek właśnie wraca do poczytalności, czego mu serdecznie życzę. Bo ja go naprawdę kocham miłością nieustającą, choć czasem jest to miłość trudna. Ale miłość, jak wiadomo, się nie obraża i gniewem się nie unosi. Co po słowacku (a nie po czesku) brzmi jeszcze piękniej: „Láska sa nevypína, ani nenadúva”. Więc się nie wypinam i nie naduwam, tylko czekam na powrót Leszka na łono lewicy.

– To se jeszcze poczekasz. Choć może jego los nie jest przesądzony, bo poratować chce go mój inny dobry znajomy, Korwin-Mikke. Uprawialiśmy nawet z nim życie towarzyskie przez pewien czas. Szkoda, że teraz nas, jako komuchów, będzie musiał zamordować. Chce on, jak wiesz, przygarnąć Ogórka. Powiedział o niej „biedna kobieta”. Myślę, że po raz pierwszy Korwin się pomylił. Sądząc po kroju twarzy oraz kroju i gatunku ciuchów, biedna to ona na pewno nie jest.

– Zważywszy, że kobieta nie ma zawodu i nigdy nigdzie na serio nie pracowała, to obstawiam, że biedny nie jest mąż. Choć może te pół miliona, które Sojusz jej przelał na kampanię, wystarczyło na parę sukienek. Bo innych wydatków kampanijnych raczej nie widać.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.