Motto tygodnia: Pytania Dudy to horrendum – będzie gówno, a nie referendum!

Chińskie lody

numer 4/2018

Idea Jedwabnego Szlaku została twórczo rozwinięta: tu Polska, tam Chiny, w środku nasi kryminaliści, dzięki którym Jedwabny Szlak kończy się aż na Karaibach.

Platforma miała swój Covec. PiS nie może być gorszy. W grę wchodzą miliardy.

Pisowski rząd pragnie uczynić Chiny naszym strategicznym partnerem. Premier Morawiecki w lipcu 2017 r. zapraszał chińskie firmy do inwestowania w Polsce, mówiąc, że na infrastrukturalne projekty zamierzamy wydać 100 mld dolarów. Kilka miesięcy wcześniej w Chinach gościła ówczesna premier Beata Szydło. Do Chin pielgrzymował także wicepremier Jarosław Gowin.

Chińczycy mają nam zbudować Centralny Port Lotniczy, wykopać Kanał Śląski, łączący Odrę z Wisłą, budować tory kolejowe, elektrownie i sieci energetyczne. Polska ma być ważnym elementem nowego Jedwabnego Szlaku. Jednak plany są znacznie poważniejsze, nieomal globalne. „My również odbudowujemy teraz połączenia Północ-Południe, co powodowałoby, że przy Jedwabnym Szlaku wchodziłby on nie tylko w serce Europy, gdzie Polska leży (…), ale jednocześnie można by skorzystać z czegoś, co my nazywamy Szlakiem Bursztynowym. To połączenie Północnej Europy i Południa Europy, Bliskiego Wschodu (…) i Północnej Afryki”. – Tak Morawiecki czarował Chińczyków.

Chińczycy są wprowadzani do Polski przez dwóch aferzystów, skazanych już prawomocnymi wyrokami za przestępstwa kryminalne. Obaj pośredniczą w kontaktach pomiędzy państwowym chińskim koncernem Pinggao Group a polskim państwowym gigantem Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Miliardowe kontrakty zostały już zawarte. Znając ich szczegóły, nasze wiewióry spodziewają się kolejnego Covecu i nieukończonych inwestycji.

Wpadł nam w łapy wyrok, który zapadł 23 listopada 2017 r. przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie. Marek Tadeusz W. został przez sąd uznany winnym wyprowadzenia wielu tysięcy złotych z firmy Elbud Warszawa, na czele której stał kiedyś jako prezes. W kolejnym procesie zasiądzie on na ławie oskarżonych wraz z synem Pawłem.

Akt oskarżenia to długa lista przykładów na to, jak można wyprowadzać pieniądze z firmy, działając na jej szkodę. Np. zlecając innej firmie roboty budowlane, których nie wykonano. Albo jadąc służbowo na narty. Bądź też zamawiając szkolenie służbowe z jazdy sportowym jaguarem po torze wyścigowym Salzburgring w Austrii. Zamawiając inne szkolenie służbowe – z nauki tańców: tanga oraz fokstrota. Ale roboty budowlane zdecydowanie były najlepszą formą topienia kasy…

Interesujący był też sposób zarządzania spółką Elbud Warszawa. Prezes W. ustalił dla siebie pensję wynoszącą 49 tys. zł miesięcznie. Synowi-wiceprezesowi dał 35 tys. zł. Synowa-radczyni kasowała co miesiąc 13 tys. zł. Razem wyciągali z Elbudu Warszawa prawie 1,2 mln zł rocznie. Firma, mająca rocznie 8 mln zł zysku, zaczęła robić bokami, a jej strata sięgnęła 13 mln zł.

Gdy tatkę, syna i synową posunięto, firma odzyskała płynność finansową i radzi sobie nieźle. Po pół roku od zwolnienia panów i pani W. pracownicy Elbudu skierowali do prokuratury doniesienie, które zaowocowało wspomnianym wyrokiem i kolejnym procesem.

Drugi spec od przyjaźni polsko-chińskiej jest jeszcze ciekawszy. To znany wszystkim miłośnikom Zbigniewa Ziobry lobbysta Marek D., który odsiedział już w areszcie w sumie prawie 4 lata. Miał być wspaniałym osobowym źródłem informacji o bezeceństwach Aleksandra Kwaśniewskiego i wielu innych polityków lewicy. Od 2004 r. aż do końca minionego roku nieprzerwanie był albo podejrzanym, albo oskarżonym o korupcję i oszustwa podatkowe na szkodę państwa.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Ludu to nie ruszy. Ma pięć stów/mc na wzmożone rozmnażanie (prawie obowiązkowe, bo skrobanie pod wszelkim pozorem prawie zabronione). No i obniżono wiek emerytalny. Dziękuję autorowi, dobrze o tym wiedzieć.