Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Autor
Łukasz Piotrowicz

Celebryci Pana Boga

numer 44/2018

Każdy chrześcijanin jest powołany do świętości – prawią w kościołach. Jeżeli brać to wezwanie serio ze wszystkimi konsekwencjami – wierzący powinni się bardzo poważnie zastanowić, czy warto. Certyfikowana przez Watykan świętość przysparza wyniesionemu na ołtarze masę roboty i kłopotów. Powiedzenie „odpoczniesz w grobie” nijak się ma do katolickiego dogmatu o świętych obcowaniu.

„Wierzymy we wspólnotę wszystkich wiernych chrześcijan, a mianowicie tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba, i że wszyscy łączą się w jeden Kościół; wierzymy również, że w tej wspólnocie mamy zwróconą ku sobie miłość miłosiernego Boga i Jego świętych, którzy zawsze są gotowi na słuchanie naszych próśb” – mówił Paweł VI w 1968 r., wypowiadając „Wyznanie wiary Ludu Bożego”. Lud boży cieszy się zwłaszcza na tę ostatnią okoliczność. Choć Kościół twardo upiera się, że katolicyzm jest monoteistyczny, nie sposób nie dostrzec, że wierni traktują świętych jak pomniejsze bóstwa. Kościelny panteon liczy ponad 10 tysięcy osób, jest więc w czym wybierać. Poszczególni święci mają swoje działki, za ich pośrednictwem można załatwić praktycznie wszystko.

Umiejętność nadzwyczajnych interwencji jest zresztą jednym z podstawowych warunków otrzymania aureoli. Każdy kandydat na błogosławionego czy świętego (świętość w Kościele jest stopniowalna) musi dokonać cudu – nie dotyczy to jedynie męczenników. W niebie nie toleruje się nieudaczników.

Kto jest na tyle fajtłapowaty, że nie umie nawet wyleczyć z raka lub cukrzycy, nie zasługuje na chwałę ołtarzy. W ciągu wieków patronaty nad poszczególnymi grupami zawodowymi oraz potrzebami ludzkimi przyznawano w związku z życiorysami patronów lub ich szczególnymi umiejętnościami w życiu ziemskim.

Trzeba docenić pewną przewrotność i dowcip ludzi Kościoła, którzy zajmują się hagiograficznym biznesem. Patronem studentów jest np. św. Józef Kupertyn, który sam siebie nazywał bratem-osłem, a niektóre źródła podają nawet, że był upośledzony. Fartem zdał egzaminy i został księdzem. „Ty wiesz, z Twego osobistego doświadczenia, jak wielki niepokój towarzyszy trudowi studiów (zaangażowaniu w egzaminy) i jak łatwo popaść w niebezpieczeństwo zagubienia intelektualnego lub zniechęcenia” – to fragment modlitwy polecanej studentom przed egzaminami. Zgrywusy.

Ten sam święty jest też patronem lotników i kosmonautów – ze względu na to, że na tym łez padole posiadł dar lewitacji. A właściwie nie tyle on posiadał dar, co dar posiadał jego. Franciszkanin unosił się i latał bez swojej kontroli, a po każdym locie z impetem spadał na ziemię, co kończyło się obiciami i ranami. Trzeba oddać hołd polotowi tego, który zrobił z Józefa Kupertyna patrona pilotów. Nie dziwota: ślęczenie nad teologicznymi tomiszczami musi być wyjątkowo nudne, stąd do głowy przychodzą różne psikusy.

Pół biedy studenci czy piloci. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby być w skórze (umownie mówiąc, bo przecież to istoty już bezcielesne) św. Łucji z Syrakuz czy św. Wolfganga. Siedzisz sobie na chmurce, zagryzasz nektar ambrozją, rozmawiasz z ludźmi, których zawsze chciałeś poznać, a tu nagle SOS z ziemi od gościa ze sraczką. Tych bowiem świętych wzywa się w przypadku biegunki. Obiektem drwin ze strony współlokatorów w rajskich przybytkach muszą być święci zajmujący się tego typu wstydliwymi sprawami. Ale ktoś musi. Kościół o swoje owieczki dba kompleksowo i nie pozostawi bez pomocy nawet syfilityka czy chorego na AIDS. Oczywiście można by pozwolić na używanie prezerwatyw, żeby wirus HIV się nie rozprzestrzeniał, ale czym wówczas zajmowałby się św. Peregryn?

Kolejną niedogodnością w byciu świętym jest to, że trzeba liczyć się ze zbezczeszczeniem zwłok. Kult relikwii jest bardzo żywy, a do stworzenia amuletów potrzebne jest truchło. „Taki gruby, taki chudy może świętym być” – śpiewała dzieciarnia z Arki Noego. Chudy jako święty jest wiarygodniejszy (widać, że praktykował ascezę), ale z grubego jest więcej relikwii (czyli większy zysk).

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Najbardziej „łebskim” świętym jest św. Wojciech. Miał aż trzy głowy ! Jeden św. czerep jest przechowywany w katedrze w Gnieźnie, drugi na Hradczanach w czeskiej Pradze a trzeci spłoną wraz katedrą w Kolonii . Natomiast patronem dentystów powinien być św. Dominik, który musiał mieć paszczę jak krokodyl. Wśród relikwii na świecie doliczono się ponad 100 zębów tego świętego.

  • Jaki jest wklad kosciolka w historie ludzkosci?…uzrawianie CUDAMY. Nagroda Nobla im sie nalezy jak psu micha.

  • Żądam od tygodnika NIE utworzenia na niniejszej witrynie internetowej stałej informacji o składzie krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z imienia i nazwiska którzy śmieli wyrazić decyzje na rozpoczęcie nadawania Radia Tadeusza Rydzyka gdyż jest ono skazą życia publicznego w Polsce!Można jedynie pominąć Marka Siwca który do końca był przeciwny wydaniu decyzji jednakże poddany ogromnej presji pozostałych c z ł o n k ó w Rady na końcu również podpisał dokument !

  • Święci to jak takie dawne appki , na każdy możliwy problem jakichś znajdą nasi roztropni ksiondzowie

  • Ciekawe kiedy w końcu ta zakłamana i zbrodnicza sekta katolicka propagująca głupawe zabobony i gusła, zostanie zdelegalizowana. W końcu,do cholery, jest XXI wiek i żyjemy w kraju w środku Europy. Albo druga opcja: polikwidować szpitale, elektrownie, samoloty itd. i zawierzyć całe to Pacanowo jakiemuś baranowi bożemu

  • Cię w mordę!!! Czekam na jakieś kompendium wiedzy o „świętych” i ich fuchach. Czy jest jakiś-jakaś od kaca i związanych z nim torsji? Przydał by się na poniedziałek 12. 11 br

  • Cię w mordę!!! Czekam na jakieś kompendium wiedzy o „świętych” i ich fuchach. Czy jest jakiś-jakaś od kaca i związanych z nim torsji? Przydał by się na poniedziałek 12. 11 br