Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA w ramach cmentarzowania była na tatusiu, i to nawet dwa razy. GOŚKA DANISZEWSKA nie poddaje się tym pielgrzymkom w tłoku. Jej mama leży w Białymstoku, a proboszcz cmentarza św. Rocha tak wyciska kasę z każdego skrawka ziemi, że do grobu dojść nie sposób. Ostatni raz była tam dwa lata temu, ze złości rozrzuciła kwiaty i nie zamierza tam chodzić.

Wołk-Łaniewska: – Wiem, wiem, przy moim brutalnie materialistycznym światopoglądzie chodzenie na cmentarz jest nieco pozbawione sensu. Ale żebyś ty wiedziała, jaki to piękny cmentarz. I jakie świetne towarzystwo…

Daniszewska: – Gdzie?

– I w ziemi, i na ziemi. Tatuś ma za najbliższą sąsiadkę ukochaną ciocię Golimonta, a dalej Próchnika, Żeromskiego, Przyborę, Krzywicką, Szczypiorskiego, dwie Skargi…

– A skąd wzięłaś dwie?

– Prof. Barbarę Skargę i Hannę Skarżankę. A nawet Annę German i Tolę Mankiewiczównę. I to się rozciąga na gości także. Stoi tam, wyobraź sobie, szafa, w której stoją znicze. I każdy znicz ma karteczkę z ceną, a obok leży taka plastikowa tacka po rukoli i tam się wrzuca pieniądze. A jak ktoś nie ma drobnych, to sobie wydaje resztę. I wiesz co? Nikt nie kradnie.

– Jak to możliwe?

– A bo to nie jest katolicki cmentarz, nie ma więc katolickich wiernych. Ani katolickiego księdza, nikt więc nie zostawia na grobach wezwań do zapłaty, jak ten katabas z Kielc. Wezwania do zapłaty dla zmarłych to chyba taka katolicko-kielecka forma nekromancji. Ciekawe skądinąd, czy taki proboszcz Kowalski potrafi się zamienić w licza…

– A co to jest licz?

– Najwyższa forma nieumarłego. Powstaje wtedy, gdy potężny nekromanta wyjmuje z siebie duszę i zamyka w filakterium, co daje mu nieśmiertelność. Potem jego truchło posuwa po świecie nieco podpsute, ale za to całkiem bezkarne, bo nie da się zlikwidować, nawet jak się je rozjedzie walcem. Żeby zabić licza, trzeba zniszczyć jego filakterium, a ono jest zwykle przemyślnie ukryte.

– I to w katolicyzmie tak jest?

– Nie, w grach fantasy. A tobie jak minęło to radosne święto?

– Miałam chałowy, skacowany dzień, nawet z moralniakiem. Wlałam się poprzedniego wieczoru, i to w dostojnym towarzystwie. Mózg bardzo słabo pracował. Dobrze, że ten chłopczyk wlazł do rury…

– Jaki, kurwa, chłopczyk?

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.