Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Autor
Robert Jaruga

Chrześcijanie wyklęci

numer 49/2017

Polscy katolicy uczcili 500 lat reformacji ekskluzywnym filmem.

Lubimy spory, gdyż w gruncie rzeczy, jeśli wszyscy mają te same poglądy, niemożliwa jest dyskusja ani wymiana myśli.

– Ładna pogoda.

– Yhm, ładna.

– Niezła dupa tam poszła!

– Tak. Niezła!

Od razu widać, że rozmowa się jakoś nie klei. Nie doprowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków. Jednak podobna zgodność pozwala oszczędzić mnóstwo czasu i uniknąć kłótni.

Dopiero gdy spotkają się ci, dla których ziemia jest płaska, ze zwolennikami jej kulistości, coś zaczyna się dziać. Ponieważ spór ten został już zażegnany i wiemy, że każdy z poglądów jest na swój sposób prawdziwy – wszak budując drogi, nie bierzemy pod uwagę kulistości planety, natomiast wysyłając się w kosmos, musimy pamiętać, że jednak usadowieni jesteśmy na kuli – można zaryzykować tezę natury ogólnej, że różnica stanowisk bywa często dopełniającymi się opisami w tej samej sprawie.

Jednak najciekawsze są zawsze spory religijne. Wieeeeelka szkoda, że rzadko mają charakter werbalny lub jakiś inny nieopresyjny sposób wyrazu.

– Mój Bóg jest wspaniały, ponieważ chodzi po wodzie i zamienia wodę w wino.

– E, tam. Mój jest lepszy, bo ma 6 rąk i potrafi lewitować.

– Te wasze bóstwa nie są nic warte. Uwierzcie w naszego Boga. Jest stwórcą wszechświata i miota piorunami podczas ejakulacji.

Naturalnie do takiej wymiany poglądów praktycznie nie dochodzi, gdyż ich wyznawcy oddaleni są zazwyczaj od siebie o tysiące kilometrów oraz mówią językami, których nazw nawet nie da się wymówić.

Znacznie częściej – co już jest mniej ciekawe – dochodzi do pyskówek i za nimi idących rzezi w ramach wyznawania tego samego Boga. Francuscy rzymscy katolicy wymordowali francuskich hugenotów w noc św. Bartłomieja. Rzymskokatolicki papież zlecił zarzezanie świętszych od niego katolickich katarów. Nie możemy też przemilczeć pogromu waldensów, za który ostatnio kajał się papież Franciszek: „W imieniu Kościoła katolickiego proszę was o przebaczenie za niechrześcijańskie czy nawet nieludzkie postawy i zachowania w dziejach, jakich dopuściliśmy się przeciwko wam. W imię Jezusa Chrystusa przebaczcie nam”. W imieniu waldensów w zasadzie przebaczamy.

Owe chrystianistyczne spory obracały się wokół problemów typu nieobrażonego Boga, kształtu ołtarza albo innych pozaziemskich wydarzeń, o których informowała Matka Boska we śnie któregoś z antagonistów.

O czym może nie słyszeliście, rok 2017 jest szczególny dla chrześcijan zza Łaby. Świętują oni 500. rocznicę narodzin luteranizmu.

Oczywiście Marcin Luter (w oryginale Luther*) nie był twórcą luteranizmu, podobnie jak Chrystus Zbawiciel nie stworzył chrześcijaństwa. Obaj panowie byli reformatorami starego dobrego judaizmu, a dopiero ich następcy wysnuli niezbyt adekwatne wnioski, że chodziło im o stworzenie nowego wyznania. Z ontologicznego punktu widzenia wszyscy chrześcijanie to reformowani żydzi, włącznie z Barakiem Obamą.

31 października 1517 r., Luter przybił gwoździami za pomocą młotka do drewnianych drzwi kościoła Wszystkich Świętych w Wittenberdze swoich 95 tez i od tamtego czasu dzień ten jest piękną uroczystością u naszych chrześcijańskich sąsiadów.

Z okazji 500. rocznicy nasi rodzimi katolicy postanowili zrobić prezent młodszym braciom w wierze i nakręcić o luteranizmie film, odsłaniający całą prawdę, bez której nie mogliby się tamci obyć, ale chyba głównie po to, aby wprawić Niemców (nie bójmy się tego słowa) po raz kolejny w oniemienie i zakłopotanie.

Reżyserem filmu jest niejaki Grzegorz Braun (zbieżność nazwisk z niejaką Ewą Braun zupełnie przypadkowa), nazywany niekiedy z powodu rudobrodowatości Barbarossą – jak Fryderyk I z dynastii Hohenstaufów.

Grzegorz Braun, ongiś kandydat na prezydenta RP (zdobył 124 tys. ważnych głosów), znany jest z tego, że potrafiłby zniszczyć reputację każdego: komunistów, psychologów ewolucyjnych, socjalistów utopijnych, pacyfistów, językoznawców, stoczniowców gdańskich, generałów Wojska Polskiego, peowców, starozakonnych, starocerkiewnych, gitowców, chirurgów plastycznych, a nawet członków towarzystwa zapobiegania okrucieństwu wobec dzieci, jeżeli przyniosłoby mu to stosowny rozgłos i pieniądze (tego ostatniego nie potrafilibyśmy udowodnić).

Pokaz filmu „Luter i rewolucja protestancka” i podtytułem „Protestantyzm 100 minut prawdy na 500-lecie zakłamania” odbył się w kinie „Kijów”, ale za to w Katowicach. Nikt nas tam nie prosił, ale i tak poleźliśmy.

Film jest tak sprawiedliwy wobec luteraństwa, że aż trudno byłoby go znieść, gdybyśmy byli protestantami. W każdym razie nie ma w nim żadnej nudnej przeciętności, zionącej z ekranów przy okazji podobnych projekcji w Telewizji Trwam. Nie zmienia to jednak faktu, że 100 minut uda nam się dalej opisać w dwudziestu linijkach maszynopisu: „Świat protestancki jest światem ogromnym, godnym największego i miłosiernego pożałowania, a sam luteranizm szaleństwem” – twierdzi na wstępie ks. prof. Tadeusz Guz. Brawo!

Profil osobowy Lutra według Brauna: Matka biła małego Luterka do krwi. Ojciec był mordercą, bo zabił swojego parobka uprzężą końską (prof. Alma von Stockhausen). Samego Lutra okładał natomiast orczykiem, a wiemy, że orczyk to jest taka bardzo twarda rzecz, mająca także części metalowe, zabieg musiał więc mieć charakter nieprzyjemny. Luter był też mordercą, bo przebił swojego kolegę ze studiów muszkietem na wylot. Już na studiach był dziwkarzem, z czego miał troje bękartów. Następnie ożenił się z zakonnicą, uprowadziwszy ją przed ślubem z klasztoru. Na jego weselu padło ponad 20 trupów (nie wiadomo, co oznacza w tej sytuacji słówko „ponad”). Potem tę

zakonnicę zdradzał ze służącą, bo zakonnica mu nie dawała, a potem nawet z trzema służącymi naraz. Pijąc 7 litrów wina dziennie, był przez większość życia permanentnie nietrzeźwy. Umarł zbyt młodo, popełniając samobójstwo przez powieszenie oraz alkoholową martwicę wątroby. Jego zwłoki cuchnęły tak obraźliwie, że nie można było donieść luterańskiego trupa do kościoła.

No i w końcu luteranie wycinali drzazgi z łoża śmierci Lutra, robiąc z nich amulety na ból zębów.

Dorobek intelektualny Lutra według Brauna: Luter herezjarcha dokonał wynalazku luteranizmu, siedząc w klasztornym wychodku pod wpływem rzekomego objawienia, rozważając wersety z biblijnej księgi proroka Habakuka. Następnie prowadził dość chaotyczne rozważania, zazwyczaj w stanie upojenia alkoholowego, z których musiał się spowiadać 30 razy dziennie. W tym klasztorze z wychodkiem nie znalazł się dlatego, że doznał iluminacji przez uderzenie pioruna, jak twierdzą jego hagiografowie, tylko uciekał przed karą śmierci, grożącą mu za zabicie szkolnego kolegi. W rzeczy samej przetłumaczył Nowy Testament na niemiecki, ale nie był pierwszy, tak jak się uważa. Zrobił to źle, w dodatku zakłamując niektóre fragmenty, a inne zupełnie pomijając. W gruncie rzeczy tylko dlatego, aby pomóc Gutenbergowi, wynalazcy druku, zarobić, co doprowadziło ich obu do zawrotnego dobrobytu.

Palił jednocześnie Luter konkurencyjne książki, co zresztą stało się niemieckim narodowym zwyczajem. W sumie jakieś 120 ognisk z książkami w jednym roku 1933. Czyniliby Niemcy tak nadal, gdyby nie wynaleziono Kindle’a.

Akcja z młotkiem i gwoździami była, ale chodziło w niej o „wykalkulowaną próbę storpedowania cudzych interesów”, nie wiadomo jakich, ale sterowanych przez wiadomo jaką mniejszość etniczną. Ta rzekoma Lutrowa reformacja była tak naprawdę rewolucją, która doprowadziła do wojen domowych w Niemczech, Francji i Anglii.

Luter kazał zbuntowaną hałastrę dzikich chłopów łamać kołem, ćwiartować i dusić publicznie jak wściekłe psy. Namawiał do mordowania biskupów, palenia kościołów ze śmiechem na ustach. Zachęcał do wyrywania języków przez karki i przybijania do szubienic, zwłaszcza kardynałów. Kazał niszczyć też dzieła sztuki sakralnej, niczym obecnie karoserie na złomowiskach. Zakonnice stawały się ladacznicami. To właśnie podczas rewolucji luterańskiej po raz pierwszy wzniesiono pedalski tęczowy sztandar. Co najważniejsze, w końcu Luter obwołał się pierwszym Fϋhrerem Rzeszy Niemieckiej.

Spuścizna Lutra autorstwa Barauna: Satanizacja Boga, bigamia, rozwody, kara śmierci za cudzołóstwo dla kobiet, sekciarstwo, kłamstwo ewangeliczne podniesione do rozmiaru cnoty, terror, pornografia, poród odbytowy, antykoncepcja, aborcja, apartheid, eugenika, francuski rewolucjonizm, leninizm, kapitalistyczny wyzysk, bieda, nazizm i oczywiście holokaust. Zdaniem Brauna narodowi socjaliści wygrali wybory dzięki niemieckim protestantom przede wszystkim. Na procesie w Norymberdze hitlerowcy tłumaczyli się ze zbrodni na Żydach koncepcją braku wolnej woli, wymyśloną przez Lutra, oraz jego zaleceniami do palenia synagog i zapędzenia Żydów do obozów pracy.

Pokaz tego intelektualnego wandalizmu, sfinansowanego przez fundację Osuchowa oraz Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi zakończyła owacja na stojąco.

Przybyli hierarchowie kościelni zajęli jednak stanowisko zachowawcze: – No, ładna była muzyka oraz animacja komputerowa.

My się generalnie na tych problemach religijnych za dobrze nie znamy. Natomiast nie sposób nie zauważyć, że ktoś tu jednak wymierzył policzek Stwórcy, jeżeli Ten oczywiście nie jest jedynie wymysłem teologów. Braun czy Luter? A może pan Bóg dostał w mordę po obu stronach?

 

ROBERT JARUGA

* Marcin Luter (Martin Luther, w łacińskim Martinus Lutherus) po ojcu nazywał się Luder. Słowo to po niemiecku oznacza ścierwo, gada lub alfonsa. Następnie zmienił nazwisko na zapożyczone z łaciny słowo: Eleutherois – co znaczy wybawca, którego zdrobnieniem jest Lutherus, aby w końcu skrócić je do prostego germańskiego Luthera.

Wasze komentarze 4 komentarze

Odpowiedz na „mjedwiedistaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.