Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

GOŚKA DANISZEWSKA odbyła sentymentalną podróż na Bazar Różyckiego. Tak niewiele po nim zostało… Ale od czego są wspomnienia? Ale pyzy i flaki były. Pyszne, wydała więc Łysemu wykwintną kolację. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA zaszyła się w domu i przeczekuje amerykańską inwazję.

Wołk-Łaniewska: – Nawiasem mówiąc, czy nie wzruszyło cię, że prezydent Trump wybrał na swoje spotkanie z Warszawą akurat pomnik, który odsłaniał generał Jaruzelski? Nawet Trump wie, że należy oddać hołd Generałowi. Choć między nami mówiąc, może on nie do końca zrozumiał, o co chodzi i wydawało mu się, że to taki park tematyczny? Wiesz, do zabawy w wojnę? Ale z drugiej strony jeśli amerykański prezydent ma się bawić w wojnę, to może lepiej wśród dużych figur z brązu, a nie, dajmy na to, w Iraku?

Daniszewska: – Pies ci mordę lizał z tym twoim Trumpem. Ja obcowałam z ludem Warszawy. I podniosło mnie to na duchu. Już myślałam, Wołku, że warszawska Praga podupada. A wychodząc z bazaru, potknęłam się o dżentelmena. Leżał on na chodniku, zapewne był po lanczu. Miał mokre spodnie w kroku, chociaż deszcz nie padał. Padał natomiast jego przyjaciel, który usiłował go podnieść. Za każdym razem przy próbie pionizowania przyjaciela padał. To jest prawdziwa męska przyjaźń. Nie żadna – zasrana – szorstka. W tej próbie podnoszenia był i męski trud, i dbałość. Był też rodzaj chwiejnej czułości.

– Piękne.

– Prawda?

– Baby by tak nie umiały. Nie ma to jak męska przyjaźń. Chociaż przytrzymać przyjaciółce włosy, żeby ich sobie nie obrzygała, to święta powinność każdej kobiety… W ogóle ostatnio dużo rozmyślam o przyjaźni.

– I do czego doszłaś?

– Że to rzecz piękna, ale chwiejna, jak ci twoi dżentelmeni. Przeczytałam o badaniach, przeprowadzonych w zeszłym roku na Massachusetts Institute of Technology, który zajmuje się nie tylko technologią. Przebadano 84 uczestników jakichś warsztatów, w wieku 23-38, którzy mówili, co czują do innych członków grupy, w skali od 1 („nie znam”) do 5 – („to jeden z moich najbliższych przyjaciół”). I okazało się, że zaledwie 53 procent osób, których pytani uważali za swoich przyjaciół, odwzajemniało tę postawę. Co jest zresztą optymistycznym wynikiem, bo w ciągu ostatniej dekady takich badań było kilkanaście, z udziałem w sumie 92 tysięcy osób, i stopień wzajemności przyjaźni wahał się od 34 do właśnie 53 procent. Więcej ani rusz.

– Smutne.

– I niezdrowe. Dr Amy Banks, autorka książki „Wired to connect”, co można dość nieporadnie przetłumaczyć jako „Połączeni do łączenia”, uważa, że posiadanie przyjaciół pozwala na trening nerwu błędnego wyrastającego z jądra dwuznacznego. W towarzystwie przyjaciół on się relaksuje…

– Kto?

– Ten nerw. A przy obcych się spina i dzięki temu staje się bardziej elastyczny, co zwiększa naszą umiejętność relaksowania się i przedłuża nam życie.

– Taaa. Jeśli relaks wiąże się z długością życia, to ty dożyjesz do setki.

– Taki mam właśnie zamiar.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.