Motto tygodnia: Tusku: na razie są prokuratury, niebawem będą tortury.

Czarna wdowa Polska

numer 32/2015

Kulczyk uziemiony.

W zeszłym tygodniu rząd, biznes elity i naród obchodziły żałobę po dr. Janie Kulczyku. Najbogatszy z naszych rodaków odbył, jak podano, zabieg operacyjny w Wiedniu i odszedł na powikłania. Konkretnie operowano mu prostatę pod uśpieniem i już się nie wybudził. Nie wytrzymało jego serce, choć miał je wielkie dla wszystkich. To wersja przyjaciela dr. Jana.

Nie tak dawno ja miałem podobny zabieg w Niemczech. O uśpieniu w ogóle nie było mowy. Anestezjolog dał mi zastrzyk w kręgosłup i wycinania między jajami nie czułem. Pomimo to badał mnie po operacji co dwie godziny, bo nie żałowałem dla niego euro. Po zabiegu byłem sparaliżowany od pasa w dół. Przez kilka godzin nie mogłem chodzić ani uprawiać seksu. Kulczyk był człowiekiem zabieganym. Chwilowy bezwład mógł wydawać mu się nieznośny.

*

Śmierć dr. Jana tym wszystkich smuci, że nie przynosi korzyści budżetowi.

W 2006 r., kiedy PiS rządził, czyniąc państwo silnym i bogatym zniósł podatek spadkowy dla wdów, dzieci i krewnych niezależnie od wielkości spadku, choćby był on większy niż Polska. Z tej trumny nic nie skapnie więc do budżetu. Dzieci Kulczyka dostaną nietknięta kupę miliardów.

Zbuntowana młodzież żąda dziś większej równości poziomu życia i tego samego zdania są ekonomiści, z wyjątkiem Balcerowicza. Zmniejszenie nierówności zwiększa siłę nabywczą mas oraz ich zadowolenie, napędza popyt, więc i  rozwój dochodu narodowego, zmniejsza frustrację.

Gdyby przez kilkadziesiąt lat osoby o kulczykowatym majątku jeździły do Wiednia, żeby weterynarz je uśpił, albo drapały się na góry Alpy, jak Janusz Palikot, albo skakały do morza sprawdzić czy większe zęby ma rekin finansowy, czy wodny, to przy istnieniu podatku spadkowego malałoby bogactwo najbogatszych. Spłaszczanie rozwarstwienia społecznego dokonywałoby się od góry.

*

Kulczyk, podobnie jak ubożsi od niego bogacze polscy i bogatsi odeń bogacze zagraniczni, lubił być fundatorem nagród, stypendiów, badań, teatrów, festiwali, szpitali, kościoła, muzeów i innych prestiżowych budowli lub imprez. Bill Gates, najbogatszy Amerykanin, 90 proc. majątku i dochodów przeznacza na cele społeczne. Jest to skutek boskiej ingerencji. Stwarzając Adama i Ewę, Stwórca rzekł: „Nie zmieścisz czterech schabowych naraz w brzuchu, nie wejdziesz jednocześnie do czterech swoich samolotów”. Gdy więc bogacz zbuduje już pałac ze złota z podjazdem wysadzanym brylantami, rzuca się w dobroczynności. Kupuje sobie to, czym nigdy nie można się nasycić – prestiż mianowicie. Co ważniejsze, bogacz za nieprzejadalną nadwyżkę dochodów nabywa dla siebie większą władzę. Każde zresztą posiadanie majątku oprócz dobrego życia daje rozkosz władzy nad innymi ludźmi. Przedsiębiorca-milioner ma władzę tylko nad pracownikami, kooperantami, dłużnikami, niektórymi funkcjonariuszami państwa. Miliarder zostaje filantropem, żeby poprzez rozdawanie pieniędzy uzależnić od siebie muzea, teatry, festiwale, organizacje, rządy i samorządy, stypendystów, uczonych, instytucje: hap, hap, hap. Ta żądza wszechwładzy rozumiana jest przez publiczność jako dobre serce. Jak mniemają maluczcy, serce Kulczyka pękło właśnie od nadmiaru dobroci.

Bogacze zatrudniają wielu specjalistów i dużo własnych zwojów mózgowych, żeby płacić jak najniższe podatki. Następnie wykuglowane pieniądze rozdają wedle własnej woli na wybrane przez siebie cele społeczne. Ta skłonność dowodzi, że celem filantropii jest wyłącznie pęd do pomnażania własnych wpływów i znaczenia, uzależnianie od siebie jak największej liczby placówek i ludzi.

Rząd i samorządy zatrudniają dziesiątki tysięcy urzędników zajętych rozdzielaniem pieniędzy z budżetów wedle rozumnej hierarchii potrzeb. Państwo to maszyna wyspecjalizowana w rozdawaniu środków. Robi to lepiej lub gorzej, ale przecież trafniej niż miliarderzy. Wydatki państwowe są efektem demokratycznych decyzji zespołów wybieralnych, a nie kaprysu rozdawcy. Bogacz skąpiący państwu podatków, by samemu przeznaczać te pieniądze na podobne cele co rząd i gminy, z pozoru postępuje absurdalnie. W rzeczywistości chodzi mu o odebranie części władzy organom państwa i przejęcie jej dla siebie. Zagrabianie władzy opakowane jest w obłudę. Mszę hipokryzji stanowią bale dobroczynne.

całość na łamach

 

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.