Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Cela za hamburgera

numer 25/2017

Bo mimo, że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany.

Ten to prowadzi niezdrowy tryb życia, pomyślałem, gdy wyznaczył mi spotkanie na pierwszym piętrze KFC, zwanego nie wiedzieć czemu restauracją. Siedział przy stoliku, na którym stało wiaderko. A w wiaderku kilkadziesiąt udek drobiowych posypanych czymś dziwnym, następnie smażonych w głębokim oleju.

– To porcja XXL dla dwóch osób – wyjaśnił, widząc moją minę. – Skoro tutaj się umówiliśmy, to pomyślałem, że pan się też poczęstuje.

W ten sposób dowiedziałem się, z czego wzięły się problemy Adriana Witczaka. Z zamiłowania do diety „made in USA” i do amerykańskich knajp. Teraz siedzi na ławie oskarżonych.

*

To było 28 kwietnia 2016 r. Adrian jeździł z miejsca na miejsca po Tychach, załatwiając interesy. Podczas kolejnego spotkania rozmowę zakłócił dziwny odgłos. Po chwili Witczak zorientował się, że to jego kiszki. Domagają się kolejnej porcji fast foodu, obficie podlanego koką, czyli coca-colą. Wielkiego wyboru nie miał. W Tychach są 2 McDonald’sy – jeden w centrum, drugi przy ruchliwej drodze do Mikołowa, niedaleko starego browaru należącego najpierw do rodu Promniców, a w XIX w. odkupionego od nich przez księcia pszczyńskiego Jana Henryka XI Hochberga. Witczak po krótkim namyśle wybrał właśnie to miejsce. Było bliżej.

Jadąc do celu, słyszał, jak kiszki mu marsza grają coraz głośniej i głośniej. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż stając na skrzyżowaniach, Witczak brał w rękę smartfon i sprawdzał, co też tam jest ciekawego. Na ekranie smartfona pojawił się najpierw konkurs: „Zaprojektujcie razem pudełko Happy Meals na 25. urodziny McDonald’s”. Zdziwił się. Myślał, że firma jest starsza. Ale może chodziło o jej obecność w Tychach? Następnie zobaczył „Flat White”, czyli podwójne espresso ze spienionym mlekiem. To również nie bardzo go interesowało. Potem pojawił się „Creme Brulee”, który co prawda nie wyglądał jak ten deser, tylko jak bardzo słodka kawa. Do tego ciastko z rabarbarem. I wreszcie pojawiły się pyszności: „Lodowe Marzenie Wiśniowe” (to na deser, czemu więc przed konkretami?) i konkrety, „Big Mac Bacon”, czyli buła przekrojona w dwóch miejscach, w które wsadzono kotlety, „WieśMac”, podwójny „WieśMac”, „McRoyal” i podwójny „McRoyal”. A wreszcie to, co najwspanialsze, czyli frytki.

*

W Tychach jest dużo skrzyżowań, a na większości są światła. Oczy się zachwycały, kiszki grały marsza, a żołądek miał przerąbane. Jednak w końcu, po blisko pół godzinie, Adrian dojechał do celu. Wjechał na parking McDonald’sa i chciał podjechać do okienka, z którego prowadzono sprzedaż dla kierowców. Ale tam stał już renault master, a jego kierowca był chyba równie głodny jak Witczak. Przez okno podawano mu niezliczone kubki i pakunki. Pan Adrian przejechał więc obok niego, by zaparkować, wejść do środka i zjeść jak człowiek, przy stole.

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Poniższa analiza jest ważna także z innego powodu. Polacy, wskutek trwającego od roku 1980 prania mózgów przez propagandę opracowaną za oceanem (serwowaną przez RWE i lokalne, aktualnie „prawicowe”, »elity intelektualne«), zatracili kompletnie zdolność analizy sytuacji rewolucyjnych i buntów społecznych w kategoriach instytucji, umów społecznych i interesu ogólnonarodowego. Buntownicy, szczególnie ci inspirowani i wspierani z zewnątrz, praktycznie nigdy nie reprezentują interesu narodowego – a praktycznie zawsze – interes ośrodków zagranicznych i interes zainstalowanej wewnątrz danego państwa »grupy interesu«. Jeśli ci buntownicy pojawili się samorzutnie, to wsparcie zewnętrzne, które jest im udzielane, ma swoją cenę – cenę, którą zapłaci naród, który pozwoli sobie tych „rewolucjonistów” zainstalować u władzy. Jeśli buntownicy byli od początku zatrudnieni do „pracy rewolucyjnej” przez ośrodki zewnętrzne, to nikt przy zdrowych zmysłach nie może oczekiwać, że realizowana przez tych buntowników polityka będzie czymś innym, niż działaniem w interesie mocodawców. „Szlachetni buntownicy” powstający bohatersko przeciw „tyranom” i „dyktatorom” to najczęściej medialne bajki dla opinii publicznej, serwowane przez tych, którzy chcą obrabować „wyzwalane” narody ze środków produkcji i bogactw naturalnych. Grabież ułatwiają skutki uboczne „kolorowych rewolucji” – podważenie zaufania społecznego do państwa i jego instytucji, demoralizacja ich pracowników i podłamanie lojalności na wszystkich szczeblach administracji, demoralizacja służb porządkowych, stworzenie społecznego przyzwolenia dla łamania prawa (to centralny element „kolorowej rewolucji”) i ogólny porewolucyjny chaos.