Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Bzyknięta przez Fidela

numer 17-18/2018

Nie jestem jedyną dziennikarką, która kochała się w El Comandante.

Jednak wewnętrzny ogień Lisy Howard nie był łatwy do zgaszenia. Jak pisał o niej w tamtym czasie kobiecy miesięcznik „McCall’s” – „w swej determinacji w dążeniu do celu jest tak nieskomplikowana i prostolinijna, że przeważnie osiąga to, czego pragnie”. Zignorowany przez prezydenta list o dobrych intencjach Fidela przekształciła w tekst dla liberalnego magazynu „War/Peace Report”, gdzie przeczytał go jeden z amerykańskich dyplomatów przy ONZ William Attwood, który – jak można się domyślać, bez osobistych podtekstów – także był zdania, że USA powinny porozumieć się z Kubą.

Za zgodą przełożonego, Adlaia Stevensona, Attwood po raz pierwszy spotkał się z ambasadorem Kuby przy ONZ Carlosem Lechugą na raucie w nowojorskim domu Howard 23 września 1963 r. 2 miesiące później, po dziesiątkach telefonów i uzgodnień Attwood miał porozmawiać przez telefon z prawą ręką Fidela – René Vallejo. Rozmowa miała obyć się o północy w domu Howard, która przyjęła dyplomatę w powiewnym koronkowym peniuarze. Spędzili razem wiele godzin, ona na łóżku, on w fotelu, popijając burbona, słuchając jazzu, czytając Camusa i wykonując kolejne telefony na Kubę.

W końcu około trzeciej w nocy Attwood i Vallejo znaleźli się po dwóch stronach tej samej linii. Pierwszy kontakt został nawiązany.

3 dni później w Dallas zginął prezydent Kennedy. Plany tajnych rozmów wzięły w łeb – tym bardziej, iż Lee Harvey Oswald miał jakoby być zwolennikiem Castro. Ale nie zniechęciło to Lisy Howard. W lutym 1964 r. znów poleciała na Kubę robić reportaż o życiu pod rządami rewolucji.

– Kiedy się z nim spotkam? – pytała niecierpliwie Vallejo, który przywitał ją na lotnisku. Współpracownik Fidela zapewniał ją skwapliwie, że wódz „pytał o nią przez cały dzień”. Do spotkania doszło jednak dopiero następnej nocy, kiedy dziennikarka, znużona czekaniem w swoim pokoju hotelowym, zdążyła zmyć makijaż, rozebrać się i położyć spać. Fidel przybył – w towarzystwie Vallejo – około północy. Przez długie godziny rozmawiali o marksizmie, lotności umysłu Chruszczowa i konieczności demokratyzacji życia na Kubie, aż wreszcie nad ranem Lisa poprosiła Vallejo, żeby zostawił ich samych. Ku jej rozczarowaniu Fidel nie skorzystał z okazji: mimo iż „całował ją i pieścił po mistrzowsku z powciąganą namiętnością”, to „nie rozebrał się, ani nie poszedł na całość”.

– Tyle dla nas zrobiłaś, pisałaś, mówiłaś o nas. Ale gdybyśmy poszli do łóżka, to zniszczy nasze relacje – wyjaśnił uprzejmie wóz rewolucji, otulił Lisę kołdrą, zgasił światło i poszedł, zapewniając, że jeszcze się spotkają.

 

Słowa dotrzymał. Przez następne 2 tygodnie Howard wraz z ekipą towarzyszyła Castro w jego wędrówkach po kraju, przekonując się z każdym dniem, że może jest on dyktatorem, ale za to kochanym. „Nie mam wątpliwości, że emocja, jaką Fidel wywołuje u wszystkich kobiet, to najczystsze seksualne pożądanie. Jest najbardziej fizycznym, zwierzęcym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Spędziłam dziś koło niego 5 godzin i myślałam, że wyjdę z siebie” – zwierzała się pamiętnikowi.

Bywały też bardziej refleksyjne momenty. „Ta rewolucja jest całkiem inna niż on myśli” – zapisała innego dnia w pamiętniku. „Jak mogę mu to powiedzieć? I dlaczego czuję, że muszę to zrobić? Jestem tu, bo gdzieś głęboko wierzę, że gdyby udało mi się ukazać mu prawdę, wytłumaczyć rozpacz, cierpienie i chaos, jakie sprowadził na tę wyspę, zmieniłby się”.

Marzenia 38-letniej pensjonarki o przerobieniu wodza rewolucji na demokratę w stylu amerykańskim wprawdzie się nie spełniły, za to jej inne ukryte pragnienie Fidel w końcu zaspokoił.

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze 6 komentarzy

Odpowiedz na „Bolo co go nery boloAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.