Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

GOŚKA DANISZEWSKA stęka, że przebiśniegi i żółte krokusy już u niej w ogrodzie zakwitły. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA ma to w dupie, bo przyroda obchodzi ją tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Daniszewska: – Wiesz, że minął już ponad rok od czasu kontaktów z naszym wielbicielem?

Wołk-Łaniewska: – Którym?

– Wiesz którym, zawsze skrupulatnie przekazuję ci od niego pozdrowienia. Zapomniałam ci tylko powiedzieć, że ostatnio przenieśli go z Białołęki do Grochowa. Nigdy taktownie nie pytałam go, za co siedzi, ale on nie udaje niewiniątka. Najpierw cieszył się, że wyjdzie na Sylwestra. Niestety zapomniał, że wcześniej obraził sąd, wyjdzie więc dopiero w kwietniu. Będzie mi smutno, jak on wyjdzie. Teraz dzwoni do mnie od czasu do czasu, wysyłam mu egzemplarze „NIE”, krzyżówki i trochę pism sportowych. Jest człowiek, który mnie potrzebuje i twierdzi, że nasze dialogi czyta cały pierdel. Jego koledzy też mają o nas bardzo dobre zdanie. Gdzie znajdziemy taka grupę inteligentnych mężczyzn o tak dobrym guście literacko-publicystycznym?

– Na Rakowieckiej? We Włodawie? W Strzelcach Opolskich?

– A skąd ty się tak dobrze znasz na pierdlach?

– A bo będąc młodą dziennikarką, należałam do Krajowego Klubu Reportażu – do którego zresztą do dziś należę, ale to już nie to, co kiedyś, wszyscy żeśmy się zestarzeli – i często jeździliśmy zwiedzać zakłady karne. Zwłaszcza na Opolszczyźnie, tam był wtedy taki cudny komendant, nazywał się chyba Bogacz i wyglądał jak Rumcajs. Ach, ile wspomnień…

– Aż się boję zapytać.

– Mieszkaliśmy np. w Ośrodku Doskonalenia Kadr Służby Więziennej „Korab” w Turawie. A tam jest taki ciąg identycznych budynków. I koleżanka, z którą dzieliłam celę, wracając w stanie lekkiego znużenia, pamiętała numer pokoju, tylko pomyliła budynki. Weszła do pokoju, a tam siedzi przystojny koleś w szarym mundurze i smaruje chleb pasztetową. Koleżanka doszła do wniosku, że to jakiś mój podryw, więc przywitała się uprzejmie i usiadła. Koleś równie uprzejmie odpowiedział na pozdrowienia i zaproponował kanapkę z pasztetową. Żrą te kanapki, ale w koleżance odezwał się reporter. „Pan jest lotnikiem?” – zapytała z nadzieją. „Uhmmm” – mruknął koleś. „A na czym pan lata?” – drążyła koleżanka. „Hmmmm” – chrząknął koleś. „No niech pan powie – nalegała koleżanka przymilnym tonem – na śmigłowcach czy na odrzutowcach?”. Koleś nie wytrzymał. „Proszę pani – odezwał się z litością w głosie – ja jestem klawiszem…”. Powiedz, czy nie piękne?

– No. Ale z tymi zakładami to masz rację, może rzeczywiście trochę głupio robię, że ci to mówię. W więzieniu ludzie przeważnie się nudzą. Może się okazać, że pan Grzegorz znajdzie następców. Cóż, nie ulegniemy ich wdziękom. On był pierwszy i jedyny. Aby do kwietnia. I życzę mu wszystkiego najlepszego na wolności. Żeby się chłopina znów nie wpierdolił! Ostatnio poprosił mnie o papier w kratkę i długopis. Zamierza pisać jakieś pisma sądowe. Trochę się boję, żeby na tych kratkowanych kartkach nie poobrażał sądu. W korespondencji więziennej zawsze należy dopisać imię ojca osadzonego. A ojciec naszego wielbiciela ma lub miał na imię Fortunat. Muszę go spytać, skąd takie piękne imię ów rodzić wytrzasnął.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.