Motto tygodnia: Kubica rękę łamie. A Morawiecki? Jak zwykle kłamie.

GOŚKA DANISZEWSKA zakochała się w zdaniu z tefałenu: „W Spale odbyły się dożynki prezydenckie. Uczestniczył prezydent Duda z Pierwszą Damą”. Szczególnie uwielbia dożynki prezydenckie. Morda sama jej się rozjaśnia. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA oglądała dożynanie prezydenta Dudy w Waszyngtonie i piana biła jej z uszu.

 

Agnieszka Wołk-Łaniewska: – Czy marzysz o stałych bazach amerykańskich w Polsce?

Daniszewska: – Nie, a powinnam?

 

– Tak. Tak przynajmniej powiedział w twoim tefałenie bardzo przystojny i elegancki eksambasador Najder do Moniki Olejnik: „Stałe bazy w Polsce to jest marzenie nas wszystkich: pani, moje, to jest coś, co idzie w poprzek podziałów politycznych, a w każdym razie powinno iść”. Otóż chciałam złożyć oświadczenie: nie marzę o stałych bazach US Army w Polsce. Nie byłam entuzjastką Północnej Grupy Wojsk ZSRR i nie sądzę, żeby Wschodnia Grupa Wojsk USA była dużo lepsza. Nie żebym była patriotką, ale wolałabym, żeby na terytorium Polski przebywało polskie wojsko. A już szczególnie mnie uradowało, gdy prezydent…

– Twój prezydent?

 

– Moim prezydentem był…

– Wiem, wiem, Wojciech Jaruzelski.

 

– Właśnie: gdy Prezydent RP z głupio radosnym uśmiechem bezkontaktowo poklepywał Trumpa po plecach, mówiąc, że „razem zbudujemy w Polsce Fort Trump”, a tamten zapewniał, ze Polska jest gotowa „włożyć bardzo wielki wkład” w zapłacenie nowym wojskom okupacyjnym… Enyłej, jak mawia Donald Trump, normalnie zostawiam ci przywilej pastwienia się nad główką państwa, ale tym razem nie wytrzymam: jak widzę Prezydenta RP z miną lizusa wpuszczonego do pokoju nauczycielskiego, to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera. Nóż figuratywny, nadmienię, żeby nie było, że grożę zamachem terrorystycznym. Gdy świr z żółtą grzywką napierdalał w Unię Europejską, która „rabuje” biedne Stany, bo bogaci Amerykanie wolą kupować mercedesy niż chevrolety, a tamten cieszył pysio, jak gdyby wychowawczyni ogłosiła właśnie, że łobuz, który mu zabrał śniadanie, dostanie pałę z zachowania… I jeszcze jak machał do kamery, podskakując: Mamo, mamo, tu jestem!

– Wybacz, ale nie zostawię ci wyłącznego przywileju pastwienia się nad Dudą. Moim zdaniem dożynki zaczęły się w Leżajsku. Słyszałam na własne uszy. Oraz wielkie uszy Łysego. Ludzieee! Kto mu dał doktorat?

 

– Kraków.

– Kto za niego wyszedł? Ożenił się?

 

– Kraków.

– Kto go wybrał?

 

– Kraków.

– Zacięłaś się?

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.