Motto tygodnia: Czy to przejaw bałaganu, szczyt o Iranie bez Iranu?

Już się wydawało, że taka nuda „w żłobie leży”. Ale GOŚKA DANISZEWSKA potrafi w nudę wrzucić życie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nie leży w żłobie, tylko jeździ na nartach. Odbiło kobicie z tą fizkulturą.

 

Daniszewska: – Na jakich nartach? Gdzie ty śnieg widziałaś?

Wołk-Łaniewska: – Przez okno. W Beskidzie Żywieckim. Wstaję rano, patrzę na parking, a ta czwarta kupa śniegu z lewej to mój samochód. Przynajmniej mam taką nadzieję. W każdym razie wszystkim stęsknionym za zimą polecam Korbielów. Tobie też, bo ty, jak pamiętam, lubisz boso po śniegu. Przyjeżdżaj, pohulasz, a przy okazji może mi samochód odśnieżysz…

 

– Dlaczego ja?

– Ja nie mam czasu, bo jeżdżę na nartach.

 

– Bezczelna się robisz od tego śnieżnego dobrobytu.

– Ależ skąd, chciałam ci tylko rozrywki dostarczyć. Sama mówisz, że nuuuuuda…

 

– To akurat prawda. Zwłaszcza o tej porze roku. Ponieważ nie obchodzę ani świąt, ani Sylwestrów, muszę wymyślać inne atrakcje. Otóż późnym wieczorem udałam się z Iwanem na spacer. Pies ten nie miał dobrego życia, w grę więc nie wchodzi ani smycz, ani kaganiec. I tak złagodniał, że właściwie przestał gryźć.

– To prawie jak ja.

 

– Prawie. Tobie pewna zgryźliwość jednak pozostała. Iwanowi też. Wyjątek od swojej starczej łagodności robi czasami dla osób biegających po naszej ulicy. Właściwie jego ulicy. No i stało się. Jakiś usportowiony mężczyzna, zamiast zawodzić pod choinką, pięknie i drogo wystrojony wylazł na jogging. Iwan dla zasady uderzył go zębami w łydkę. Przysięgam ci, Wołku, że na nodze delikwenta nie było ani śladu tej akcji.

– Oglądałaś mu nogę tak dokładnie?

 

– A jak! Nietknięta była. Ale i tak się zaczęło! Facet podniósł wrzask, strasząc mi psa. Zażądał książeczki szczepień. Pognałam do domu i pokazuję mu, że pies był szczepiony w sierpniu. Tego mu było mało. Wezwał policję. Iwan schował się w domu, a na placu boju zostałam ja. Radiowóz zjawił się szybko i dwóch miłych panów w mundurach wysłuchało narzekań sportowca, potem moich wyjaśnień o ciężkim dzieciństwie psa.

– Uwierzyli?

 

– Chyba tak, choć łgałam. Tak naprawdę to nic o tym dzieciństwie nie wiem, bo znalazłam go przy szosie brudnego i głodnego.

– No to pewnie za dobrze mu nie było.

 

– Też tak sądzę. Po jego pierwszych zachowaniach domyślam się, że był bity i zamykany. Przez pierwszy rok bał się ręki, a zamknięcia boi się do dzisiaj. Panowie grzecznie wysłuchali mojej ckliwej opowieści, ale musieli wystawić mi mandat. Zadowolony sportowiec oddalił się z miną zwycięzcy. Dostałam kwit na stówkę i byłoby po sprawie, gdyby nie moje pomysły.

– Złożyłaś doniesienie na sportowca, że umięśnioną łydką uderzył w zęby biednego starego psa, co wyczerpuje znamiona art 6. § 2 pkt 4 ustawy o ochronie praw zwierząt – „bicie zwierząt przedmiotami twardymi i ostrymi”, a w szczególności „bicie po głowie”, za co zgodnie z art 35. przywołanej ustawy grozi kara do trzech lat więzienia?

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Brawo, choc czasem piesek lubi tracic i przylutowac. mam trzy cudowne suczki, tez przygarniete z ulicy. one sa na tyle madre, ze nie obszczekuja spokojnych przechodniow tylko wlasnie jakies mamalygi niezyczliwe ludziom i zwierzetom. Mialem dokladnie taka sama sytuacje, z tym, ze moje chca sie bawic a nie gryzc. Od momentu przyjazdu policji, dany osobnik nie ma prawawstepu na ulice. Pieski olewaja innych ale jego zawsze gonia.

    • „Piesek” to drapieżnik o nieprzewidywalnych zachowaniach, dlatego w ogóle powinien obowiązywać zakaz wyprowadzania psów w miejsca publiczne, nawet na smyczy i w kagańcu. Masz chłopską zagrodę albo dom z ogrodem, to se tam trzymaj psa, ale nie waż się go wyprowadzać czy wypuszczać na ulicę. Nie dość, że stwarza zagrożenie, to jeszcze sra gdzie popadnie, a większość polskich właścicieli psów nie raczy sprzątać po swoich czworonogach. Na moim osiedlu w Piasecznie rano chodniki są tak zapaskudzone, że trzeba dobrze patrzeć pod nogi, by nie wdepnąć w psią srakę – nie mówiąc już o fetorze. Miejcie kynofile jedne trochę wyrozumiałości dla tych, którzy nie zachwycają się psami.

  • „Piesek” to drapieżnik o nieprzewidywalnych zachowaniach, dlatego w ogóle powinien obowiązywać zakaz wyprowadzania psów w miejsca publiczne, nawet na smyczy i w kagańcu. Masz chłopską zagrodę albo dom z ogrodem, to se tam trzymaj psa, ale nie waż się go wyprowadzać czy wypuszczać na ulicę. Nie dość, że stwarza zagrożenie, to jeszcze sra gdzie popadnie, a większość polskich właścicieli psów nie raczy sprzątać po swoich czworonogach. Na moim osiedlu w Piasecznie rano chodniki są tak zapaskudzone, że trzeba dobrze patrzeć pod nogi, by nie wdepnąć w psią srakę – nie mówiąc już o fetorze. Miejcie kynofile jedne trochę wyrozumiałości dla tych, którzy nie zachwycają się psami.