Motto tygodnia: Nie bądź leniem, nie bądź chory i zapieprzaj na wybory.

„Chodź, muzo moja” – powiedziała GOŚKA DANISZEWSKA do psa Iwana. Iwan przestraszył się, że zachoruje na afrykańską chorobę psów i go zastrzelą. Przed chwilą widział w telewizorze, jak ludzie zabijają świnie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA też oglądała ten program i bardzo jej się podobał, bo tam występował prof. Elżanowski.

Daniszewska: – Ja już, Wołku, nie wiem, czy trzeba wybijać świnie i dziki…

Wołk-Łaniewska: – Nie!

 

– A dlaczego nie?

– Bo tak mówi prof. Elżanowski. Widziałaś prof. Elżanowskiego?! Naprawdę wygląda tak, że uwierzę mu we wszystko…

 

– Nie widziałam. Albo nie zwróciłam uwagi, jestem mniej wrażliwa na ten patriarchalny starczy seksapil, który cię tak uwodzi.

– Skąd wiesz, jaki seksapil, skoro nie widziałaś?

 

– Bo jak mnie pytasz: „Widziałaś Malinowskiego?!”, to wiem na pewno, jak wygląda.

– Jak?

 

– Jak sędzia Laskowski.

– No niby prawda. To prof. Elżanowski wygląda prawie tak samo, tylko ma przedziałek z drugiej strony.

 

– To pięknie. I cieszę się, że ci się wszystko ciągle z seksem kojarzy, ale ja chciałam o zarzynanych świniach porozmawiać. Ludzie w telewizorze płaczą, że jedna świnia była chora, a zabić trzeba było 90. A sąsiad miał wszystkie zdrowe i też trzeba było je zatłuc. Nasz ulubiony Dawkins przewidywał światową zarazę. Ja to mam dobrze, bo jestem stara. I mam w dupie światową pandemię. Trudno. A „kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę” – pisał poeta…

– Świnie?

 

– Co świnie?

– Przyjdą podpalić?

 

– Nie, ktoś przyjdzie. Źli ludzie. To mnie już gówno obchodzi. I wszystkie inne nieszczęścia też. Zabili jakiegoś prezydenta, ale nie tego… A premier tak pięknie pierdolił o mamach, które wychowały czwórkę prosiąt… I babciach, które urodziły tę córkę…

– Małgosiu, nie pij więcej.

 

– Pierdol się. Prawie płakał, dając im minimalną emeryturę. Przyznam, że się wzruszyłam. Łatwo mi to teraz przychodzi, bo mój nowy psychiatra zmienił mi antydepresanty.

– I co, posmutniałaś z tęsknoty za starymi?

 

– Żebyś wiedziała. Najpierw muszę zejść ze starych, ograniczając dawkę. Potrwa to miesiąc. Powiedział szczerze: „Znienawidzi mnie pani”. I zmniejszam dawkę, czego nikomu nie życzę. Przestałam jeździć na rowerze, co odbiera mi radość życia. Muszę wyjechać nad morze do sanatorium, ale nie wiem, czy moje ukochane Mielno będzie wolne w tym terminie. Może się okazać, że moja sprawa spadkowa w Białymstoku pokrywa się z Mielnem. Widzisz, Wołku, w jakiej fantastycznej formie jestem. Nawet nie chce mi się zajrzeć do kalendarza. I gówno mnie obchodzi, co Adamowicz miał za uszami. A może nic? Na własne oczy widziałam, jak ludzie go kochają. Jak po nim tęsknią.

– Jako zimna z suka z oficjalnie stwierdzonym niedorozwojem empatii odnotuję, że kochają go znacznie mocniej, od kiedy nie żyje. I wyznam ci, że jakoś nie poruszyła mnie do żywego wdowa, która omdlewającym głosem opowiadała w tefałenie, jak to nie ma w sercu nienawiści do zabójcy, bo w więzieniu był „indoktrynowany reżimową telewizją”, oraz jak ona „ma dużą łaskę wiary”, która pomogła jej „znieść te nasze prześladowania”. Tym bardziej, że to nie „reżimowa telewizja”, tylko w „Newsweeku” Lisa pisano kilka lat temu, że pani Adamowicz dostała od rodziców i dziadków milion złotych.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Pani Adamowicz dostała albo nie dostała miliona, jeśli nawet trochę mniej, to zawsze ma czym łzy obetrzeć. Pani Daniszewska, jak Ją lubię (nie znając nawet), to mimo swego na świat zobojętnienia i dość monotonnego narzekania na własną metrykę, sprawy spadkowej przegapić nie chce. Jak to jest, że kasa nigdy się nie nudzi? Może to jak hobby, wciąż chcesz dokładać sobie nowych egzemplarzy do kolekcji? Martwi mnie jeszcze sposób w jaki u Pani Wołk-Łaniewskiej wzbudza się natężenie miłości, choć nie przesadnie.