Motto tygodnia: Kubica rękę łamie. A Morawiecki? Jak zwykle kłamie.

GOŚKA DANISZEWSKA ma wszystko czego chciała, deszczową pogodę rowerową i pusty park tylko dla siebie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA rozważa zostanie dziewicą konsekrowaną. Nie żeby tak od razu, ale na starość…

Wołk-Łaniewska: – Watykan wydał nową instrukcję w sprawie dziewic konsekrowanych. Okazuje się, że dziewica konsekrowana wcale nie musi być dziewicą.

Daniszewska: – I to cię pociąga w tym statusie?

 

– A żebyś wiedziała. Amerykańskie Stowarzyszenie Dziewic Konsekrowanych wydało oświadczenie pełne oburzenia. Pomyśl sobie, jakiej dostałyby furii polskie dziewice konsekrowane, gdybym ja się załapała na „oblubienicę Chrystusa”.

– A ja też mogę?

 

– A pewnie, najważniejsze, żeby mieć czyste serce.

– A, to w porządku. Zmieniając temat: dobrze Wołku, że nie umiesz jeździć na rowerze, bo na pewno byś się do mnie doczepiła…

 

– Ależ zapewniam cię, że nie musisz się obawiać. Co taki proletariusz jak ja robiłby w parku w Konstancinie?

– No i świetnie, bo ja uwielbiam jeździć sama. Wstyd powiedzieć, ale to miarowe pedałowanie uruchamia mój mózg.

 

– Nie ma się czego wstydzić. To stwierdzony naukowo fakt.

– Że pedały uruchamiają mój mózg?

 

– Każdy mózg. Kiedy pedałujesz, zmuszasz do pracy neurony, które dzięki temu wydzielają więcej białka o nazwie BDNF, czyli neurotroficzny czynnik pochodzenia mózgowego, a także proteiny zwanej NOG, które wspomagają formowanie się nowych komórek mózgowych.

– Wiesz co? Ty nawet jak mówisz coś pozytywnego, to musisz się tak wymądrzać, żeby się tego nie dało słuchać.

 

– Bo ja też dużo pedałuję, tylko w miejscu, stąd moje neurony są szczególnie aktywne.

– Jasssne. W każdym razie jestem świeżo po lekturze „Petersburg miasto snu” Joanny Czeczott. Jaka to dobra lektura. Wyśmienicie zdokumentowana. No to parę spraw trzeba przemyśleć. I do tego potrzebny jest rower. Właśnie wspominałam zapisek z dziennika chłopca z czasów blokady Leningradu: „Dziś na obiad jedliśmy pieczonego kotka. Był bardzo smaczny”. Jakieś dwie miłe panie zatrzymały mnie, żeby powiadomić, że w okolicach pomnika papieża jest mała wiewiórka. Rzeczywiście było tam rude zwierzątko wielkości piąstki dziecka. Widać wypadła z gniazda. Była już otoczona komitetem ratowniczym, a Straż Miejska już była wezwana.

 

– Jacy wrażliwi ludzie mieszkają w tym Konstancinie.

– Prawda? 20 osób otaczało maleństwo i debatowało. Jedna pani przejęła kierownictwo i zabraniała stworzenie dotknąć, bo matka ją odrzuci. Pomyślałam o smacznym kotku, ale tą wiewiórką nikt by się nie najadł.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.