Motto tygodnia: Może tym razem się uda – mówi do nowego rzecznika prezydent Duda.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA i GOŚKA DANISZEWSKA tym razem nie wybrały się do kościoła. Dla odmiany polazły na cmentarz. Na Powązki w Warszawie. Wydarzyło się tam zdarzenie towarzyskie. Józek Oleksy chowany był. Przyszli wszyscy. Lepszego spędu nie widziano od dawna.

Daniszewska: – Zauważyłaś, że młody znowu przytył? Bo jemu tłuścieje wtedy twarz. A może nawet i zakąsza.

Wołk-Łaniewska: – Masz na myśli Pana Prezydenta?

– Nie, księcia Walii. Uwielbiam mowy Olka. Tym razem pierdolił z kartki same nudziarstwa. Facet, który ma taki talent przemawiania, nawijał nudno i o pierdołach. I jeszcze nie mógł skończyć.

– Ale on tak zawsze ostatnio. Przekonywał mnie jeden nieżyczliwy, że to dlatego, że on Oleksego nie znosił prawie tak jak Millera, ale to chyba nie jest powód, albowiem latem byłam na pogrzebie Szymona Szurmieja i Kwaśniewski też tak nudził. A przedtem jeszcze na Generale – i to samo. Nawiasem mówiąc, właśnie sobie uświadomiłam, jak monotonne jest moje życie towarzyskie. Na Oleksym spotkałam mojego drogiego byłego partnera życiowego. I on mi powiedział z pewną zadumą: „Spotykamy się tylko na pogrzebach”. „Ale za to regularnie” – pocieszyłam go. I tak samo regularnie słucham twojego księcia Walii, który po prostu zatracił talent polityczny. Organy nieużywane zanikają. A to przemówienie nad grobem Józefa to już był majstersztyk drętwoty, nudy i braku serca.

– Szkoda, bo nieboszczyk był też wspaniałym mówcą i obiecywał, że sam wygłosi nagraną wcześniej mowę.

– Ja w tej sprawie pielęgnuję w sercu podejrzenie, że on mógł taką mowę rzeczywiście napisać i nagrać, tylko okazała się niecenzuralna do tego stopnia, że zapadła decyzja o utajnieniu. No bo pomyśl: gdyby on powiedział szczerze, co myśli o kilku tytanach lewicy, to atmosfera na pogrzebie rzeczywiście mogła się lekko sklęsnąć. A tak nikt nikomu nie przeszkadzał pieprzyć nieszczerze nad grobem Oleksego…

– Józek prosił też, żeby nie było smutno, ale to się nigdy nie udaje. Nawet ty byłaś markotna. Widziałam jednego prawicowego posła, który miał łzy w oczach. Nie można tego powiedzieć o Leszku Millerze, którego oczy biegały dookoła głowy, żeby tylko ominąć szerokim łukiem Urbana. Ja zaś musiałam wszystkim wyjaśniać, że Urban nie jest ciężko chory, tylko nie lubi chodzić, dlatego pcham go na wózku inwalidzkim. Pięknie wyglądał na tym wózku z pękiem czerwonych goździków i papierosem w mordzie. Przy nim nawet Szwejk jadący na wojnę wózkiem pchanym przez panią, nomen omen, Millerową, wysiada. Aha, opowiadałam ci kiedyś, że mam ziemię w Niewodnicy Kościelnej. Spędzałam tam letnie miesiące dzieciństwa i młodości. Teraz bywam tam rzadko, ale z drżeniem serca i natłokiem cudownych wspomnień.

– Owszem, opowiadałaś. I że jakiś poseł patriota, co chędożył nie swoją żonę, też tam bywa, więc wszystko wiesz o jego życiu intymnym. A co ma do tego Oleksy?

– No więc przesuwam się w tym orszaku pogrzebowym, a naprzeciwko mnie idzie arcybiskup Głódź. Odprawił już swoje gusła zgodnie z wolą nieboszczyka. Spotykamy się wzrokiem i słyszę: „Witam sąsiadkę z Niewodnicy”. Mam świadków, że abepe tak właśnie do mnie powiedział. Czuję się wyróżniona i nie myję uszu od dnia pogrzebu. Ma się te znajomości! W ogóle impreza dobrze świadczyła o nieboszczyku. Kulczyk doktor, jego pierwsza żona, młoda niczym moja wnuczka z nowym absztyfikantem. Niczego sobie samczyk o skroniach przyprószonych wytworną siwizną. Twój przywódca jak zwykle mi się nie odkłonił, ale taką już mamy widać tradycję.

– Ja na szczęście nie miałam okazji sprawdzić, czy mnie by się odkłonił, a boję się, że moja niezdolność do dostrzeżenia geniuszu jego najnowszego pomysłu może mnie wpisać na listę nieodkłanialnych.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Wasze (przepraszam za nieadekwatny w tym przypadku termin) dykteryjki drogie Panie będą w przyszłości stanowiły przedmiot studiów historyków. Zwłaszcza tych spośród nich, którzy będą próbowali nie fałszować historii. Pozdrawiam i kto wie, może teraz Generał poczuje się mniej samotnie tam, gdzie zapewne nic nie ma?

  • I mamy nowe święto narodowe – dzień PO – przypadające w drugi piątek po Trzech Królach, ze wspomnieniem błogosławionego Olina.