Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

GOŚKA DANISZEWSKA rzyga stuleciem niepodległości. Każde święto można obrzydzić. Każdy patriotyzm można ośmieszyć. I tak się dzieje. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA już wcześniej brzydziła się patriotyzmem, zatem to dla niej nic nowego.

Wołk-Łaniewska: – Jak trafnie zauważa Oscar Wilde, „patriotism is the virtue of the vicious”.

Daniszewska: – A po naszemu?

 

– Po naszemu to się nie za bardzo da powiedzieć. Patriotyzm jest cnotą ludzi przepełnionych nienawiścią. Z tendencją do okrucieństwa. Wrednych lub gwałtownych. W każdym razie niedobrych. I ja się absolutnie z tym zgadzam. Budowanie swojego poczucia wyższości na podstawie kompletnie losowego czynnika, jakim jest miejsce urodzenia, wydaje mi się całkowicie absurdalne.

– Myślisz, że patriotyzm musi się koniecznie wiązać z poczuciem wyższości?

 

– A jakże. Jeśli „jestem dumna, że jestem Polką” – to znaczy, że uważam, iż bycie Polką czyni mnie lepszą. Ipso facto – inni są gorsi, bo nie są Polakami. Sam ten mechanizm jest ksenofobiczny i po prostu głupi. A ponadto mam poważne problemy ze znalezieniem powodów do dumy czy choćby zadowolenia w tzw. polskości.  Za dużo święconej wody, za mało zwykłego mydła, jak z wdziękiem pisał przedwojenny satyryk Jerzy Paczkowski – a nie Boy-Żeleński, któremu ten cytat przeważnie jest przypisywany. Patrz, 100 lat minęło, a spostrzeżenie nadal aktualne. No, może trochę częściej się myją, zwłaszcza w miastach.

– Ale święcą jak dawniej.

 

– No. I teraz się zacznie na całego. 11 listopada „środowiska patriotyczne” – po naszemu naziole i kibole – będą maszerować pod hasłem „Bóg honor ojczyzna”, a rozpoczną od wspólnej modlitwy. „Gdy wieczorne zgasną zorze, zanim głowę do snu złożę, modlitwę moją zanoszę Bogu Ojcu i Synowi: dopierdolcie sąsiadowi”… A jak Bóg Ojciec i Syn nie performują, to nasi wspaniali rodacy  gotowi są wziąć sprawy w swoje ręce. I ja mam się czuć z nimi związana, bo akurat tak się złożyło? A gdybym się tak urodziła głupie 400 kilometrów  na południe…

– To co?

 

– To bym była Czeszką. Gdybym mogła sobie wybrać, to chciałabym być Czeszką. To moja ulubiona nacja w Europie. Mają dystans, poczucie humoru i wyciągają wnioski z własnych błędów. Jak dostali bratni wpierdol w 1968 r., to zrozumieli, że kamienie nie są odpowiednim uzbrojeniem do walki z czołgami i poczekali spokojnie na naturalny bieg historii. I co ważniejsze, należą do najbardziej racjonalnych nacji na świecie – prawie trzy czwarte Czechów nie wierzy w żadnego boga. Co prawda, jak zauważa Andrzej Dominiczak, połowa korzysta za to z płatnych usług wróżek, astrologów, chiromantów i innych szarlatanów…

– Tak, to rzeczywiście bardzo racjonalne.

 

– No dobra, to nie jest specjalnie mądre, ale bywa gorzej. W Wielkiej Brytanii za 22 tys. funtów – grubo ponad 100 tys. zł – „anonimowy kolekcjoner” kupił na aukcji manuskrypt XVII-wiecznego wędrownego grajka z Essex, zawierający magiczne recepty i zaklęcia. Szczególne zainteresowanie wywołało zaklęcie, które skłania kobiety do tego, żeby tańczyły nago.

– I jak to się robi?

 

– Za tę wiedzę ktoś zapłacił 100 tauzenów, a ty chcesz za darmo?

– Chcę.

 

– No dobra, to ci powiem: trzeba napisać „ala aymala” w świeżym wosku, ale tylko podczas pełni księżyca.

– I już?

 

– I już. A jak ktoś chce, żeby kobita się w nim zakochała, to musi ugotować rosół na świńskich kościach i zjeść z nią do spółki. Ale uprzednio należy napisać jej imię na kawałku pergaminu i spalić ten pergamin w ogniu, na którym gotował się rosół.

– I za te mądrości ktoś zapłacił 100 tys. zł?

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Głupi ten anonimowy kolekcjoner.
    Za 22 tys. funtów każda zatańczy nago. I jeszcze koleżankę przyprowadzi.

  • W związku z różnicą w ilości osobników płci żeńskiej i męskiej w naszym patriotycznym kraju, magię, szczególnie tę spożywczą, stosują kobiety względem mężczyzn. Zupa rosół na kościach niekoniecznie świńskich stanowi afrodyzjak w myśl powiedzenia przez żołądek do reszty faceta. I jakie to patriotyczne danie, wszak żaden chyba ONR-owiec nie powie, że mu nie smakuje. Ja osobiście wszystkim tym zagorzałym patriotom, w szczególności księżom zorganizowałbym najchętniej pielgrzymkę do pewnej wsi, o której chodzą słuchy, że było w niej najwięcej objawień. Nie pamiętam nazwy ale jednego jestem pewien – wioska leży jakieś 10 km na północ od Helu.