Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA i GOŚKA DANISZEWSKA już nawet nie udają, że idą w stronę kościoła. Z powodu jesiennego chłodu zawiesiły się przy barze. Tym razem gadają oko w oko, z tym że Wołek ma oczy wypomadowane tuszem, a Daniszewska abnegację przekuwa w naturalność.

Daniszewska: – Poświęciłam się i wysłuchałam abepe Gądeckiego. Opowiadał on otóż, na czym polegało to zebranie w Watykanie, z którego właśnie wrócił.

Wołk-Łaniewska: – Synod znaczy?

– Synod, srynod, nie wymądrzaj się. Za to, błagam cię, poszukaj tego w internecie i posłuchaj. Takiego bełkotu naprawdę nie słyszałam w życiu. Nawet z ust najgłupszych partyjnych dygnitarzy. Mówili oczywiście o tym, o czym nie mają zielonego pojęcia, czyli o rodzinie. Każdy miał aż cztery minuty na wypowiedzenie swojej opinii. I tak za długo. Więcej nie zrozumiałam. Wiem, że spotkają się jeszcze kilka razy, a potem wysmarują dokument.

– Już wysmarowali. Ten pierwszy, co to tak podniecił abepe Gądeckiego, to była relacja z pierwszego tygodnia obrad, opracowana przez kardynała Erdo, prymasa Węgier, ale pod wyraźnym wpływem samego Franciszka i z udziałem sześciu współautorów przez niego wytypowanych. I tam były różne bezeceństwa, które Gądecki uznał za „odejście od nauczania Jana Pawła II”. Zresztą zupełnie słusznie, bo Nasz Wielki Rodak uważał, że zadaniem Kościoła powszechnego jest siedzieć pod każdym łóżkiem i pilnować, żeby wszystko w tych łóżkach było po bożemu, a teraz niektórzy biskupi uznali, że pod łóżkiem im niewygodnie i sugerują, że Kościół mógłby nieco zmienić pozycję. Ale w tym ostatecznym dokumencie już się poprawili „odnośnie do tych dewiacji”, jak z wdziękiem powiedział polski arcybiskup Rygi Zbigniew Stankiewicz. Wszystkie bezeceństwa zniknęły. Np. o tym, że pedał może się poświęcić dla pedała. Albo to o gradualizacji zbawienia…

– O czym?

– Gradualizacji. Że, dajmy na to, bzykanie tylko jednej osoby, z którą się w dodatku mieszka, choć bez ślubu, jest dla bozi lepsze niż ruchanie połowy miasta. Bo z takiego mieszkania na kocią łapę można przejść do ślubu cywilnego, a z cywilnego do kościelnego, no i potem to już prosto do nieba. Ci tzw. postępowi biskupi połapali się bystrze – już pół wieku po rewolucji seksualnej – że owieczki już nie wierzą, iż każdy bzyk niesakramentalny to nowy gwóźdź w krzyżu Chrystusa. Teraz wpadli na to, że jak ci młodzi, co się dobrze bawią, usłyszą, że trafią do piekła, choćby skały srały – to się wypiszą od papistów i pójdą gdzie indziej. A tak na starość, jak im się już znudzi zabawa i zakorzeniony dzieciństwie strach przed ogniem piekielnym zajrzy w oczy – kto wie, może się nawrócą… Umyślili więc, że do nieba można się zapisać na raty.

– Naprawdę pokręciło ich ze strachu, że owieczki odpływają jak ruska łódź podwodna ze szwedzkich wód terytorialnych. Przecież te pasibrzuchy nic nie wiedzą o miłości i rodzinie.

całość na łamach

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.