Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA obchodzi kolejne urodziny. 3 marca minęła 43. rocznica utraty jej dziewictwa. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA ma to w dupie. Odchudzonej dupie.

 

Daniszewska: – Spędziłam najstraszniejsze trzy dni w życiu.

Wołk-Łaniewska: – Poszłaś na nieszpór?

 

– Nie, zajmowałam się dzieckiem.

– Czy jest coś, o czym mi nie mówisz?

– Toć mówię. Moja wnuczka będzie pisała jakąś pracę semestralną w pierwszej klasie gimnazjum. Taki sprawdzian. I robiłyśmy prace z zakresu tych prac. Angielski ona zna lepiej ode mnie, więc tylko udawałam, że ją sprawdzam. Ale reszta! A była to filozofia, biologia, matematyka, polski i historia sztuki. Zakres kretynizmu, którego mają się uczyć te biedne dzieci, przerasta nawet ciebie, którą to gówno obchodzi.

– Ależ nie krępuj się, opowiedz…

– A żebyś wiedziała. Czy bez Wikipedii wymienisz nazwy wszystkich wzgórz, na których powstał Rzym?

– W życiu, do tego właśnie służy Wikipedia. Zresztą ja mam z historią na bakier. Przez Longinę.

– Longi co?

– Longinę. Naszą nauczycielkę historii z liceum. Wyróżniała się tym, że nas szczerze nie znosiła i dawała temu wyraz. A ponadto była słynna ze złotych myśli, które kolejne roczniki uczennic Sempołowskiej spisywały w zeszycikach, które przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie.

– Jakich złotych myśli?

– „Naród doszedł do władzy po mordzie króla”. „Pod Grunwaldem Krzyżacy skrzyżowali swoje interesy z Polakami, a że nasz był większy, to wygraliśmy”. „Na tym fresku stoi cesarz Oktawian w otoczeniu swojej żony”. „Niech koleżanka się nie bawi jajami kolegi”…

– To ostatnie jak się ma do historii?

– Bo to było przed Wielkanocą i kolega przyniósł pisanki do szkoły. Żeby było miło. I panna układała pisanki w koszyczku, usiłując w ten subtelny sposób zwrócić uwagę Longiny na fakt, iż jest czas odświętny i można by okazać jakieś miłosierdzie.

– Aha, bo myślałam, że to złota myśl z zajęć praktycznych z biologii. Biologia jest najgorsza. Z niej niczego nie zrozumiałam. Ja, wielbicielka i czytelniczka Darwina i Dawkinsa. Wszystko pojebane, a pisane takim językiem, żeby młoda, dojrzewająca, śliczna dziewczynka niczego nie zrozumiała.

– Młoda, śliczna dziewczynka – znaczy ty?

– Nie, idiotko, moja wnuczka.

– Ale przecież ty też jesteś młoda i śliczna. Mówię ci to z okazji urodzin.

– Wal się. Kontynuuję. W sprawie polskiego wezwałam mojego przyjaciela, wybitnego absolwenta polonistyki. Chłopina i tak ma chorobę dwubiegunową i jest na etapie depresji – załamał się. Teraz boję się o jego życie. Potem wnuczka, zerkając w zeszyt, wyjaśniła nam te wszystkie niepotrzebne pierdoły i uspokoiliśmy się nieco. Mama poddała się już w drugiej klasie podstawówki, wyjaśniła. A pamiętasz, że jej mama to moja wybitna córka. Magister zresztą. Jurka do tego w ogóle nie wciągaliśmy, bo on ma za sobą tylko rok prawa i dwa lata dziennikarstwa. Nawet magisterium nie ma. W Konstancinie mieszka doktor Kulczyk, ale nie utrzymujemy stosunków.

– A co, poszłaś do niego na wino, a on wam podał na wycieraczce przez lokaja?

 

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • O, gdybym kiedy dożył tej pociechy, żeby te dialogi trafiły pod strzechy…

  • Darwin trochę się mylił, a Dawkins to kawał drania, popierający degeneratów (gwałcących dzieci i młodzież) i kłamiący – nie lepszy jest przy tym od wypominanych przez niego psuedo-fanatyków religijnych (którzy jawnie coś krytykują a tak naprawdę sami propagują i praktykują np. alkoholizm czy gwałty), krótko mówiąc wredny i nadęty hipokryta, a niech go i kij z nim!.