Motto tygodnia: Ale draka! Afera Piebiaka!

GOŚKA DANISZEWSKA postanowiła jednak opowiedzieć Wołkowi, a przy okazji Czytelnikom, o czarnym okresie w jej życiorysie. Na szczęście ma to już za sobą. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA postanowiła zachować się terapeutycznie.

 

Daniszewska: – Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu.

Wołk-Łaniewska: – Chcesz o tym porozmawiać?

 

– A myślisz, że po chuj ci to mówię?

– Rozumiem. Kontynuuj, proszę.

 

– Zrobiłam badania krwi i jakaś kretynka lekarka od razu przepisała mi hormon tarczycy.

– I jak się z tym poczułaś?

 

– Właśnie usiłuję ci opowiedzieć, ale mi ciągle, kurwa, przerywasz.

– Rozumiem. Kontynuuj, proszę.

 

– „Poczuje się pani jak motylek. Będzie mi pani wdzięczna” – obiecała. Ale ja się czuję wyśmienicie – protestowałam. Lekarz każe, pacjent słucha. I zaczęło się. Puchłam i odwiedzałam kolejnych endokrynologów. Nikt nie wierzył w moje opowieści.

– I jak się z tym czułaś?

 

– Wkurwiona. Prawie tak jak teraz, gdy mi się ciągle wpierdalasz w słowo. Tarczyca już się tak rozhuśtała, że nie mogłam przestać tego gówna brać. Wszyscy straszyli mnie śmiercią. „Nie obudzi się pani” – brzmiał wyrok.

– I jakie miałaś odczucia w związku z tym?

 

– Zajebiste! A jak myślisz? Po latach zaczęły się ataki paniki. Nie mogłam prowadzić samochodu, bo panika kazała mi się co chwila zatrzymywać. Wówczas kolejny lekarz wskazał mi psychiatrę. Ten przepisał mi 2 rodzaje leków, które pomogły. Cud.

– Mówisz, że odnalazłaś wiarę?

 

– No nie, kurwa, basta! Jeszcze jeden terapeutyczny tekst i będziesz musiała szukać pomocy lekarskiej, bynajmniej nie psychiatrycznej. Choć lęków też się możesz nabawić.

– Yhm…

 Lekarz, wręczając mi recepty, wspomniał, żeby nie czytać ulotek, bo piszą je prawnicy, a nie lekarze. Bardzo mi to odpowiadało, bo przyznaj, Wołku, że lektura jest nudna i stresująca.

– Uhm.

 

– Tak oto przez 7 lat łykałam te tabletki. Czułam się całkiem nieźle. Potem już do lekarza wysyłałam kierowcę, gdyż moje wizyty nie wnosiły niczego. Gdy zaczynałam się źle czuć, zalewałam to szklaneczką.

– Yhm…

 

– Coraz częściej i coraz wcześniej. Pamiętam, Wołku, te dialogi, gdzie ja tylko mruczałam, a ty gawędziłaś niby do mnie, a tak naprawdę do siebie. Rodzina wywiozła mnie pod Warszawę do jakoby dobrego ośrodka.

– Uhm…

 

– Tam mnie odtruli w żyłę. Ciekawe, że obejrzeli lekarstwa, które biorę, i zero reakcji. Gdy doszłam do siebie po kroplówce, rozejrzałam się wokół. Prawie sami narkomani. Dilerzy podjeżdżali pod płot i dostarczali towar. Zanim zaczęłam ćpać, uciekłam. Oni chcieli mnie tam trzymać tygodniami, a tanio nie było. To dobry biznes, Wołku, może otworzymy taki ośrodek?

– Hmm…

 

– Nic nie robisz, kroplówka w żyłę, w kuchni gotuje Ukrainka. Pacjenci całe dnie spędzają na powietrzu, przy stole przypalając papierosa od papierosa i opowiadając życiorysy oraz szczegóły nałogów. No więc uciekłam i wróciłam do dawnego trybu życia. Nie trzeba było długo czekać. Nastąpił kolejny odjazd. Tym razem znaleziono inny ośrodek. Wchodzę tam z córką, rozglądam się po recepcji i bełkotliwie stwierdzam, że tu nie zostanę. Nie zgadniesz, dlaczego.

– Yhm?

 

– Obrazy mi się nie podobały.

– Aha.

 

– Ckliwe pejzażyki bez wyrazu. To uratowało moją godność konesera i kolekcjonerki sztuki. Tego już moja kochająca i cudowna córka nie wytrzymała. Zostawiła mnie wśród tych kiczów.

– Hmm…

 

– Zażądałam jazdy do domu, do męża i zwierząt. Przyjechała Straż Miejska i miła pani w mundurku otworzyła bagażnik. Półprzytomną wsadziła mnie do drucianej klatki. Było niezbyt wygodnie, ale nadal myślałam, że jadę do domu. Chyba przedrzemałam, bo po jakimś czasie obudziłam się w zupełnie nieznanym miejscu. Była to izba wytrzeźwień przy Kolskiej w Warszawie.

– Aha.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • I po co ja to czytałem? Miałem od lat statecznego idola Urbana Jerzego to sobie zmieniłem – na Daniszewską, yeah.

  • I po co ludziska łykają tyle medykamentów. Niektórzy, z niewiedzy, dublują bo nazwy handlowe różne a chemiczne te same. Lepiej chlapnąć 1/2 szklanki C2H5OH i 1/2 szklanki wody. Taniej, działanie lepsze i dobrze się po tym śpi. Byle nie za dużo, bo wtedy, na drugi dzień, trzeba łykać na wątrobę, która nota bene po 24 godzinach się regeneruje.