Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

No nareszcie się spotkały. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA powróciła z dalekich wojaży. GOŚKA DANISZEWSKA prawie się popłakała na jej widok. Postanowiły już się nie rozstawać. Do następnego rozstania.

Daniszewska: – Nie przyszłaś na bankiet ateistów. Było mnóstwo fajnych ludzi i prawie wszyscy pytali o ciebie.

Wołk-Łaniewska: – Ach, czy tak?

– No może ze dwie osoby.

– Jakie?!?

– Właściwie to jedna przemiła pani.

– Tego się właśnie obawiałam. Nie przyszłam, za co serdecznie przepraszam, rozłożyłam się po tych międzykontynentalnych podróżach i nie miałam siły ani ręką, ani nogą. W przyszłym roku będę szła w pierwszym szeregu, wznosząc okrzyki obrażające uczucia religijne, obiecuję. Jak było?

– Mój drogi drugi mąż został Ateistą Roku i otrzymał szklaną statuetkę.

– Wylewne gratulacje.

– Się należą. Przez cały rok będzie nam królował. Jako dziecko najbardziej pragnął być papieżem, więc całkiem niezłą drogę przeszedł. Jedno jest pewne, nie spotkałam niemiłego ateisty. To jest jakiś inny gatunek ludzi.

– To prawda. I zawsze świetnie się z nimi bawię (więc tym bardziej mi szkoda tego ostatniego bankietu), choć uczciwie muszę przyznać, iż spotkałam kilku, z którymi mi nie do końca po drodze. Entuzjastów wolnego rynku i zwolenników kary śmierci. To ostatnie zrobiło na mnie szczególne wrażenie. Jak człowiek dość rozwinięty intelektualnie, żeby wiedzieć, że boga nie ma, może jednocześnie być tak niedorozwinięty etycznie? Czy to nie powinno iść w parze?

– Ale ateiści nie mają w sobie tej fałszywej wredności. Tej złości wyrytej na twarzy. Albo udawanej słodkości, która chyba jest najgorsza.

– Naprawdę? A ja lubię udawaną słodkość, podobnie jak fałszywą skromność. Jest lepsza niż żadna.

– A ja mam uraz. Kiedy umierała moja przyjaciółka, bardzośmy do siebie wróciły. Pomagałam jej jak mogłam, wiedząc, że już nic więcej nie można dla niej zrobić. Nawet upiłyśmy się. Rak zżerał jej mózg po kawałeczku. Pod koniec życia wyglądała jak mumia. I zachowywała się tak samo. No i umarła. Ale gdy jeszcze była całkiem kumata, wyznała mi, że jeden z jej synów jest katolickim talibem. Wszystkie jej dzieci znam od urodzenia. Ich urodzenia. Talib, nie talib, ale chyba mnie nie zamorduje.

– I co, zamordował cię?

– A skąd! Był dla mnie miły i słodki. Uśmiechał się promiennie. Może nawet zbyt promiennie jak na okoliczności naszych spotkań. Nigdy mi tylko nie przedstawił swojej żony.

– A bardzo pragnęłaś ją poznać?

– Ależ oczywiście, niestety bez wzajemności. Ona zawsze jak najdalej ode mnie, patrzyła w drugą stronę. Od przyjaciółki wiedziałam, że to ona jest naczelną katoliczką rodziny.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Jak ja Was lubie.
    Się nie będę modlił albo po linie zjeżdżał, ale gazetę ” Głos Weterana i Rezerwisty” zrobiłbym trój wymiarowy , antyamerykański, a prorosyjski i w ogóle jak mawiali w mojej służbie : w „Cipeczke”

  • Do you know what are you reading about? This website is dedicated to those people, who have there own pal, so thats what you can do is just jump on this pal and twist in your sobriety. Howgh. Pozdrowienia dla najlepszych koleżanek, piszących te zawsze rozweselające mnie teksty.