Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

MAŁGOŚCE DANISZEWSKIEJ głos odebrało i może tylko charczeć i rzęzić. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wreszcie ma okazję, żeby jej wygarnąć bez odzewu.  Kto by nie skorzystał?

 

Wołk-Łaniewska: – No więc na wstępie chciałam ci powiedzieć, że cię bardzo lubię.

Daniszewska: – Chrrr, chrrrr…

 

– Ale jednak nieco mnie drażni to twoje ostentacyjne bogactwo.

– Yghhy? Chrrr!

 

– A zwłaszcza snobizm: taka jestem bogata, że nie muszę się już starać, w stugwiazdkowym hotelu w Korsyce chodzę w podartym podkoszulku z Tesco, ale pomidory ze sobą wożę z Polski, bo te korsykańskie mi nie smakują…

– Yghyy!

 

– Nie o pomidory mi chodzi, tylko o filozofię życia.

– Chrrr!

 

– No i jeszcze mnie wkurwiasz, jak mi mówisz, że się wymądrzam.

– Yghyhy?

 

– Bo uważam, że opowiadam różne ciekawe rzeczy, które biorę z różnych mądrych źródeł ku pożytkowi twojemu i naszych kochanych Czytelników, bo zawsze lepiej wiedzieć coś ciekawego niż nie widzieć. A ty, zamiast doceniać moje starania, podcinasz mi skrzydła tępym nożem i teraz już w zasadzie boję cię cokolwiek mądrego opowiedzieć.

– Chrrr!

 

– A gówno! Teraz, korzystając z twojej  bezsilności, opowiem ci o He Jiankui, chińskim naukowcu, który wyprodukował bliźnięta ludzkie odporne na wirus HIV za pomocą technologii modyfikowania genomów CRISPR-Cas9, które pozwala na wymianę dowolnej sekwencji genomu z bardzo dużą precyzją, w odróżnieniu od nukleazy z motywem palca cynkowego, która produkowała efekty dość przypadkowe. Dotychczas stosowano tę technologię do wygenerowania bydła bez rogów i myszy bez anemii sierpowatej, ale w ostatnim tygodniu He ogłosił, że udało mu się wymienić w dwóch zarodkach ludzkich gen CCR5 na taki wariant, który determinuje odporność na wirusa HIV, co było potrzebne, ponieważ ojciec potencjalnych dzieci był nosicielem wirusa. I oczywiście w świecie naukowym, a także pozanaukowym zapanowała histeria, He Jiankui nazwano Frankensteinem i co gorsza, obecnie nikt nie wie, gdzie się znajduje i jest supozycja, że w chińskim łagrze, choć rząd chiński temu zaprzecza…

– Yghhy!!

 

– No dobra, dość o inżynierii genetycznej, teraz opowiem ci o Rosji. Wiem, że to uwielbiasz.

– Chrrrrr!

 

– Nie przerywaj, proszę.

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • 70 lat wystarczyło aby z porozbiorowego, przymierającego głodem kraju wieśniaków zrobiła się potęga inżynierii genetycznej. I nie tylko genetycznej.
    Czy byłoby to możliwe bez światłego kierownictwa Komunistycznej Partii Chin?

    • Głowa w telewizorze opowiadała iż w obliczu konania demokracji objawiającego się Trumpami czy Kaczyńskimi oraz upadku kolebki komunizmu czyli ZSRR chińska droga, na dzień dzisiejszy, wydaje się być słuszna… Trudno się nie zgodzić w obliczu faktów.

  • Ani chiński naukowiec nie jest zdolniejszy od amerykańskiego, ani robotnik bardziej pracowity.
    System mają lepszy, wot szto. Do sukcesu potrzebne jest kierownictwo myślące w kategoriach dziesięcioleci i generacji a nie w kategoriach kadencji i wyborów.
    Owszem, pyskować to można w USA swobodniej, ale za to średnia płaca realna amerykańskiego robotnika stoi w miejscu od 1971 roku.

  • Bez zagranicznego kapitalu i technologii byliby niczym. Zachod sam ukrecil sznur na ktorym kiedys zawisnie.