Motto tygodnia: Może tym razem się uda – mówi do nowego rzecznika prezydent Duda.

GOŚKA DANISZEWSKA tworzy kolejne dzieło sztuki. Tym razem z monet, które wypadły z obiegu. Nakleja je na podłużny blejtram. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA była w Białymstoku na imprezie. Kaca nie wyleczyła do dzisiaj, ale warto było.

 

Daniszewska: – Widzisz, Wołku, jak przepiękne mogą być guziki. Zbierałam je od zawsze, a teraz zrobiłam z nich obrazy. Poudawaj chociaż, że się zachwycasz.

Wołk-Łaniewska: – Ależ się zachwycam. Bezkrytycznie. A skoro już jesteśmy przy pięknie, to białostocki Czytelnik kazał zapytać: jak wygląda sytuacja na posiadłości Rysia Variselli?

– Syf, jako i dawniej.

– Hurra!

– Pierdol się, nie ty to musisz oglądać z perspektywy roweru. Ale nie o pięknie chciałam ci opowiedzieć. Jak wiesz, jedna z moich kotek nazywa się Gienia. Jest najstarsza i nieco pierdolnięta. I jednego dnia zniknęła. W takich sytuacjach biegam po ogrodzie i okolicy – i drę mordę na cały Konstancin.

– Serio? A nie jest tak, że naturą kota jest odchodzenie i wracanie?

– No coś ty, umieram z troski. Toteż i tak zrobiłam tym razem.

– Znaczy mordę darłaś?

– Dokładnie. I dupa. Po dwóch dniach nieobecności Gieni wracam z roboty i cóż za ulga. Jest list od Gieni: „Kochana mamo, nic się nie martw. Żyję! Tylko na chwilę musiałam się schować na strychu. Ten dureń Iwan mnie wystraszył. Jak potwornie zgłodnieję, to wrócę”.

– Yyy….

– Nie patrz tak na mnie, nie zwariowałam.

– Wiesz, wybitny węgierskopochodny amerykański psychiatra Thomas Szasz napisał kiedyś: „Kiedy ty mówisz do Boga, to jest modlitwa; kiedy Bóg mówi do ciebie, masz schizofrenię”. Ale podejrzewam, że listów od kota nie przewidział… Tak à propos, przypomniała mi się dykteryjka jedynej mojej przyjaciółki, która we wczesnych latach 90. za swoją koleżanką z akademika pojechała na blok z psychiatrii…

– No co?

– Blok z psychiatrii. To były jakieś takie praktyki wyjazdowe, te akurat w całkiem zamkniętym zakładzie lecznictwa otwartego. I ta jej koleżanka akurat nie miała do tego głowy, bo coś jej się w życiu działo, więc Kaśka pojechała za nią. Nie Kolejowa, inna Kaśka…

– Ta inna to medycynę studiowała?

– Skąd, matematykę.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.