Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Burdelątka

numer 46/2014

Krzyś wkładał Gosi palec w odbyt. Chłopiec miał 11 lat, dziewczynka 4. To można było interpretować jako zabawę w doktora. Wkrótce pod prysznicem 15-letni Grześ zgwałcił kąpiącego się 9-letniego Pawła.

– Co teraz? – zafrasowali się pracownicy. – Czy rzeczywiście doszło do gwałtu, czy się ofierze wydaje? Pawełek ma skłonności do konfabulacji. Może nie kłamie intencjonalnie, raczej w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę. Robić z tego aferę, czy nie? Powiedzieć matce? Hanna ma 40 lat, pije, ale nie jest pozbawiona praw rodzicielskich. Wypada więc podzielić się wątpliwościami. Ale ona tu prawie nie zagląda. Uważa, że spełniła swój rodzicielski obowiązek, przekazując dzieci w profesjonalne ręce.

Zanim rozstrzygnęli, co począć, wyszło na jaw, że 8-letnia Patrycja zrobiła koledze laskę. Tak jak mamusia wujkom, gdy przychodzili na herbatę. Siadali na kozetce, ściągali spodnie do kolan, flaczek między nogami zamieniał się w mortadelę.- O, o, oooo – jęczeli. Wszyscy byli zadowoleni, Patrycja też, bo czasem już po wszystkim dostawała chipsy. Dziewczynka nie rozumie, dlaczego wychowawca jej nie chwali, skoro potrafi to samo, co mama.

Beatkę znaleziono z Fryderykiem pod kołdrą. Wcale się nie zmieszali. Dzieci z placówek zwykle nie wiedzą, że seks to sprawa intymna. Że jak się kogoś gwałci, to lepiej dyskretnie.

Grześ, ten od gwałtu na Pawle, na wakacje wyjechał do krewnych. Czyli został odseparowany od domniemanej ofiary. Sprawy nie ma, końce w wodę. Niestety po wakacjach wrócił. I Paweł rozkrzyczał się, że znów mu dokucza. Tym razem miał kolegę szarpać i włożyć mu palec w pupę.

Przyniosła dziecku chipsy

Ciąg dalszy znamy. Do „Uwagi” TVN przyszedł list. Starannie wykaligrafowane litery, kulejąca ortografia. Z korespondencji wynika, że chodziło o gwałt. „W Suwałkach w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej w niedzielę 5.10 o godzinie 8 rano został zgwałcony 10-letni Paweł przez dwóch starszych kolegów…”.

TVN dotarła do mamy Pawła. – Dowiedziałam się dopiero od państwa, od reportera. Kobieta wbiła gwóźdź do trumny placówki, sugerując, że gdyby wiedziała o tragedii, zmniejszyłaby Pawłową traumę i pomogła z niej wyjść. Co zostało przyjęte przez redaktorów za dobrą monetę. Nie pada pytanie: – Ile ma pani dzieci w placówce? (troje). – Czy pani pracuje? (nie). – Jak często odwiedzała pani dzieci? (rzadko). – Jak długo trwały spotkania? (kilka minut). – Jak to możliwe, że syn nie poskarżył się w pierwszym rzędzie właśnie matce?!

– Już po emisji programu matka odwiedziła chłopca – relacjonuje współpracująca z placówką wolontariuszka. – Przyniosła chipsy. Po raz pierwszy od nie wiadomo jak dawna miała pieniądze. Podobno z telewizji. Zapytała, czy ładnie wyszła, pokręciła się 10 minut i poszła.

– Paweł pozwolił jej odejść? – pytam.

– Jak dzieciak kurczowo trzyma za połę płaszcza, matki mówią: „Sprawdź, kolega na górze ciebie woła, nie słyszysz? Ja poczekam. Siusiu zrobię w tym czasie”. Gdy dzieciak wraca, nie ma po nich śladu – opowiada dziewczyna.

W jej ocenie niezależnie od stanu faktycznego Paweł będzie obstawał, że gwałt był. Spowodował dobro: wizytę matki, prezent (chipsy) i zwiększone zainteresowanie wychowawców.

Ponieważ matki pokrzywdzonych podały dziennikarzom prawdziwe imiona, w szkole rówieśnicy zidentyfikowali ofiary i traktują je jak morowe powietrze. „Niespełna 10-letni Paweł z placówki” to w małym środowisku charakterystyka wystarczająca do rozpoznania seks-ofiary.

Paweł poradził sobie jak koleżanka wyspecjalizowana w robieniu laski. Odmówił chodzenia do szkoły. Skutecznie: placówka opiekuńczo-wychowawcza nie ma prawa stosować środków przymusu bezpośredniego.

Romek używa koleżeństwa

Ośrodek Opiekuńczo-Wychowawczy po drugiej stronie Polski, w wielkopolskim Wągrowcu. 520 km dalej, a problemy identyczne. Niedawno telewizje i tabloidy zajmowały się 15-letnim Romkiem, który miał gwałcić młodsze koleżanki i kolegów w wieku 10- 12 lat. Sprawa wyszła na jaw po zniewoleniu 10-latka Igora, bada ją sąd.

Na pracownikach ośrodka dokonano medialnego linczu. Tradycyjnie pomogły matki ofiar, podając imiona dzieci i szczegóły zdarzeń. Wyszło na jaw, że Romek używał koleżeństwa nie tylko pod prysznicem, ale również w pokoju. Miał tam kneblować upatrzone ofiary i bezwzględnie je wykorzystywać.

Nikt nie zapytał, czy to możliwe, skoro pokój chłopca znajduje się naprzeciwko pokoju wychowawcy i nie jest zamykany na klucz? Czy znaczy to, że ofiary bezwolnie poddawały się oprawcy i nie próbowały krzyczeć o pomoc? A może była to zabawa w tatusia i mamusię, aprobowana przez wszystkie strony?

W tym samym czasie również w Wągrowcu doszło do podobnego zdarzenia, które zelektryzowało Polskę. 11-letnia Ola została zgwałcona we własnym domu przez prawie 15-letnich bliźniaków, swoich kuzynów. Mieli zwabić ją na strych, związać, wykorzystać, zbić, żeby nikomu nic nie mówiła. Opinia publiczna nie roztrząsała, że to nie był jednorazowy akt. Dzieci uprawiały seks przez kilka miesięcy. Wyszło to na jaw, bo dziewczynka zaszła w ciążę. Bolał ją brzuch, matka obawiała się wyrostka, zabrała więc małą do lekarza. Dopiero gdy było rozpoznanie i policja na karku, Ola opowiedziała, co zaszło. Warto zauważyć, że media nie rzuciły się do gardeł rodziców, co z pewnością by się wydarzyło, gdyby Ola przebywała w placówce.

Gwałt wywołuje takie zmiany w zachowaniu ofiary, że bliscy wiedzą: stało się coś złego. Nie będę zanudzać, wystarczy otworzyć pierwszy lepszy podręcznik psychologii, żeby dowiedzieć się o symptomach. Gwałt jest traumą, z której niesłychanie trudno wyjść.

W przypadku Oli nikt niczego nie zauważył. Mało tego – gdy burza przycichła, gwałciciele i ofiara wrócili do szkoły. A byli uczniami tej samej małej szkółki w Wągrowcu. „Zgwałcona 11-latka chodzi do szkoły z oprawcami – rozkrzyczał się „Głos Wielkopolski”. – Przecież można przenieść chłopców do innej placówki?!”.

Ale dyrektorka oznajmiła, że nie widzi takiej potrzeby. Owszem, szkoła duża nie jest, Ola spotyka kuzynów na korytarzach, ale oni są zajęci z kolegami, ona z koleżankami i wszyscy czują się bardzo dobrze.

Wujek pompuje mamę

„Żona się kurwi, walczę o dziecko, proszę o pomoc…” – napisał do „NIE” Stanisław z warszawskiej Pragi. Ania ma 5 lat. Mieszka z mamą, oboje rodzice mają ograniczoną władzę rodzicielską, co znaczy, że pozostają pod nadzorem kuratora sądowego. O dziewczynkę toczy się spór sądowy. Ojciec chce, aby zamieszkała z nim. Powód jest przede wszystkim natury finansowej – Ania je jak ptaszek, dorastałaby przy babci, a Stanisław nie musiałby płacić alimentów. Jednak gospodarz powołuje się na inne, niefinansowe argumenty.

– Ożeniłem się z puszczalską, mała się od niej uczy – oskarża.

– Aniu, powiedz pani, gdzie śpisz, jak jesteś u mamy? – pyta małą.

– Z mamą na wersalce, a jak przychodzi wujek Jan albo wujek Krzysztof, na podłodze. Na dywaniku – szczebiocze dziewczynka

wyraźnie nie pierwszy raz indagowana w tym zakresie, zadowolona, że znów usatysfakcjonuje tatę.

– Co robi mama z wujkami? – docieka ojciec.

– Puf, puf, puf – mówi dziecko i pokazuje, w którym miejscu wujek pompuje mamusię. Podbiega do Stanisława, ociera się piersiami, których nie ma.

– Pocałuj mnie – prosi i rozchyla usta. – Głęboko – żąda. Deklaruje, że może się zająć ojcowskim ptaszkiem. Widziała, jak mama bierze do ust ptaszki wujków, a w zamian dostaje pieniądze.

Domowa sztuka kochania

Prof. Zbigniew Izdebski mówił w „Polityce”, że w przeszłości nie trzeba było edukacji seksualnej, bo w biednych, zwłaszcza wiejskich rodzinach dzieci się robiło i rodziło na oczach wszystkich domowników. Zachowań seksualnych uczono się poprzez obserwację – jak ubijania masła.

Istnieje w Polsce zaskakująco wiele rodzin, w których potomkowie nie mają szansy nauczyć się, jak hodować pelargonie, przyrządzić biszkopt czy po bożemu wyprodukować następcę. Z powodu szczupłości pomieszczeń i braku dziecięcego pokoju dzieci oglądają zabawy seksualne rodziców i ich partnerów. Uczą się, że seksem odgania się nudę. Bo jak nie ma co robić, można się pieprzyć. I nie chodzi tutaj o uczucie, ale rozrywkę i dominację nad partnerem.

Potwierdzają to badania fundacji Dzieci Niczyje. Aż 47 procent wychowanków domów dziecka do 15. roku życia doświadczyło seksu (średnia polska 15 procent) Aż 26 procent współżyło seksualnie (średnia polska 4 procent).

PS. Imiona zostały zmienione.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.