Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

GOŚKA DANISZEWSKA słyszy głosy. Odjebało jej? Codziennie rano i wieczorem słyszy głos pani Przyłębskiej: „Proszę upewnić się, że opaska jest na wysokości serca (…). Jeśli państwo są gotowi, zaczynamy”. Nie jest to spotkanie sędziów z Trybunału Konstytucyjnego. To Jurek mierzy ciśnienie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nie mierzy ciśnienia, bo niektóre posunięcia PiS-u budzą jej zadowolenie. Niedługo pójdzie sama do kościoła na Nowogrodzką.

Daniszewska: – Szczerze ci tego życzę. Zachwyć się polityką Kaczyńskiego i Rafalskiej. No i urodą Szydła. Uwielbiasz takie stonowane i eleganckie kobiety. Może dlatego za mną nie przepadasz.

Wołk-Łaniewska: – Ależ skąd, Małgosiu, szaleję za tobą, oczywiście, i za twoją subtelną ironią. Ale skoro już się zgadało o stonowaniu, to rzeczywiście jest to postawa, którą sobie cenię…

 

– U Szydły?

– Akurat u Szydły bezbarwność jest wynikiem ostrego zanikowego zwiotczenia osobowości, więc nie. Ale mówiąc o stonowaniu, mam na myśli pewien intelektualny estetyzm, który osoby z antypisowskiej awangardy zdaje się opuszczać. Gdy słucham znakomitego skądinąd Jacka Żakowskiego, który ogłasza, że w 1968 r., kiedy Ryszard Siwiec podpalił się na Stadionie Dziesięciolecia, „czołgi rozjeżdżały ludzi, a dziś zbliżamy się do sytuacji, kiedy to się stanie możliwe” – to odczuwam pewien dyskomfort. I to nie z obawy przed czołgami Macierewicza.

 

– A ja zauważyłam, że ludzie znowu zaczęli się bać. Widać to było na marszu pamięci Piotra Szczęsnego. Szli, bo chcieli. Ale gdy widzieli kamerę, przyspieszali i odwracali głowy. Żeby szef nie zobaczył, żeby ukryć swój bunt. Szczałaś w majtki w stanie wojennym…

– Gdy był stan wojenny, miałam 9 lat i mam wrażenie, że opanowałam już wówczas trudną sztukę obsługi sedesu.

 

– Szczałaś w majtki, powiadam, ale to wtedy słyszałam w telefonie:  – To nie na telefon. I znowu to słyszę: – Potem ci opowiem. Ja mam to w dupie. Jestem za stara na te numery.

– Wybacz, Małgosiu, ale ja już naprawdę nie mogę tego słuchać. W stanie wojennym mieliśmy czołgi na ulicach, kilkadziesiąt tysięcy radzieckich żołnierzy w kraju, 20 dywizji przy granicy i Breżniewa wraz z jego doktryną. Mieliśmy też wielkiego przywódcę, który nas uchronił przed hekatombą, z czego mało kto wówczas zdawał sobie sprawę – ale generalnie strach był powszechny i uzasadniony. Teraz mamy bandę nawiedzonych, acz małostkowych amatorów sterowanych ręcznie przez podupadającego na zdrowiu quazi-autarchę z paranoicznym zaburzeniem osobowości. Jeśli stan wojenny był tragedią, to dobra zmiana jest farsą na ten sam temat, żeby zacytować nieśmiertelną myśl Karola Marksa.

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Ja też się boję, ale nie tego quazi-autarchy, ale kamer na każdym rogu i na każdym przystanku, a także software, wyszukujące określone słowa w rozmowach telefonicznych (nagrywają wszystkie). Stan wojenny to było przedszkole, dziś jest gestapo x 1000

  • O Matko, Dżordż, możesz zrobić „żółwika” z Jackiem Żakowskim, bo gołym okiem widać, że go Alzheimer dopadł.
    Hej !-