Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA jest już pełną sierotą. Może wreszcie weźmie we własne ręce całą odpowiedzialność za swoje życie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA na pewno będzie gadała o Kubie, bo jest na temat tej wyspy ostro walnięta.

 

Daniszewska: – Miałaś kiedyś jakiegoś wierzącego?

Wołk-Łaniewska: – Wielu. Ale wyłącznie żonatych. W zasadzie jedyni wierzący ludzie, jakich znam, to moi żonaci kochankowie. Zastanawiałam się kiedyś nad tym mechanizmem i doszłam do wniosku, że katole nie zbliżają się do kobiet bez lubieżnych zamiarów. Bo bozia w ogóle zabrania im zbliżania się do kobiet, ale lubieżność jest silniejsza od bozi. Ale skoro już jesteśmy przy wierze, to po prostu muszę ci opowiedzieć o filmie, który mnie ostatnio porwał.

– Skoro musisz…

– Nazywa się to to „Bóg nie umarł” i intryga jest następująca: młody człowiek idzie na studia, gdzie bardzo zły profesor filozofii, ateista oczywiście – wcześniej znany z roli Herkulesa w jakimś tasiemcowym serialu – każe studentom napisać na kartce „Bóg umarł” i wtedy im zaliczy pierwszy semestr. Cała grupa zapiera się Jezusa, oprócz wzmiankowanego młodego człowieka, Herkules każe mu więc przygotować się do debaty, żeby go upokorzyć publicznie i złamać jego ducha. Wszyscy są przeciwko niemu, dziewczyna go rzuca, rodzice przestają wpierać, ale on walczy, i walczy i w końcu prowokuje Herkulesa do wywrzeszczenia przy całej klasie, że „nienawidzi Boga”, bo jego matka umarła na raka, gdy miał 12 lat. W męczarniach umarła. I wtedy protagonista pyta: „Jak można nienawidzić kogoś, w kogo się nie wierzy?”. Profesorowi opada szczęka, a koledzy z grupy jeden po drugim wstają i oświadczają: „Bóg nie umarł”. Jako pierwszy wstaje Chińczyk, co jest synem komunistycznego dygnitarza.

– Kurwa, litości, długo jeszcze?

– Nie, to już była puenta.

– Chwała bogu umartemu.

– A nie, jeszcze o Arabce nie opowiedziałam. Otóż jest tam też jedna śliczna młoda Arabka, która udaje przed ojcem, że chodzi do szkoły w hidżabie, ale tak naprawdę spotkała Jezusa i po lekcjach kładzie się na łóżku z rozmarzonym wzrokiem i listem św. Pawła apostoła do Koryntian w słuchawkach. Ale jej brat bachor ją wysypuje przed ojcem i ojciec ją wyrzuca z domu, bo każe jej się zaprzeć Jezusa, a ona się nie zapiera i mówi, że Jezus ją zbawił.

– Jezus!

– Nie, teraz naprawdę już. I tak o tym opowiadam każdemu, kto się nawinie, bo naprawdę, żadna „Opowieść o prawdziwym człowieku”, żaden propagit z najlepszych lat socrealizmu, nie umywa się do  poziomu tej propagandy. Pytanie: czy spotkałaś kiedykolwiek choć jednego ateistę, któremu przez myśl by przeszło stwierdzenie: „Nienawidzę Boga”?

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.