Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA chciałaby już na urlop. Na Korsykę, gdzie jeździ z mężem od kilku lat. Do tego samego hoteliku, do tego samego pokoju, wleźć do tego samego morza. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA uważa, że w Warszawie dzieje się za dużo ciekawych rzeczy, żeby moczyć kuper w morzach południowych. Czy tam północno-południowych.

Wołk-Łaniewska: – Przyznasz, że życie w Polsce robi się coraz ciekawsze?

Daniszewska: – Właśnie nie przyznam. Już mam dość tych ciekawych czasów. Chcę na Korsykę.

 

– Serio? A obrona wolności i demokracji przed pisizmem to pies? Jesteś jak prof. Gersdorf.

– To ma być zarzut?

 

– Owszem. Wyznam ci szczerze, że czuję się nieco skrępowana, kiedy mam bronić praworządności i demokracji w osobie sędzi Gersdorf. Jakże chętniej broniłabym sędziego Laskowskiego…

– Gdyż?

 

– A widziałaś sędziego Laskowskiego?

– Dlaczego chciałabyś bronić Laskowskiego, to ja się domyślam. Pytam, co masz do Gersdorf?

 

– Łętowska to ona nie jest.

– No nie, ale to można zarzucić wszystkim.

 

– Z wyjątkiem Łętowskiej. Ale prof. Gersdorf zdaje mi się osobą – hm… – niewybitnie mądrą. Jak to się stało, że ktoś taki zostaje szefem Sądu Najwyższego? To naprawdę najlepsze, co ma do zaoferowania polskie sądownictwo? Najbardziej mnie zachwyciła, jak w środku wojny o Sąd Najwyższy i jej w nim pozycję ogłosiła z trybuny sejmowej, że „zamierzam iść na urlop, który, chyba państwo rozumiecie, mi się należy”. Pomijając już fakt, że mówienie z tej akurat trybuny o tym, co się nam należy, po niedawnych wystąpieniach premier Szydło na tym odcinku, nie jest szczęśliwym pomysłem – czy ta kobita jest poważna w ogóle? Urlop? W tym momencie? Czy ona się dogadała z prezydentem w tej sprawie? Przecież to jest wielka uprzejmość uczyniona Dudzie i jego kamaryli. „Występuję w obronie porządku prawnego państwa i pragnę dać świadectwo prawdzie o istnieniu granicy między konstytucją a łamaniem konstytucji”, ale tylko do środy, bo w czwartek jadę nad morze?

– Ja ją rozumiem, też chcę nad morze. Na moją ukochaną Korsykę, pełną Portugalczyków, którzy uginają się pod tacami pełnymi ryb.

 

– W sensie: kelnerów?

– Tak, nie przesłyszałaś się. Przyzwoity Korsykanin nie będzie tak zapierdalał od rana do nocy. On jest zapewne powiązany z Napoleonem, wynajmuje więc sobie Portugali do roboty. To tacy ich Ukraińcy. Też do ciężkiej roboty.

 

– No widzisz: nawet na Korsyce nie możesz umknąć przed zagadnieniem wyzysku emigrantów. Polityka jest wszędzie.

– W dupie mam politykę, wolę, żeby były pomidory.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.