Motto tygodnia: Może tym razem się uda – mówi do nowego rzecznika prezydent Duda.

Oj Łapiński, Łapiński – westchnęła GOŚKA DANISZEWSKA. Zmartwiła się wyraźnie o ministra i towarzysza Dudy. Ale się wpierdolił na początku kariery politycznej. A ona wie, co mówi, bo przez wiele lat była zameldowana w Niewodnicy Kościelnej, poczta Trypucie, powiat Łapy. A w Łapach wszyscy byli Łapińscy. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nie jest pewna, czy meldunek pod Trypuciami daje jakąś szczególnie merytoryczną podstawą do oceniania aktywności rzecznika głowy państwa, ale w życiu tego Daniszewskiej nie powie. Boi się jej żarliwego patriotyzmu lokalnego.

 

Daniszewska: – Nawet jeżeli on nie jest z tych Łapińskich, myślałam o nim jak najlepiej. A tu dupa. Ględzi jak gdyby wierzył w te brednie. Brednie faceta zwanego prezydentem. A wiem, co mówię, bo znałam Jaruzelskiego Wojciecha i Kwacha zwanego Młodym. Cóż to za różnica klas! Ten nie ma ani cienia mądrości i wiedzy. Macha opuchniętymi łapkami. A łapki puchną od zaprawki. Cała Warszawa huczy, jakiego haka ma na niego Kaczor i Macierewicz. Nie jesteśmy plotkarami, ale tak naprawdę nie chcemy procesu.

Wołk-Łaniewska: – Ja tam nic nie wiem. Mówię to do służb, które ewentualnie chciałyby mnie przesłuchiwać w tym temacie: nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem.

 

– Ciekawe czym. Pewnie wsłuchiwaniem się w monolog tej łysiejącej kluchy…

– Tak, tak, wiem. Ty mi zaraz powiesz, że to mój prezydent, a ja ci odpowiem, że moim prezydentem był Wojciech Jaruzelski. Koniecznie musimy to zaliczyć, bo dawno nie odbywałyśmy tego dialogu. Ale jeśli pan-nie-mój-prezydent rzeczywiście zawetuje nowelizację ordynacji europarlamentarnej – czego jeszcze nie wiemy, ale Czytelnicy już będą wiedzieć, bo decyzję zaplanował na czwartek – to zrobi coś dobrego dla demokracji. Co oczywiście nie znosi tych wszystkich złych rzeczy, które zrobił dla demokracji – ale to z kolei nie oznacza, że lepiej by było, gdyby nie zawetował, bo mielibyście bardziej holistyczne powody do oburzenia.

 

– A ty się oczywiście niczym nie oburzasz, co robi ta klucha zwana prezydentem.

– Nie, od tego mam ciebie. I jakieś dwa tuziny innych krewnych i znajomych. Oburzanie się na tę władzę jest zresztą zajęciem kompletnie jałowym i w żaden sposób nie buduje alternatywy. Tymczasem ja łaknę alternatywy jak świnia dżdżu.

 

– Kania chyba?

– Kania niczego nie łaknie. Kania jest grzybem, grzyby nie mają układu nerwowego, a świnie owszem. Teraz trzymam kciuki za Biedronia, choć mam świadomość tego, że przemawia przeze mnie niejaka desperacja. Przy okazji chciałam zaznaczyć, że sformułowania „trzymam kciuki” używam w znaczeniu metaforycznym, jako wyraz ogólnego poparcia i życzenia powodzenia, a nie jako deklaracji wiary we wpływ pozycji moich rąk na rozwój sytuacji politycznej w Polsce.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Występuje silna analogia pomiędzy Biedroniem a Dudą, obaj zrobią dużo, żeby zainteresować sobą media i obaj wierzą (choć pewnie z odmienną siłą i źródłem tej wiary), że mają swój pewny elektorat. Niestety ten elektorat może się (kolejna analogia) poczuć zdradzony. Biedroń zapłaci cenę za porzucenie Słupska i wiarę. Wiarę w swój seksapil. Duda zaś dostanie rachunek za kokietowanie suwerena bez zgody prezesa. I za brak seksapilu.