Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA pojechała na demonstrację KOD-u w starej wyliniałej etoli babci i na trzykołowym swym rowerze. Zadała szyku. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA udała się w ten weekend na emigrację wewnętrzną. Uprawiała życie osobiste i czytała korespondencję Broniewskiego z kochanką. Jest załamana.

 

Daniszewska: – Etola była szyta w latach 30. ubiegłego wieku, a ja byłam w nią przyodziana, gdy zakochał się we mnie Urban. Przyznaj, że długo i dobrze mi służy.

Wołk-Łaniewska: – Ale wtedy, kiedy polowałaś na Urbana, wspomogły ją trampki. Pamiętam z literatury.

– No. A tym razem rowerek.

– Eklektyzm duszą elegancji. To kogo podrywałaś tym razem?

– Tym razem to dla idei. Wiele kobiet wyciągnęło z szaf futra, żeby zagrać na nosie rządzącym. Było nas naprawdę dużo. Niektórzy ludzie mieli poprzyklejane wąsy à la Wałęsa.

– Myślę, że żona Urbana demonstrująca w obronie czci Wałęsy musiała zrobić na niektórych spore wrażenie.

– Mało mnie to obchodzi, czy on coś podpisał, czy nie. Już kiedyś napisałam, że bohaterkę uczyniła ze mnie moja pozycja społeczna.

– Pogratulować. Tym bardziej, że nie wiedziałam, że byłaś bohaterką.

– Kiedy mnie przesłuchiwano na Rakowieckiej, jeden ubek był dobry, a drugi zły. Jak należy. I ten zły wrzeszczał na mnie, że mnie zamkną, a Martę poślą do domu dziecka. Patrzyłam na nich z pobłażaniem. Ojciec adwokat, znany też w stolicy, i matka z rozlicznymi znajomościami z wojska. Wiedziałam, że mojej córce nic się nie stanie, a matka rozpirzy całą tę durną ubecję. Gdybym jednak była z biednej chłopskiej rodziny… I nie miała wykształcenia prawniczego… A tak odpysknęłam, że nie podpiszę kwitu o zachowaniu w tajemnicy tej rozmowy. – Jak się napiję, to wszystkim o wszystkim gadam. I tyle mojego bohaterowania.

– Ja się nie załapałam na opozycję z powodów metrykalnych i bardzo się z tego cieszę. A nuż bym się zaplątała w walkę z komuną i teraz bym się musiała wstydzić za „Solidarność”.

– Z powodu agenturalnej przeszłości Wałęsy?

– Nie, z powodu kraju niesprawiedliwości społecznej, który jego pomazańcy zbudowali na plecach i krzywdzie klasy robotniczej.

– A ty znowu swoje.

– No tak, bo ostatnio powiedziałam w telewizji, że nie kocham Polski i nie jestem z niej dumna, bo nie ma z czego, co wzbudziło głębokie oburzenie moich znajomych, a także nieznajomych…

– Więc teraz będziesz to powtarzać przy każdej okazji.

– A żebyś wiedziała. I ty też powinnaś, bo kochanie Polski jest obowiązkiem każdego obywatela Dobrej Zmiany. Jak śpiewał twój ulubiony „Pożar w burdelu”: „Po wyborach wszystko będzie już proste i kochać będzie można już tylko Polskę…”.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Nie chciałbym się mylić, ale za statement o „niesprawiedliwości społecznej, który jego pomazańcy zbudowali na plecach i krzywdzie klasy robotniczej” mój ulubiony dziennik cotygodniowy zasługuje na 100 nowych prenumerat.