Motto tygodnia: Nie bądź leniem, nie bądź chory i zapieprzaj na wybory.

Autor
Michał Marszał

Chrześcijanie wśród katolików

numer 19/2019

Dziś prawdziwych amiszów już nie ma.

Za górami, za lasami, w gminie Modliborzyce w województwie lubelskim mieszka jedyna w Polsce, a najpewniej i jedyna w Europie rodzina amiszów.

Jak w pospolitym mniemaniu wiadomo, amisze to jest ta wspólnota chrześcijańska, którą w amerykańskich filmach pokazują, jak w XXI w. nie uznaje elektryczności, spędza czas głównie na stolarce i płodzeniu dzieci, a gdy inni zapieprzają samochodami, oni najwyżej suną w dyliżansie.

Największą wadą bycia amiszem jest to, że nie zna się dnia ani godziny, gdy jakiś wścibski dziennikarz zacznie drzeć mordę przez furtkę. Gdyby posiadać konto na Facebooku, e-mail albo chociaż telefon, można by się na rozmowę umówić. A tak trzeba osobiście.

Anita i Jakub Martinowie ganiali akurat z dziećmi konia po podwórku, gdy przeszkodziłem im nagabywaniem zza ogrodzenia. Grzecznie przedstawiłem się, wpuścili mnie do środka i od razu było widać, że są z Ameryki: uśmiechali się szerzej niż koń.

 

***

Mniejszość amiszowska wyemigrowała ze Szwajcarii do USA w połowie XVIII w. Dziś liczy około 330 tysięcy wiernych, żyjących głównie w Pensylwanii, Indianie i Ohio. Choć podziałów wśród nich jest wiele, wszyscy mniej lub bardziej przestrzegają zasad Ordnungu (z niemieckiego: Porządek): nie płacą podatków, nie służą w armii, nie posyłają dzieci do szkół, nie używają pojazdów mechanicznych ani nawet opon w bryczkach, noszą brody i szelki (mężczyźni) oraz chusty i spódnice (kobiety).

Do Polski Martinowie przylecieli w 1993 r. wraz z dwiema innymi rodzinami. Celem było poszerzenie wpływów zboru na terenie Europy Wschodniej. Udało się to w jednej trzeciej, bo dwie familie szybko zawinęły się z powrotem do USA. Słyszeli, że gdzieś w Belgii i na Ukrainie też mieszkali tacy jak oni. Ale to było dawno, dawno temu.

Do 2011 r. Martinowie mieszkali we wsi Cięciwa, 30 km od centrum Warszawy. Tam mieli jednak tylko 1,5 ha ziemi, z czego połowę stanowił las, a z tego utrzymać 9-osobowej rodziny nie sposób. Gdy na początku lat 90. obcokrajowcom nie było jeszcze wolno kupować ziemi, nabyli ją za własne dolary przy pomocy polskiego sąsiada. Ten wziął ją formalnie na siebie, ale podpisał kwit u notariusza, że jak tylko przepisy zostaną zliberalizowane, ziemia przejdzie na własność Martinów. Gdy po kilku latach ceny działek zaczęły gwałtownie rosnąć, domagać zaczął się jednak rekompensaty. Potem rozpętał wojnę o puszczenie kabla elektrycznego przez działkę Martinów. I rozpowiadał o nich we wsi niestworzone historie. Koniec końców przegrał nawet w sądzie sprawę o ochronę dóbr osobistych, ale niesmak pozostał.

Nową przestrzeń do życia Martinowie znaleźli 200 km dalej. Pod Lublinem za tę samą forsę kupili aż 13 ha. O tym, że nawracanie Polaków na amiszostwo było od początku skazane na niepowodzenie, mówią bez skrępowania.

– W Stanach jest to trudne, choć zdarza się. Tu było to jednak nierealne. Inna kultura, język. 5 lat nie mogłem zrozumieć, dlaczego nic nie wychodzi – mówi on.

Zderzenie protestantyzmu z katolicyzmem po dziś dzień wywołuje u nich zdziwienie. Ot, choćby fakt, że ich syn praktykuje u pobliskiego stolarza i gdy wypada święto, ten nie przestaje pracować, ale ze wstydu przed sąsiadami ucieka z robotą do Lublina.

– Żeby tylko ludzie nie gadali! To jest obłuda! – śmieją się.

Powierzchowne zwyczaje i wiara na pokaz lekko ich w Polakach irytują.

– Weźmy Wielkanoc, najważniejsze święto. Jajka, króliczki i polewanie ludzi wodą nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem! Ludzie!

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Polactwo to amisze Świata, różnią się tylko tym że są kurwami jak i gdzie się da.
    Polactwo to amisze wierzący w psa cerbera i nadprzyrodzone siły kiszonej kapuchy, krzyż to dodatek

  • Choć Boga nie ma, religie bywają bardziej lub mniej sympatyczne. Najgorsi to katole i muzułmanie, żydów też nie cierpię, amiszów można tolerować, a słowiańskich rodzimowierców warto czasem przy tych ich ogniskach odwiedzić.

  • I maja racje! Dlaczego chrzescijanie polscy lubia sie wykazac? Przeciez Bog ich tego nie uczy

    • a przecież boga nie ma i nie było tak po co go piszesz dużą literę, czego się boisz, wirtualnego piekła…..