Motto tygodnia: PiS boi się jej jak trądu – Gersdorfowa wróciła do sądu.

GOŚKA DANISZEWSKA nie odczuwa żadnej przyjemności życia. Endokrynolog zmienił jej pigułki tarczycowe. Czuje się fantastycznie, czując, że za chwilę umrze. Mąż jej przyjaciółki, mając zaawansowanego raka płuc, zastrzelił się. Rozmyśla więc o śmierci. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wróciła z Rosji i rozmyśla jak zwykle o rewolucji.

Daniszewska: – Gdy Marek się zastrzelił, policjanci – przemili – opowiadali jej, co ich spotyka.

Wołk-Łaniewska: – Ja ci chciałam o Ermitażu opowiedzieć.

 

– A mnie dziś jakoś bardziej kręcą nieboszczycy. Otóż oni też już nie wyrabiają.

– Nieboszczycy? To niejako naturalne.

 

– Jacy nieboszczycy, policjanci. Z nieboszczykami. Opowiadali np., że starszy pan, którego żona cierpiała, wzywał do niej pogotowie. 3 razy przyjechali, a potem odmawiali. Kochał ją, nie chciał więc, żeby cierpiała. Zastrzelił ją i siebie.

– A posłowie PiS wystąpili z interpelacją w sprawie odebrania byłym esbekom broni…

 

– A skąd wiesz, że to esbek był?

– A któż by inny? Uzbrojony, z żądzą mordu w sercu, bez szacunku dla życia… Ewentualnie jeszcze armia izraelska, ale ona w detalu nie robi.

 

– Przekonałaś mnie. Esbek zastrzelił żonę i siebie z braku zaufania do pisowskiego państwa. Takich opowieści warszawscy policjanci mają na pęczki. Teraz moja przyjaciółka szuka zwłok. Nawet nie wie, gdzie jest postrzelone truchło jej męża.

– To chyba nie ma specjalnego znaczenia, obiektywnie rzecz biorąc, nie?

 

– Obiektywnie może nie, ale subiektywnie wielu osobom to robi różnicę. A na Oczki, gdzie bada się nieboszczyków, nie odbierają od niej telefonów. O, kurwa! Ostatnio Igor, jej kumpel, wytknął mi, że używam brzydkich słów. Ta „kurwa” jest specjalnie dla niego. Żeby zrozumiał, że język jest po to, żeby go używać. Żeby wyrażać emocje.

– To ja ci chciałam wyrazić emocję z Ermitażu. Mogę?

 

– Dawaj. Co mi zależy…

– O kurwa!

 

– Nie wiedziałam, że jesteś taka wrażliwa na sztukę.

– Toteż właśnie nie jestem. Moja główna i w zasadzie jedyna emocja brzmi: no i czego się dziwić, że lud ich zajebał. Co do jednego, razem z bachorami. Jak oglądasz ten kretyński, monstrualny przepych i myślisz o tym, jak żyli w tym czasie rosyjscy chłopi, to dziw tylko bierze, że tak późno. Francuzi się zawinęli ze swoimi 130 lat wcześniej i też ich rozumiem; wystarczy zajrzeć do Wersalu.

 

– Wersalu już tutaj nie będzie?

– Otóż to: bo ludzie na chleb nie mają – jak głosi nieśmiertelna myśl Andrzej Leppera. Właśnie o to chodzi. Widziałaś zegar z pawiem?

 

– U Leppera?

– W Ermitażu. To taka kryształowa klatka wielkości domku kempingowego, ze złotym pawiem na złotej gałęzi, złotą sową w złotej klatce i złotym kogutem, które pieją i różne inne odgłosy wydają, co ma pełnić funkcje zegara i pokazywać czas w wymiarze symbolicznym. Coś tak kompletnie absurdalnego, że sama mam ochotę rozpierdolić to obcasem, jak Stalin lustro na Kremlu.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Sto lat wkurwiania się – to dla Pani Daniszewskiej, a z Pani Małgorzaty beka, bo nie ma nic fajniejszego, niż dama o lewicowych inklinacjach płacąca za wejście do przybytku rozpasania klasy wykorzystującej proletariat.

  • No chyba jednak zstąpię i qrva odnowię

  • Byłem, widziałem. Ten cały Ermitaż to faktycznie nieporozumienie. Ale następnym razem będzie lepiej. Kryształową klatkę się rozpierdoli, sowę wypierdoli, koguta zarżnie, zegar przepije a pawia puści.