Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA z okazji świąt podwoiła sobie długość trasy rowerowej oraz ufarbowała jajka w łupinach z czerwonej cebuli. Ku jej zaskoczeniu wyszły czarne. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA była jak zwykle u przyjaciół w Białymstoku, gdzie jajka były tylko przepiórcze, bo tam jest zawsze bardzo elegancko.

 

Daniszewska: – Wypadł mi kolejny z listy kochanków. Właściwie więcej iż kochanek. Konkubent. Niewiele brakowało, a zjebał by mi życie.

Wołk-Łaniewska: – Opowiadaj. Pasjami uwielbiam historie, które się źle kończą.

– Kiedy ta się właśnie dobrze skończyła. Przecież mówię: niewiele brakowało. Poznałam go niedługo po rozwodzie z nieboszczykiem. Aktor niezdolny. Choć rolę zakochanego i ojczyma grał bezbłędnie. Przed moją mamą i babcią runął na kolana, prosząc o moją rękę.

– Nieco przerysowane…

– Ale zadziało. Zamieszkaliśmy razem. Czasami odwiedzała go mama, której z czułością mył nogi.

– Jak papież uchodźcom. Co serdecznie zachwyciło polskich katolików. Zwłaszcza ucieszył mnie komentarz zamieszczony na portalu wPolityce: „Papież (jeśli można go tak nazwać) zbezcześcił Wielki Czwartek. Ten dziwny człowiek spowodował, że odchodzę od Kościoła”. Oby takich jak najwięcej.

– Oby. Wracając do konkubenta: wzmiankowana mama wybrała się też do mojej rodziny. Obwąchała domy i majątek, i z moją mamą zaczęła snuć plany ślubu i wesela. Uratował mnie ojciec. Wyszedł na ganek w Niewodnicy i zarządził, że jest kapitanem statku i otóż udziela nam ślubu. Inny nie jest potrzebny. I tak sobie żyliśmy z początku całkiem przyjemnie. Dziwiło mnie nieco, że gdy jechaliśmy do jego mamusi, ta z powodu braku ślubu kładła mnie spać oddzielnie, a syneczka brała do swojej sypialni, żeby nie siać zgorszenia. Sypiał u niej na podłodze. Po jakiś dwóch latach przestał być już taki słodki. Już nie grał mi na gitarze z wokalem: „Naprawdę jaka jesteś, nie wie nikt…”. Nie był już takim miłym ojczymem. To Marta zrobiła mu bałagan na biurku, to ja zbyt głośno chrupałam jabłko rano. Poczułam, że czas spierdzielać. Byłam młoda i głupia, więc krępowałam się, że kolejny związek mi nie wychodzi. Myślałam, że to może ja mam jakąś skazę. W końcu, kiedy on reżyserował coś poza Warszawą, wdałam się w romans z kolegą z pracy. Gdy wrócił niespodziewanie i zastał nas pijących herbatę, już wiedział, że ma rogi.

– A co, w wannie piliście tę herbatę?

– Nie, mówiłam ci, Wołku, że nie umiem kłamać. No i postanowiłam się rozstać. Nawet bardzo się nie bronił. Wziął moje pieniądze z szuflady, zabrał połowę moich książek i odszedł urażony. Nic wielkiego, zdarza się. I wtedy się zaczęło. Odnalazła mnie jego była narzeczona i opowiedziała, że gdy pracowała w Niemczech, przysyłała paczki z wełną na jego mamusię. Mamusia opylała to w komisie i miały być z tego pieniądze. Babina wróciła z Niemiec, a mój były i mateczka pokazali jej środkowy palec i poszczuli psem. Potem przyjechało jego przyrodnie rodzeństwo. Bardzo mnie lubili, więc pofatygowali się do Warszawy. Pochwalili, że skończyłam ten związek. Opowiedzieli mi o jeszcze innych kobietach, nawet znanych aktorkach, które wykorzystał i skrzywdził. No i na deser zeznali, że nakryli go, jak ruchał mamusię.

– Edyp śmedyp, ważne, żeby synek mamusię kochał.

– No więc jednak nie. Choć jestem osobą dość swobodną i tolerancyjną, wzbudziło to moje obrzydzenie. Jak widzisz, zasada, że o nieboszczykach albo dobrze, albo wcale, jakoś u mnie się nie przyjęła.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Wszystko co opisane potem,okazuje gada nie człeka, ale nim się to okazało, to oszukany i zdradzony został człowiek nie gad, bo miał czelność nie odczuwać błogości na dźwięk chrupanego (nie chodziło o ciamkanie, prawda?) jabłka. Chylę czoło przed uczciwym podejściem do ludzi.