Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

GOŚKA DANISZEWSKA postanowiła zostać alkoholiczką. Ale rano jej nie wchodzi. Woli owsiankę i wodę z cytryną. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nie ma problemu z piciem od rana, ale postanowiła prowadzić zdrowy tryb życia. Ciekawe, na ile dni starczy jej tego postanowienia.

 

Daniszewska: – Ty tego i tak nie zrozumiesz, pieprzona egoistko, a przy okazji obca agenturo.

Wołk-Łaniewska: – To korzystając z okazji zaznaczę, że byłam na Dniu Rosji.

– W Moskwie? Z Nawalnym?

– No wiesz co?! W Warszawie byłam, na zaproszenie mojego ulubionego ambasadora Andrejewa, ale nic nie zjadłam ani nawet nie wypiłam, bo mnie twój czcigodny mąż wypłoszył.

– Co ci zrobił?

– Był. Wystarczy, bo to było 24 godziny przed zamknięciem numeru, a ja w lesie z robotą. Ale zdążyłam wysłuchać wystąpienia Siergieja Wadimowicza, który nie bez humoru zauważył, że w ciągu roku Rosja z izolowanego kraju z gospodarką w strzępach – jak orzekł prezydent Obama w 2015 r. – stała się globalnym demiurgiem przebiegle manipulującym procesem wyborczym największych światowych potęg. Jak tu nie agencić?

– A nie boisz się?

– Strach jest. Ale zawsze mogę poprosić o azyl w Hawanie.

– To jednak nie w Moskwie?

– Pogoda lepsza. I jakkolwiek kocham Rosjan, to ich kapitalizm średnio.

– Tu czy tam, chyba pora zacząć się pakować. Kaczyński cię wyczuł, mówił o tobie w swoją kolejną miesięcznicę. Chociaż faceci w tym wieku powinni mieć klimakterium, a nie miesiączkę. A właściwie powinni być po klimaksie, a jego trzyma. Tyle w nim jadu, ile w starej żonie, która nigdy nie kochała męża.

– Gorsze są chyba takie, co kochały, ale im przeszło.

– Jedne i drugie są dobre. Znam takie kobiety. Potrafią robić piekło ze starości męża. Jego znienawidzoną żoną jesteśmy chyba my: ty, agentura, i ja, komunistka i złodziejka.

– Prezesa? Nie schlebiaj sobie. On ma na etacie żony tysięcy komunistów i agentów z najściślejszej elity III RP, my się nawet nie rejestrujemy na radarze.

– Wziąłby chłopina jakieś prochy, poszedłby na spacer do Puszczy Białowieskiej, przytuliłby kota i odpuścił. Frasyniuk dobrze mu radził, tylko krzyczał na niego. A trzeba było po dobroci: „Jaruś, odpierdol się od tego narodu, skarbie. Taki jesteś zdolny i ładny. Pamiętaj istnieje coś takiego jak historia. Misiaczku, pilnuj, żeby cię chujowo i prawdziwie nie opisali. A przy tym postępowaniu nie wywiniesz się. Nawet Piłsudski ma swoje opisane błędy i czarne karty. A ty nawet Berezy Kartuskiej nie stworzyłeś. I nie stworzysz, kochanie. Nie te czasy”. Tak trzeba było do niego mówić. I jeszcze można powiedzieć: „Nie bój się, skarbie, nie skażą cię na dentystę. Nie lękaj się”.

– No wiesz, jak tak możesz?! Toż to jakiś pedalski monolog jest, a Frasyniuk to najbardziej męski mężczyzna na świecie albo przynajmniej w branży transportowej, co na jedno wychodzi.

– Ty go chyba nie lubisz?

– Po czym poznałaś?

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Się obśmiałem jak zwykle. Prezes Berezy może nie stworzył, za to instaluje na potęgę swoich w spółkach nad Wisłą, analogia z Piłsudskim zaistnieje, kiedy zacznie ich instalować w Wiśle, ale tu chyba sam popłynąłem.