Motto tygodnia: Nie pozwolą sprawiedliwi i prawi – Duda Falenty nie ułaskawi.

GOŚKA DANISZEWSKA wróciła z Mielna. Wyssała ten tydzień wolnego do cna. Jedyne, co jej przeszkadzało, to lęk o koty. Ona ma pierdolca. Na każdym wyjeździe śnią się jej koty, które gubi. Tym razem biegała po pociągu, aż znalazła dwie Gienie. Były identyczne. Na szczęście w domu była jedna, i to na nią obrażona. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nie została radną sejmiku mazowieckiego. Nie wygląda na zrozpaczoną.

 

Daniszewska: – Wróciłam w sama porę na wybory. Najbardziej jestem zadowolona z naszego Białegostoku. Ja jestem przez Białystok adoptowana, a ty, Wołku – z tego co wiem – masz tam rodziny zastępczą.

Wołk-Łaniewska: – Białystok rulez. Absolutnie. Ja co prawda nie mam żadnego zdania o prezydencie Truskolaskim, poza tym, że jest z Platformy – co nie jest w moich ustach komplementem – ale cieszę się tym, że to piękne i multikulturowe miasto nie popadło w łapy bigotów i dewotów, co niestety przydarzyło się całemu Podlasiu.

 

– Ja też nie znam Truskolaskiego prezydenta, ale widzę, że to miasto kwitnie. No i oczywiście cieszę się, że poseł Żalek –pięknota z wilgotnymi ustami – dał tam dupy. On nie zasługuje na Białystok.

– Widzisz? Zdarza nam się, że się zgadzamy.

 

– A kiedy byłaś w Białymstoku?

– Wiosną. I znowu będę zimą. Na święta – jak to u rodziny zastępczej. Muszę ci przyznać ze wstydem, że nie do końca wiem, jak kwitnie miasto, bo gdy przyjeżdżam do rodziny, to u niej zostaję. Z lenistwa, a także uznania dla piwniczki z winami umieszczonej poręcznie w pokoju garażowym.

 

– W czym?

– W pokoju garażowym. Ty sobie możesz mieć garaż, jak byle kmiot z przedmieścia, a moja siostra ma pokój garażowy. I on mnie tak przyciąga, że nie idzie się oddalić.

 

– Jak to, przecież byłaś w cerkwi w Wielkanoc? Podskakiwałaś i krzyczałaś: „Christoswoskres!” A lud odpowiadał ci: „Woistynuwoskres!”. Byli tam moi znajomi ze szkoły, co mi donieśli.

– No tak, ale to było nocą i po ciemku. A tak żeby se pójść na miasto za dnia, na ludzi popatrzeć i elewacje, po sklepach pochodzić – to jakoś mi się nie zdarza. Będę się domagać w tym roku.

 

– Ja też zaniedbałam Białystok. Dawno nie byłam w galerii Arsenał. Przyjeżdżam, idę do sądu, jem w „Cristalu” (cudo!) i idę spać. Potem wyjeżdżam. Śpię też w „Cristalu”, bo w domu pusto, smutno. Dom bez ludzi przestaje istnieć. Z każdego kąta wyzierają wspomnienia. A te wspomnienia to nieboszczycy. Na groby nie chodzę, bo chytry proboszcz sprzedał każdy kawałeczek ziemi, nawet nie mogę dojść do grobu rodzinnego, bo musiałabym deptać innych nieboszczyków. Zresztą te zjedzone przez robaki truchła moich bliskich nie kojarzą mi się z pełnokrwistymi i żywymi ludźmi. Wolę wspomnienia pełne życia i śmiechu. Pełne dobrego jedzenia, a czasami rodzinnych awantur. Wolę pamiętać bukiety z kwiatów polnych zbieranych rano na łące i ustawianych przez mamę na stole. Wolę wspomnienie niedzielnych śniadań z tatarem i sałatką z pomidorów z cebulą i śmietaną. Koniecznie posypaną grubo mielonym pieprzem i solą.

– Koniecznie.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.